Taktycznie: Co zawiodło w derbach z Zagłębiem?
fot.: Mateusz Porzucek
Ostatni raz Śląsk w Lubinie wygrał w listopadzie 2011 roku. Po przełamaniu na wyjeździe z Podbeskidziem oraz zwycięstwie z Rakowem kibice mogli mieć nadzieję na wygraną w najważniejszym dla wielu z nich meczu w sezonie. Apetyty jeszcze bardziej rozbudziła pierwsza połowa, po której Śląsk prowadził 1:0. Niestety druga część spotkania wyglądała, jakby wrocławianie zostali w szatni, a Zagłębie zwyciężyło 2:1 po golu strzelonym w 94 minucie.
Próbując odpowiedzieć na tytułowe pytanie, spróbujemy najpierw ustalić, jaki plan na mecz miał trener Vitezslav Lavicka. Nie trzeba było oglądać zbyt wielu meczów Zagłębia, aby wiedzieć, że podopieczni Martina Seveli swoją grę opierają głównie na skrzydłach. Czeski szkoleniowiec na konferencji przedmeczowej uchylił nawet rąbka tajemnicy i zdradził, gdzie widzi potencjalne zagrożenie ze strony rywala.
Gra Zagłębia jest mocno skupiona na ataku. Mają dobrych zawodników na ofensywnych pozycjach. Robią częste rotacje w środku pola. Będzie to ważne, abyśmy dobrze reagowali w defensywie i jako cały zespół zamykali im przestrzenie, nie pozwalając na grę z dobrym wsparciem bocznych obrońców z tyłu. Tak jak zawsze mówię, my przygotowujemy się na przeciwnika całościowo. Nie skupiamy się tylko na ich skrzydłowych zawodnikach. Dzisiaj mieliśmy analizę, na której rozmawialiśmy o tym, co możemy wykorzystać, a także jakie są silne strony Zagłębia. - mówił przed spotkaniem Vitezslav Lavicka.
Skoro udało się zlokalizować mocne strony lubinian, to należało jedynie znaleźć sposób na ich neutralizację. Jaka była odpowiedź naszego sztabu na silne skrzydła oraz dobre ich wsparcie przez bocznych obrońców? Śląsk od pierwszych minut wyszedł wysokim pressingiem. Zagłębie starało się unikać długich zagrań, a swoje akcje próbowało raczej konstruować krótkimi podaniami od tyłu. Boczni obrońcy Zagłębia zmuszeni byli do ustawienia się nieco niżej, żeby dać alternatywę wyprowadzającym piłkę środkowym obrońcom i pomóc im w ominięciu pierwszej linii Śląska.
Po mniej więcej piętnastu minutach wrocławianie cofnęli się do niższego pressingu i oddali nieco pola gry rywalom, którzy po ciężkich pierwszych minutach chętnie zapuszczali się coraz głębiej na połowę gości. Ustawienie Śląska w defensywie tym razem nie przechodziło w 4-4-2, jak mogliśmy zaobserwować w większości poprzednich spotkań, tylko pozostawało niezmiennie w formacji 4-5-1. Piątka pomocników miała za zadanie odcinać możliwe drogi podań, a osamotniony napastnik był zwolniony z większego zaangażowania w bronienie. Jego rolą było szukanie wolnej przestrzeni za bardzo wysoko ustawionym duetem środkowych obrońców Zagłębia i czekanie na przechwyt oraz kontrę. Takich kontr Śląskowi udało wyprowadzić się kilka, a po jednej z nich Erik Exposito zdobył gola.
Skoro na przerwę wrocławianie schodzili z jednobramkowym prowadzeniem, to możemy chyba stwierdzić, że sztab szkoleniowy wykonał nie najgorszą robotę, a zespół przyjechał do Lubina przygotowany. Oczywiście jest to trochę naciągana teoria, bo przy odrobinie skuteczności (w pamięci mamy szczególnie fatalne pudło na pustą bramkę w wykonaniu Samuela Mraza) Śląsk powinien remisować, albo nawet przegrywać, jednak w obliczu tego, co wrocławianie zaprezentowali przez kolejne 45 minut, to pierwsza część spotkania wyglądała względnie dobrze. Co w takim razie wydarzyło się w drugiej połowie, że drużyna grała tak słabo?
Na przestrzeni całego sezonu możemy zaobserwować pewien problem. Po zdobyciu otwierającego gola drużyna, zamiast szukać okazji na kolejne trafienia, całkowicie oddaje inicjatywę przeciwnikowi, czekając na jego ruch. Nie inaczej było i tym razem. Po całkiem dobrej, a na pewno skutecznej grze w pierwszej połowie, Śląsk postanowił zmienić taktykę. Zawodnicy cofnęli się głęboko, a o jakimkolwiek pressingu mogliśmy tylko pomarzyć. Skorygowanie ustawienia środkowych obrońców tak, aby nie zostawiali już tyle wolnego miejsca Exposito, nie należało do najcięższych wyzwań w trenerskiej karierze Martina Seveli, a ten ruch wystarczył do całkowitego zabicia potencjału ofensywnego Śląska w drugiej połowie. Wystarczy przytoczyć statystykę strzałów. Przez pierwsze 45 minut wrocławianie oddali ich 5 i każdy z nich był celny, a przed drugie 45 minut widzieliśmy zaledwie 1 uderzenie, w dodatku poza światło bramki.
Jeśli już jesteśmy przy statystykach, to warto zwrócić uwagę na jedną bardzo rażącą w oczy rzecz, a mianowicie xG. O niepokojącym dla Śląska współczynniku “expected goals” wspominałem już przy poprzednim “taktycznie”. Tym razem było jeszcze gorzej. XG dla Zagłębia wynosiło aż 3,89, podczas gdy dla wrocławian zaledwie 0,38. Pokazuje to, że piątkowe derby były znacznie bliżej zakończenia się wynikiem 3:0 niż 2:2. Niewielki rozmiar porażki jest w znacznej mierze zasługą fenomenalnego Michała Szromnika.
Mogę to bez końca oglądać w kółko
— Krzysztof Banasik (@krzbanasik) December 14, 2020
Grande Michał Szromnik! pic.twitter.com/9QHg77aA1T
Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do samej drugiej połowy, aby niejako podsumować decyzje podjęte przez trenera. Możemy stwierdzić, że skoro po pierwszych 45 minutach Śląsk prowadził, to założenia obrane na to spotkanie były dobre. Pressing wraz z pozostającym wysoko ustawionym napastnikiem przy atakach Zagłębia przyniosły oczekiwany efekt. Dlaczego w takim razie w drugiej części spotkania tego już nie widzieliśmy? Po co zespół cofnął się do głębokiej defensywy oraz czym kierował się trener wraz ze sztabem, wytrącając sobie samemu najgroźniejszą i właściwie jedyną przygotowaną broń przeciw Zagłębiu? Na te pytania niestety odpowiedzi już nie znam.
Kończąc powoli listę grzechów, przez które wrocławianie odnieśli derbową porażkę, ciężko nie wspomnieć o bardzo słabych zmianach. Z jednej strony można winić trenera za późną reakcję, lub za zbyt długie trzymanie bezproduktywnego w drugiej połowie Erika Exposito, ale z drugiej strony nie można całej winy zrzucić na jego barki. Część odpowiedzialności powinna spaść też na piłkarzy, którzy wchodząc z ławki nie pomogli drużynie, żeby nie powiedzieć, że przeszkodzili.
Derby z Zagłębiem uwypukliły problem, który widzimy w grze Śląska właściwie od meczu z Cracovią. Można odnieść wrażenie, że wrocławianie zaczęli podchodzić do spotkań nieco minimalistycznie. Po zdobytym golu, zamiast walki o kolejne trafienia i domknięcie meczu, często widzimy cofnięcie się do głębokiej defensywy oraz całkowite oddanie inicjatywy rywalom. Taka już najwyraźniej jest filozofia trenera Lavicki. Czy jest ona słuszna? Trzy ostatnie mecze przebiegały w dosyć podobny sposób, a dwa z nich zostały wygrane, więc wyniki teoretycznie bronią czeskiego szkoleniowca. Czy jednak taki Śląsk chcemy oglądać? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!