Taktycznie: co zagrało z Cracovią?

Taktycznie: co zagrało z Cracovią?

fot.:

Piątkowe spotkanie z Cracovią mogłoby służyć za mecz, który służy do promowania ekstraklasy poza granicami Polski. Było w nim wszystko: walka o każdy centymetr boiska, ładne akcje, gole, emocje, kartki obu kolorów i wiele więcej. Przy linii bocznej spotkały się dwie trenerskie osobowości. Vitezslav Lavicka stanął naprzeciw kontrowersyjnego, aczkolwiek uznanego polskiego trenera – Michała Probierza. Co wpłynęło na to, że to Czech po ostatnim gwizdku mógł cieszyć się ze zwycięstwa?



 

Na wstępie analizy meczu Śląska z Cracovią chciałbym zaznaczyć, że było to spotkanie, które udało się zwyciężyć nie tylko dzięki dobremu przygotowaniu taktycznemu, ale też świetnej mentalności. Zawodnicy Śląska wyszli na boisko w jednym celu – zdeklasować rywala. Od początku meczu widać było niezwykłe zaangażowanie i głód gry. Bardzo spodobała mi się wypowiedź Wojciecha Golli, który został złapany na krótki wywiad w przerwie meczu. Na pytanie o nastawienie na drugą połowę powiedział, że trener Lavicka będzie oczekiwał takiego samego zaangażowania, jak przy wyniku 0:0, a planem na resztę meczu jest strzelanie kolejnych goli. Niezależnie od tego, jak dobrym taktykiem będzie trener, jeśli nie uda mu się odpowiednio zmotywować piłkarzy, to ciężko o odnoszenie sukcesów. Całe szczęście we Wrocławiu mamy kogoś, kto spełnia oba warunki niezbędne do walczenia o najwyższe cele.

Kluczowym elementem wpływającym na dobrą dyspozycję Śląska w meczu z Cracovią jest powrót Krzysztofa Mączyńskiego do składu. W poprzednim tekście tego cyklu omawialiśmy schematy, jakimi Śląsk posługuje się podczas budowy ataków. Jednym z nich było posyłanie długich podań do wysoko ustawionych bocznych obrońców, którzy robiąc przewagę na skrzydłach, stwarzali duże zagrożenie pod bramką przeciwnika. W poprzednich meczach Śląska rolę podającego pełnili jednak zazwyczaj środkowi obrońcy, co nieco ograniczało wachlarz możliwości. Israel Puerto, Mark Tamas, albo Golla nie mogli podjąć większego ryzyka, ponieważ każda ich strata piłki wiązałaby się z bardzo groźną sytuacją dla rywali. W meczu z Cracovią można było zauważyć, że rolę rozgrywających przejął właśnie Mączyński wraz z Waldemarem Sobotą. Duet pomocników raz za razem schodził po piłkę do obrońców i wyprowadzał ją do przodu. O tym, że jest to rola skrojona pod byłych reprezentantów Polski, przekonaliśmy się już w 16 minucie, gdy wspominany wcześniej Mączyński fantastycznie znalazł Dino Stigleca na skrzydle. Podanie było na tyle dobre, że Chorwat potrzebował zaledwie dwóch kontaktów z piłką, aby dośrodkować ją do nabiegającego Erika Exposito, który wyprowadził Śląsk na prowadzenie.

Obecność Mączyńskiego na boisku szczególnie odbiła się na dyspozycji Waldemara Soboty, który zaczął znacznie częściej i odważniej brać na siebie ciężar gry. Kapitan Śląska bardzo dobrze asekurował Sobotę, gdy ten starał się wyprowadzać piłkę wyżej, a gdy nie było to możliwe, to zawsze dawał mu alternatywę do podania. O tym, że były zawodnik FC St. Pauli czuł się znacznie swobodniej z Mączyńskim u boku, świadczy statystyka podań. Sobota był w meczu z Cracovią zawodnikiem, który wykonał ich najwięcej.

Nieco mniej w oczy rzucała się współpraca pomiędzy Erikiem Exposito i Marcelem Zyllą, jednak była równie ważna. Exposito jest napastnikiem dosyć uniwersalnym. Dzięki świetnym warunkom fizycznym może zagrać jako typowy „target man”, ale niezłe jak na warunki ekstraklasy wyszkolenie techniczne sprawia, że dobrze odnajduje się również w grze kombinacyjnej, a czasem potrafi nawet spróbować dryblingu i poszukać bardziej samolubnego rozwiązania akcji. Mecz z Cracovią pokazał nam, że szkolony w Niemczech Zylla potrafi dobrze poruszać się po murawie. Exposito często opuszczał swoją pozycję, tworząc tym samym alternatywę na podanie, czy robiąc przewagę w innej części boiska. Za każdym razem świetnie wykorzystywał to Zylla, wbiegając w wolne strefy stworzone przez Hiszpana. Poskutkowało to aż trzema bardzo dobrymi sytuacjami dla naszego młodzieżowca, który wykazując się lepszą skutecznością, mógł zejść z boiska z hat trickiem na koncie. Przykładem takiej akcji jest strzał Zylli z 12 minuty. Po odbiorze piłki w środkowej strefie została ona szybko dograna do Lubambo Musondy znajdującego się przy linii bocznej boiska. Skrzydłowemu z Zambii do gry pokazał się Exposito, schodząc na skraj pola karnego i absorbując uwagę powracającego po stracie defensora. Musonda ruszył jednak skrzydłem, a w tym samym czasie na pozycję napastnika wbiegł Zylla, co zupełnie zmyliło zespół gości. W momencie dośrodkowania w promieniu 5 metrów wokół Zylli nie było absolutnie nikogo, lecz niestety młody pomocnik nie zdołał umieścić piłki w siatce. Na poniższej grafice możecie zobaczyć oddającego strzał Zyllę oraz Exposito, który chwilę wcześniej zrobił mu miejsce w polu karnym.

Od jakiegoś czasu zbieram się, aby jedną z osłon „taktycznie” poświęcić stałym fragmentom gry, jednak Śląsk raz za razem potrafi zaskoczyć i ciężko szukać powtarzalności przy rzutach wolnych i rożnych. Nie inaczej było w spotkaniu z Cracovią, gdzie wrocławianie błyszczeli pod tym względem. Nie chodzi już nawet o trafienie Wojciecha Golli. Śląsk na każdy pojedynczy stały fragment miał inny, ciekawy wariant. W pamięci najbardziej zapadły mi 3 sytuacje. Pierwszą jest rzut rożny i mocne podanie po ziemi na 11 metr w wykonaniu Krzysztofa Mączyńskiego, które niestety nie zakończyło się celnym strzałem, ponieważ minimalnie spóźniony do piłki był Sobota. Drugą jest rzut wolny z 40 metra, kiedy to długie podanie w pole karne otrzymał Robert Pich. Słowak wygrał pojedynek główkowy i zgrał piłkę w okolice 16 metra, gdzie do dobrej sytuacji doszedł Zylla. O ile poprzednie dwa zagrania widzieliśmy w tym sezonie pierwszy raz, o tyle trzecia sytuacja, na którą chciałbym zwrócić waszą uwagę, miała już miejsce wcześniej w poprzednich kolejkach. Poniżej możecie zobaczyć gola strzelonego przez Piotra Celebana w meczu z Piastem Gliwice.

Schemat rozegrania takiego stałego fragmentu wydaje się prosty, ale jak widać niezwykle skuteczny. Celeban szuka miejsca za dwoma pierwszymi obrońcami, schodząc na krótki słupek. Dośrodkowanie musi być odpowiednio mocne, tak aby piłka przeleciała nad najbardziej wysuniętymi rywalami, ale żeby nie ominęła nabiegającego w pustą strefę Celebana. Podczas spotkania z Cracovią mieliśmy okazję zobaczyć rzut wolny z niemal tego samego miejsca, co w spotkaniu z Piastem. Poniżej możecie zobaczyć grafikę z piątkowego meczu. Znowu widzimy Celebana za dwoma pierwszymi obrońcami, znowu widzimy krótkie dośrodkowanie i znowu widzimy groźny strzał, który tym razem został jednak powstrzymany przez bramkarza gości.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.