Taktycznie: Czy Śląsk może grać ładnie?

Taktycznie: Czy Śląsk może grać ładnie?

fot.:

Po spotkaniu z Podbeskidziem dyskusja o stylu Śląska rozgorzała na dobre. Z jednej strony 3 punkty zdobyte na wyjeździe są bardzo ważne, ale z drugiej sposób, w jaki zostało to osiągnięte, pozostawia wiele do życzenia. Kibice podzielili się na dwa obozy. Jedni sądzą, że wynik jest kwestią nadrzędną i styl, w jakim drużyna do niego dąży, jest nieistotny. Inni natomiast oczekują, że po dwóch latach pracy trenera Vitezslava Lavicki Śląsk zacznie pokazywać pewne automatyzmy, a gra będzie wyglądała znacznie lepiej. W dzisiejszej odsłonie “taktycznie” zadajemy sobie wobec tego pytanie, czy Śląsk może grać ładnie?



 

Aby odpowiedzieć na to pytanie, przeanalizujemy ustawienie Śląska, wybory personalne, a także prawdopodobne założenia taktyczne dla każdej z formacji. Następnie spróbujemy nakreślić problemy, z którymi wrocławska drużyna się boryka, a na koniec postaramy się zaproponować ich rozwiązanie.

4-2-3-1 to bardzo powszechne ustawienie, które daje szeroki wachlarz możliwości taktycznych oraz pozwala na stosunkowo łatwą adaptację do przeciwników różnego rodzaju. Chcąc zagrać defensywnie, drużyna może wyjść z dwoma “szóstkami”, ograniczyć wyjścia bocznych obrońców za swoją połowę i wyłącznie czekać na kontrataki. Szukając bardziej ofensywnego rozwiązania, dobrym pomysłem jest przesunięcie jednego defensywnego pomocnika na pozycję numer osiem. Ważne również jest podłączanie się obrońców, którzy uwalniają tym samym skrzydłowych. Wariantów jest oczywiście bardzo dużo i nie będziemy ich wszystkich wymieniać, a skupimy się raczej na tym, który widzimy w grze Śląska.

Podczas tego, jak i również poprzednich sezonów, mogliśmy zaobserwować, że trener Lavicka lubi grać z dwoma defensywnymi pomocnikami na boisku. Cierpi na tym trochę kreatywność i płynna budowa akcji w drugiej linii, lecz tym samym pozwala to wzmocnić linię defensywy. Niższe ustawienie sprawia, że w przypadku straty piłki dużo łatwiej jest asekurować wracających dopiero piłkarzy. W Śląsku widujemy również często podłączających się do ofensywy bocznych obrońców. Daje to dużo możliwości skrzydłowym, którzy często wymieniają się stronami, lub zbiegają bliżej środkowych stref boiska, a nawet dublują czasem pozycję napastnika i szukają sobie miejsca w polu karnym rywala.

W fazie defensywnej ustawienie Śląska płynnie przechodzi w 4-4-2. Zawodnik grający na pozycji numer 10 ustawia się wówczas obok napastnika i próbuje przeszkodzić w rozegraniu piłki defensorom rywali. Organizacja oraz trzymanie formacji podczas bronienia się wygląda w Śląsku dobrze. Zespół czuje się pewnie zarówno w wysokim, jak i w średnim lub niskim pressingu.

Aby przyjrzeć się bardziej indywidualnym zadaniom przypisanym do poszczególnych pozycji, weźmiemy na tapetę jedenastkę, która wybiegła na murawę w ostatnim spotkaniu.

Zacznijmy od linii defensywnej. O grze bramkarza nie będziemy się dużo rozpisywać, ale warto odnotować, że mimo całkiem niezłych umiejętności gry nogami na tle ligi, Matus Putnocky zdecydowanie częściej szuka długich podań na napastnika lub w boczne strefy boiska, niż krótkiego rozegrania z obrońcami.

Duet środkowych obrońców odpowiedzialny jest za destrukcję, ale także za budowanie akcji od tyłu. Problemem Śląska są bez wątpienia liczne kontuzje na tej pozycji. Podstawowym wyborem trenera Lavicki była para Puerto - Golla. Ta dwójka łączyła ze sobą doświadczenie, pewność siebie i umiejętności przywódcze, które bez wątpienia prezentował Wojciech Golla, z nienaganną, jak na obrońcę, techniką oraz dobrym wyprowadzeniem piłki Isreala Puerto. Niestety w związku z problemami zdrowotnymi tego duetu nie zobaczymy jeszcze przez bardzo długi czas, a zastępująca ich dwójka w meczu z Podbeskidziem pokazała, że o ile w destrukcji gra przyzwoicie, to z piłką przy nodze wygląda już dużo gorzej.

Jednym z najważniejszych elementów w taktyce Śląska są boczni obrońcy. Mają oni za zadanie podłączać się do właściwie każdej ofensywnej akcji wyprowadzanej przez zespół, a także stwarzać alternatywę na długie, crossowe podanie. Jeśli przypatrzymy się, jak wygląda konstruowanie akcji lub wznawianie gry od bramki, to zauważyć możemy, że jednym z najczęściej wykorzystywanych schematów budowania ataków jest posłanie długiego podania do ustawionych szeroko na połowie rywala bocznych obrońców. Z kolei przy konstruowaniu ataku pozycyjnego ich zadaniem jest wbieganie w strefy, w których normalnie operują skrzydłowi. Dzięki temu na obu flankach tworzone są przewagi. Umożliwia to również “uwolnienie” skrajnie ustawionych pomocników i pozwala im na swobodne poruszanie się w innych strefach.

Dobrym przykładem tego, czego trener Lavicka oczekuje od swoich bocznych obrońców, jest chociażby zdobyty z Cracovią gol, który poprzedziło świetne podłączenie się do akcji Dino Stigleca. Niestety, o ile na lewej flance można być zadowolonym z występów Chorwata, o tyle po przeciwległej stronie sytuacja wygląda już trochę gorzej. Od kilku sezonów Śląsk nie może znaleźć regularnie występującego zawodnika, który dałby tyle jakości, co jego vis-a-vis. W obecnej kampanii widywaliśmy na tej pozycji Piotra Celebana, który nie jest w stanie dać zespołowi wystarczająco dużo. Oczywiście nie można odmówić mu zaangażowania, lecz tam potrzeba kogoś usposobionego bardziej ofensywnie. Tutaj nadzieją może być powracający po kontuzji Patryk Janasik.


Przejdźmy do linii pomocy. Śląsk gra na dwie “szóstki”, które odpowiedzialne są głównie za destrukcję ataków rywali, a także wspomaganie środkowych obrońców przy wyprowadzaniu piłki. Dobrym przykładem, jak powinna wyglądać praca defensywnych pomocników, był wspomniany wcześniej mecz z Cracovią. Do tej pory widzieliśmy trzech poważnych kandydatów do gry na tej pozycji. Najczęściej wystawiany był duet Mączyński - Sobota, który do pewnego momentu działał całkiem przyzwoicie, lecz w ostatnich spotkaniach doświadczona para byłych reprezentantów Polski zeszła poniżej poziomu, który może zaoferować. Bardzo blisko pierwszego składu jest również Maciej Pałaszewski. Wychowanek Śląska swoimi występami pokazuje, że jest w stanie wnieść świeżość i odważnie brać ciężar gry na siebie.

Rola skrzydłowych przy systemie taktycznym, jaki preferuje trener Lavicka, jest równie ważna, co rola bocznych obrońców. Mają oni bardzo dużo swobody przy poruszaniu się po boisku, dzięki czemu mogą z łatwością namieszać w szykach rywali. Ogranicza ich tak naprawdę wyłącznie fantazja. Mogą wymieniać się pozycjami, wspomagać zespół w rozgrywaniu, tworzyć przewagi liczebne w bocznych strefach boiska, a także szukać sobie miejsca w polu karnym rywala. Skrzydłowi odgrywają również ważną rolę w grze defensywnej. Gdy zespół stosuje wyższy pressing, to muszą oni stworzyć pierwszą linię frontu wraz z napastnikiem i “dziesiątką”, a jeśli przeciwnik przedrze się przez szyki Śląska, to ich zadaniem jest jak najszybszy powrót oraz wspomaganie bocznych obrońców. Wymaga to bardzo dobrej wydolności, a także zrozumienia swojej roli na boisku.

Po odejściu Przemysława Płachety we Wrocławiu pojawił się niemały problem ze skrzydłowymi. O ile podstawowy duet jeszcze radzi sobie całkiem nieźle, o tyle alternatyw na tę pozycję w Śląsku nie widać. Najczęściej w pierwszym składzie widujemy Roberta Picha z Lubambo Musondą. Pich gra na swoim, przyzwoitym poziomie, notując przede wszystkim dobre liczby i strzelając ważne gole. Przypadek Musondy jest nieco bardziej złożony, bo w przypadku Zambijczyka te liczby są o wiele gorsze, lecz jego wkład w grę defensywną jest wręcz nieoceniony. Z ławki rezerwowych coraz częściej podnosi się Bartłomiej Pawłowski, który zaczyna łapać formę, więc można mieć nadzieję, że rywalizacja nieco się zaostrzy.

Od zawodnika na pozycji numer 10 zależy w Śląsku bardzo wiele. Często to właśnie on musi brać na siebie ciężar konstruowania akcji, a także posyłać liczne podania progresywne, aby raz za razem napędzać ataki. “Dycha”, podobnie jak skrzydłowi, ma bardzo dużo swobody podczas atakowania. W grze defensywnej ustawienie Śląska zmienia się na 4-4-2, więc zawodnik grający na tej pozycji jest tym, który haruje w pierwszej linii podczas pressingu. Trener Lavicka z pewnością nie może narzekać na wybór, bowiem ma do dyspozycji dwóch bardzo ciekawych młodzieżowców, którzy na dodatek grają w zupełnie inny sposób. Mateusz Praszelik lubi atakować z głębi pola, gdzie może pokazać w pełni swój przegląd pola, podczas gdy Marcel Zylla jest zawodnikiem, który świetnie uzupełnia wolne przestrzenie, dzięki czemu z łatwością dochodzi do sytuacji bramkowych. Próbkę swoich możliwości wychowanek Bayernu pokazał w ostatnim spotkaniu z Podbeskidziem.


Napastnik w Śląsku nie ma łatwego życia. Często pozostawiony jest samotnie na walkę w powietrzu z obrońcami rywala. Jego głównym zadaniem jest utrzymanie się przy piłce, a także strącanie długich podań posyłanych w jego kierunku. Najczęściej w tej roli widujemy Exposito, lecz Hiszpan jest bardzo nieregularny. Po piętach depcze mu Fabian Piasecki, który zdążył już pokazać, że jest groźnym napastnikiem i nie ma zamiaru odpuszczać miejsca w pierwszym składzie.

Próbując odpowiedzieć na tytułowe pytanie, musimy najpierw nakreślić problemy, przez które wrocławski zespół nie jest w stanie grać atrakcyjnie, a jego styl należy określić jako mierny. Kłopoty widujemy już przy rozegraniu piłki. W Śląsku brakuje kogoś, kto połączy linię defensywną z zawodnikami występującymi wyżej. Gra na dwie “szóstki” odbiera liczne ofensywne atuty ustawienia 4-2-3-1. Innym problemem jest prawa obrona. Aby sposób gry ustalony przez trenera Lavicka funkcjonował, potrzeba zagrożenia po obu stronach boiska. Niestety jak do tej pory możemy powiedzieć, że takie zagrożenie przychodziło tylko z jednej flanki.

Co w takim razie może poprawić grę Śląska? Dla mnie kluczową sprawą jest zmiana systemu z dwoma “szóstkami” na system z “szóstką” i “ósemką”. We współczesnej piłce bardzo często widujemy pewien skuteczny wariant wyprowadzania ataków. Polega on na płynnym przejściu w ustawienie 3-2-5. Defensywny pomocnik ma wówczas za zadanie wrócić między środkowych obrońców i pomóc im w dostarczaniu piłek wyżej. W dwójce, grającej w środku, znajduje się “ósemka”, a także “dycha”. Zawodnicy ci muszą być kreatywni. Pozostawia się im dużo miejsca, tak aby mogli swobodnie wyprowadzać ataki i dyrygować tempem gry. Piątka z przodu jest efektem wysokiej gry bocznych obrońców. Sprawiają oni, że wymiana podań po obwodzie staje się dziecinnie prosta, a co za tym idzie, dużo łatwiej jest utrzymać futbolówke w okolicach pola karnego rywala. Pozostałych trzech zawodników ma za zadanie mieszać w szykach defensywy rywala poprzez dynamiczną zmianę pozycji, a także tworzenie przewag w miejscach, w których znajduje się akurat piłka.

Tutaj chciałbym skupić uwagę wokół Pałaszewskiego. Wychowanek Śląska nieraz pokazywał w tym sezonie, że potrafi grać między liniami oraz nie boi się brania odpowiedzialności na siebie. Uważam, że świetnie sprawdziłby się jako “ósemka” w tym ustawieniu. Kluczowym elementem jest również prawa flanka, z której Śląsk w tym sezonie nie potrafi stwarzać zbyt dużego zagrożenia. Boczni obrońcy muszą potrafić utrzymać się przy piłce, a także dobrze ją dośrodkować. Niestety Celeban nie jest w stanie już dać wystarczająco dużo w tych sferach. Trzeba mieć nadzieję, że powracający po kontuzji Janasik rozwiąże ten problem. Jeśli jednak tak się nie stanie, a Śląsk chce poważnie bić się o czołowe lokaty, to transfer na pozycję prawego obrońcy może okazać się kluczowy.

Reasumując, droga, którą wrocławski zespół musiałby odbyć do poprawy swojego stylu, wcale nie musi być taka ciężka. Śląsk wydaje się posiadać odpowiednich zawodników, aby zacząć grać atrakcyjniejszy dla oka futbol. Czy trener Lavicka zdecyduje się jednak poświęcić kiedyś swój wyrachowany i pragmatyczny sposób na grę, na rzecz bardziej ofensywnego ustawienia? Czy Śląsk powinien w ogóle szukać grania w lepszym stylu? Chętnie poznamy wasze opinie w komentarzach!

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.