TAKTYCZNIE: Czego spodziewać się po Araracie? (ANALIZA)

TAKTYCZNIE: Czego spodziewać się po Araracie? (ANALIZA)

fot.:

Drugie spotkanie z Paide Linnameeskond pokazało nam, że Śląsk łapie powoli optymalną formę. Tydzień po meczu w Parnawie wrocławianie wyglądali znacznie pewniej i spokojnie dopięli formalności w rewanżu przed własną publicznością. Estończycy nie byli jednak rywalem z najwyższej półki, nie byli nawet rywalem z półki średniej. Śląsk dobrze poradził sobie w roli faworyta, lecz z prawdziwym wyzwaniem zmierzy się dopiero za tydzień w Armenii.



 

Ararat Erywań niespodziewanie znalazł się w drugiej rundzie eliminacji Ligi Konferencji. Po bardzo dobrym dwumeczu Ormianie wyeliminowali Fehervar. Węgrzy stawiani byli w roli zdecydowanego faworyta - nie tak dawno grali przecież w fazie grupowej Ligi Europy, a w swojej kadrze mieli kilku podstawowych reprezentantów swojego kraju. Niegdyś, jeszcze pod szyldem Videotonu, doszli przecież nawet do finału Pucharu UEFA, w którym ulegli jednak Realowi Madryt. Porażka w meczu z Araratem jest dla nich niewątpliwym rozczarowaniem, lecz trzeba powiedzieć, że nie wzięła się znikąd. Ormianie w tym dwumeczu byli najzwyczajniej w świecie lepszą drużyną.

Szybkość, bezpośredniość

W grze ofensywnej Ararat jest prawdziwy ewenementem. Ormianie zupełnie nie przejmują się posiadaniem piłki, w swoje ataki nie angażują większej liczby zawodników, a i tak są groźni pod bramką rywala. Trener Vardan Bichakhchyan postawił na dosyć prostą formę, która opiera się w znacznej mierze na szybkim przedostaniu piłki w okolice pola karnego przeciwnika, dynamice, grze 1 na 1 oraz bezpośrednich podaniach. 

Preferując taki styl gry, trzeba mieć w kadrze piłkarzy potrafiących w pojedynkę zrobić przewagę. W Araracie znajdziemy trzech napastników o bardzo podobnej charakterystyce. Mory Kone, Serges Deble i Yacouba Silue to zawodnicy dysponujący niezwykłą szybkością i potrafiący wypracować sobie samemu przewagę. Co ciekawe całą trójkę łączy też jeszcze jedna rzecz - wszyscy pochodzą z Wybrzeża Kości Słoniowej.

Ofensywni piłkarze w Araracie mają bardzo dużą swobodę, jeśli atakują często właściwie w pojedynkę, to pozostawia się im spory margines błędu oraz wybacza nieudane próby. Sprawia to, że nawet mimo kilku złych decyzji z rzędu, nie załamują się, tylko w dalszym ciągu szukają sposobu na zdobycie gola. 

Na poniższej grafice widzimy przykład jednej z akcji w pierwszym spotkaniu z Fehervarem. Zawodnicy Araratu nie angażują się nadmiernie w ofensywę, co sprawia, że na połowie Węgrów znajduje się aż 7 obrońców i zaledwie 4 atakujących. Ormianie nie szukają jednak widowiskowych kombinacji, wręcz przeciwnie - przy pierwszej okazji próbują wykorzystać szybkość swojego napastnika, posyłając piłkę za linię defensywy rywala.

Mory Kone wygrał pojedynek szybkościowy i znalazł się z piłką w polu karnym. Węgrowie w dalszym ciągu mają dużą przewagę liczbową - jest ich teraz aż 8 przy 4 napierających rywalach. Ararat jednak ani myśli o zaangażowaniu w atak większej liczby zawodników. 

Kone mija rywala dobrym zwodem, czym kreuje sobie dobrą sytuację do stworzenia zagrożenia. Jego koledzy nie angażują się jednak w atak - jedynym wychodzącym na pozycję zawodnikiem jest wbiegający na szesnasty metr Arik Arakelyan. Napastnik tym razem nie zdecydował się jednak na podanie i postanowił sam zakończyć całą akcję strzałem. Jego uderzenie zostało obronione przez golkipera, lecz sam schemat prowadzenia ataku jest widoczny.

Czas na drugi przykład. W roli głównej znowu Kone. Napastnik dostał prostopadłe podanie i znalazł się w sytuacji, w której w pojedynkę stoi naprzeciw czterech obrońców. Zdecydował się wejść w drybling na pełnej szybkości, czym wyrzucił się nieco ze światła bramki.

Zgodnie z założeniami Kone nie czekał na kolegów z drużyny - w ataku ma pełną swobodę i jeśli postanowi, że chce strzelać z 25 metrów, to po prostu robi to bez większego namysłu. Jego uderzenie w pozornie kontrolowanej przez obrońców Fehervaru sytuacji trafia prosto w poprzeczkę, a Węgrowie mogą mówić o wielkim szczęściu.

Styl gry Araratu opiera się w znacznej mierze na kontrach. Jednak sposób, w jaki są one wyprowadzane, jest dosyć specyficzny. Po odzyskaniu piłki Ormianie nie rzucają się całym zespołem na przeciwnika. Zawodnicy zachowują swoje pozycje, próbując dostarczyć piłkę wyżej. Ararat kontruje, lecz jednocześnie dba o to, żeby nie zostać skontrowanym. Idea kontrpressingu po stracie futbolówki jest tutaj zupełnie bezużyteczna.

Świetnie ułożona noga

Innym zawodnikiem, na którego należy zwrócić uwagę, jest Dimitrije Pobulic. Serb gra na pozycji środkowego pomocnika, a jego najgroźniejszą bronią jest fantastycznie ułożona noga i piekielnie groźne uderzenia z dystansu. Przekonał się o tym Fehervar, który w pierwszym meczu stracił gola w doliczonym czasie gry właśnie po strzale Pobulica. 

Szybkość i zwinność napastników idzie w parze z tym, że rywale będą musieli czasem uciekać się do fauli. Takie sytuacje są tym bardziej groźne, jeśli w drużynie ma się prawdziwego wirtuoza rzutów wolnych. W rewanżowym spotkaniu z Fehervarem Pobulic pokazał, że strzały ze stojącej piłki również nie sprawiają mu problemów. Stawia to obrońców w bardzo trudnej sytuacji - z jednej strony nie mogą za bardzo przestraszyć się dynamiki przeciwnika, a z drugiej jeśli popełnią błąd, to ewentualne ratowanie się faulem może być fatalne w skutkach.

Problemy w powietrzu

Zespół Araratu nie zwyciężył z Fehervarem jednak bez żadnych problemów. Węgrowie potrafili wykreować sobie sytuacje, lecz nie umieli zamienić ich na gole. Największe problemy Ormianie mieli przy stałych fragmentach gry. Nie najlepsze przekazywanie sobie krycia sprawiało, że przeciwnicy z dużą łatwością dochodzili do okazji. Fehervar absolutnie dominował w powietrzu i to właśnie tutaj swojej szansy może szukać Śląsk. 

Ararat ma również problemy z zachowaniem pełnego skupienia. Zawodnicy dają się zaskoczyć niekonwencjonalnymi rozwiązaniami stałych fragmentów, a w ostatnim meczu Śląska z Paide widzieliśmy, że jest to element, nad którym trener Jacek Magiera mocno pracuje ze swoimi podopiecznymi. Jeśli wrocławianie przyłożą się do pracy na tej płaszczyźnie, to może okazać się to kluczowe w kontekście zbliżającego się dwumeczu.

Nie zlekceważyć rywala

Ararat jest drużyną, która jest złożona w dosyć klasycznym sposobie pojmowania piłki nożnej. Nie uświadczymy tu nowinek taktycznych, a raczej tradycyjny, lecz do bólu skuteczny futbol. Obrońcy mają bronić, pomocnicy dogrywać piłki, a napastnicy strzelać. Wymienność pozycji jest bardzo niewielka, lecz nie oznacza to, że Ormian można zlekceważyć. Ararat pokazał, że w swoim prostym sposobie gry czuje się świetnie. Zawodnicy doskonale rozumieją swoje role i każdy z nich pracuje na korzystny wynik. Zespół cechuje bardzo duża determinacja i świetne wybieganie. Śląsk nie może spodziewać się spacerku, lecz przy odpowiednim przygotowaniu rywal jest zdecydowanie w zasięgu wrocławian. 

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.