Taktycznie: Co zawiodło w spotkaniu z Wisłą?
fot.: Mateusz Porzucek
Po serii kilku spotkań, w których gra Śląska wyglądała z meczu na mecz coraz lepiej, przyszedł czas na wyjazd do Płocka. Wisła postawiła ciężkie warunki wrocławskiemu zespołowi, skutecznie wytrącając wszystkie atuty drużyny gości. Trener Sobolewski pokazał całej ekstraklasie, jak należy grać ze Śląskiem. W jaki więc sposób Wisła zapracowała na swoje pierwsze domowe zwycięstwo w tym sezonie?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, zaczniemy od nakreślenia mocnych stron Śląska. Analizując rozegrane do tej pory przez wrocławian mecze, można wyróżnić 3 aspekty gry, dzięki którym trójkolorowi stwarzali problemy rywalom.
Pierwszym z nich jest szybka organizacja w obronie i skutecznie zakładany pressing. Śląsk był do tej pory bardzo niewygodnym rywalem dla zespołów, które próbowały stwarzać sytuacje poprzez atak pozycyjny. Płynne przejście z 4-4-2 do 4-2-4, agresywny doskok oraz dobra gra na wyprzedzenie sprawiały, że rywale często tracili piłkę w okolicach środkowej strefy boiska, dzięki czemu akcje traciły na płynności, a defensorzy drużyny przeciwnej zaczynali grać nerwowo. Dobry odbiór w tych strefach umożliwiał również wyprowadzenie szybkiej kontry.
Drugim aspektem jest wysokie ustawienie bocznych obrońców. Jednym z pomysłów trenera Lavicki na ofensywne poczynania Śląska jest gra skrzydłami. Piotr Celeban i Dino Stiglec (w pierwszych kolejkach zastępował go w tej roli Mariusz Pawelec) raz za razem podłączają się do akcji ofensywnych, tworząc przewagę na skrzydłach. Daje to duże pole do manewru skrzydłowym, którzy mogą spróbować zagrać dwójkową akcję ze wspomagającymi ich kolegami, lub zejść w środkową część boiska zabierając ze sobą zawodnika rywali i robiąc więcej miejsca w bocznej strefie. Zwiększa to również wachlarz dostępnych zagrań próbującym rozegrać piłkę obrońcom lub defensywnym pomocnikom. W ostatnim meczu z Cracovią mogliśmy zobaczyć, jak dobrze Lavicka dopracował ten element gry, gdy zaledwie dwoma podaniami Śląsk był w stanie przejść z własnej połowy pod bramkę rywala i zdobyć gola.
Trzecim z aspektów, które dawały do tej pory Śląskowi przewagę, były stałe fragmenty. O tym, jak dobrze wrocławianie wyglądają w tym sezonie przy stałych fragmentach, najlepiej świadczą statystyki. 7 z 11 zdobytych przez wrocławian w tym sezonie goli padło właśnie po wznowieniu gry ze stojącej piłki.
Co zrobił w takim razie trener Sobolewski, że udało mu się wytrącić atuty Śląskowi? Sekret tkwi w ustawieniu Wisły. Zespół z Płocka grał w systemie 3-4-3, dzięki któremu pressing Śląska oraz gra skrzydłami zostały całkowicie zneutralizowane.
Zobaczmy, co działo się w przypadku zakładanego pressingu. Gdy zawodnicy Śląska próbowali podejść wyżej i zaatakować posiadających piłkę środkowych obrońców, to wahadłowi Wisły wraz ze środkowymi pomocnikami pokazywali się jako alternatywa do podania, wspomagając ich tym samym w rozegraniu. Przy odpowiednim ustawieniu, tworzyli oni trójkąty ze schodzącymi do rozegrania pomocnikami. Umożliwiało to utrzymanie się przy piłce, a przy szybkiej grze na jeden kontakt płynne przejście do ataku. Warto zwrócić w tym przypadku uwagę na dużą, pustą strefę tworzącą się w środku pola, w której bez problemu może operować w dalszej fazie akcji napastnik rywali.
Drugą i w meczu ze Śląskiem częściej wykorzystywaną opcją, były długie podania. Wahadłowi, zamiast podchodzić do gry, po prostu ustawiali się wyżej. Zmuszało to pressujących w tym czasie skrzydłowych Śląska do podjęcia decyzji. Mogli oni próbować dalej agresywnie nacierać i próbować odebrać piłkę albo po prostu wrócić za wbiegającymi za nich zawodnikami Wisły. Wybierając pierwszą opcję, pojawiało się zagrożenie w postaci przerzutu do boku, gdzie Stiglec albo Celeban musieliby sobie poradzić sami na dwóch rywali. W przypadku wyboru drugiej opcji środkowi obrońcy Wisły zyskaliby sporą przestrzeń, która pozwala na swobodne operowanie piłką. Centralny defensor w takiej sytuacji miałby aż 5 alternatyw na podanie. Innymi słowy, system, w którym Śląsk do tej pory zakładał pressing, w meczu z Wisłą był po prostu bezużyteczny.
Ustawienie Wisły przeszkadzało Śląskowi w przeprowadzaniu ataków skrzydłami. Gra trójką środkowych obrońców umożliwiała lewemu oraz prawemu środkowemu schodzenie do boku w celu asekuracji wahadłowych. Do tej pory Śląsk atakując skrzydłami, tworzył sobie przewagę zawodników w bocznej strefie, lecz w spotkaniu z Wisłą było to niemożliwe. Skrzydłowi gospodarzy zawsze wracali się, aby wspierać wahadłowych w grze defensywnej. Pomagali im w tym wspomniani wcześniej środkowi obrońcy, a jeśli była taka potrzeba, to do boku mógł zejść jeden z dwóch defensywnych pomocników. Sprawiało to, że za każdym razem podczas ataków Śląska, Wisła miała przewagę jednego zawodnika w bocznych strefach boiska.
Jeśli chodzi o stałe fragmenty, to trener Sobolewski uczulił swoich zawodników przede wszystkim na zachowanie czujności i trzeźwą obserwację zachowań gości. Za każdym razem, gdy Śląsk szukał nieszablonowego rozegrania rzutu wolnego lub rożnego, to broniąca się Wisła dobrze reagowała i przerywała akcję. Dużym problemem była też panująca pogoda, bowiem na stadionie w Płocku mieliśmy mocny wiatr, przez co dośrodkowania często bywały niecelne.
Martwić może fakt, że trener Sobolewski wprowadza swój system gry od kilku spotkań. To, że Wisła wyszła ustawieniem 3-4-3, nie powinno być więc dla nas żadnym zaskoczeniem, a niestety gospodarze niedzielnego spotkania zupełnie zdetronizowali Śląsk. Po takim meczu pozostaje nam mieć jedynie nadzieję, że w rundzie rewanżowej wrocławianie znajdą sposób na zespół z Płocka i będą w stanie rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść.