TAKTYCZNIE: Defensywny dramat Śląska
fot.: Mateusz Porzucek
Ostatni mecz w wykonaniu podopiecznych trenera Jacka Magiery wzbudził w kibicach i dziennikarzach bardzo negatywne emocje. Wrocławianie w zasadzie podarowali zwycięstwo Piastowi Gliwice, a sposób, w jaki to zrobili, woła o pomstę do nieba.
Po sobotnim starciu frustracja wylała się wręcz ze wszystkich możliwych stron. Spotkanie zdenerwowało kibiców, dziennikarzy, trenera, a także samych piłkarzy. Po pierwszej połowie Piast prowadził 3:1, a wspomnianą frustrację potęgowało to, jak to prowadzenie objął. Przez początkowe 45 minut Śląsk miał większe posiadanie piłki, więcej strzałów, a 3 gole gości padły po 2 strzałach celnych i zaledwie 4 próbach ogółem.
“Pomogliśmy dzisiaj Piastowi wygrać to spotkanie. Popełniliśmy bardzo dużo niewymuszonych strat i błędów, które spowodowały stratę goli. Poślizgnięcie, pójście na raz, brak zamknięcia naszej lewej strony. Trzecia bramka to kuriozum jeśli chodzi o zachowanie zespołu. Poślizgnięcie Verdaski, potem niepotrzebny wślizg Gretarssona, który miał już Wilczka skontrolowanego i można było to rozegrać zupełnie inaczej. Po naszych straconych golach Piast pozostawał nisko ustawiony, my utrzymywaliśmy się przy piłce, ale nic z tego nie wynikało. Z każdym momentem nasza pewność siebie znikała jeszcze bardziej.”
- mówił na pomeczowej konferencji trener Magiera.
SYZYFOWE PRACE
Popełnionych przez defensywę Śląska błędów w meczu z Piastem analizować nie będziemy. Każdy z nas widział, jak kuriozalne były stracone gole. Problemem, który rzuca się jednak w oczy, jest to, że wrocławianie od początku sezonu robią dokładnie te same pomyłki. Ile to już razy rozmawialiśmy o stracie na własnej połowie, stałym fragmencie czy podaniu za linię obrony, po których rywale Śląska trafiali do siatki. Jaka w takim razie jest geneza defensywnego dramatu WKS-u? Trener Magiera od początku swojej pracy we Wrocławiu w jednej rzeczy jest konsekwentny. Nie odchodzi od obranej filozofii i chce grać ofensywnie. Robi to wręcz z uporem maniaka, nie zważając na konsekwencje w postaci straconych goli.
“Futbol na tak” w wykonaniu Śląska opiera się na zaangażowaniu całej drużyny w budowanie akcji. Wahadłowi podchodzą pod pole karne, tercet środkowych obrońców wymiennie podłącza się do ataków, a pomocnicy naprzemiennie wbiegają w pole karne. Istotne w tym wszystkim jest wysokie ustawienie stoperów, gdy wrocławianie są w natarciu. W przypadku straty piłki obrońcy zmuszeni są do pojedynków 1 na 1 z przeciwnikami, którzy próbują wyprowadzić kontrę, a co oznacza przegranie takiego pojedynku pokazał nam ostatnio Kamil Wilczek. “Futbol na tak” w tym przypadku zamienia się w futbol na “tak, strzelajcie nam gole”.
Na wspomnianej wcześniej konferencji prasowej zapytaliśmy trenera Magierę o wytłumaczenie nam, dlaczego Śląsk co kolejkę traci bramki w bliźniaczy sposób:
“Pracujemy nad tym, to nie jest tak, że my chcemy grać jeden na jednego w obronie. Europejskie drużyny tak grają, ale nas nie stać na to by się ścigać z przeciwnikami, bo popełniamy zbyt wiele prostych błędów. Tracimy bramki po podobnych akcjach – zagrania za plecy przy kontrze, dośrodkowania w pole karne. Na treningach wyglądamy przyzwoicie, ale nie jesteśmy w stanie przełożyć tego na warunki meczowe. Tracimy za dużo bramek i wiem, że w taki sposób nie można budować zespołu. Chcemy grać fajnie, ofensywnie, ale tak prostych bramek nie można tracić.”
- mówił szkoleniowiec wrocławian.
BRAK PERSPEKTYW?
Na niekorzyść Śląska działa również terminarz. Jeśli trener Magiera chciał wprowadzić jakieś zmiany w swojej filozofii, to czas na to już minął. Po obozie w Turcji, który swoją drogą był przecież całkiem udany, wrocławianie grali dokładnie tak samo, jak pod koniec rundy jesiennej. Nie widzieliśmy próby odmienienia stylu gry, przez co Śląsk wciąż mierzy się z ogromnymi problemami w obronie. W wielu miejscach czytam, że źródłem problemu jest formacja. Ale co zmieniłoby granie z czwórką z tyłu, jeśli założenia taktyczne dalej pozostawałyby takie same?
Wrocławianie cierpią, bo chcą grać do przodu. Przy każdym ataku podejmują ryzyko narażenia się na kontrę, a ryzyko rośnie proporcjonalnie do zmniejszającej się pewności siebie. Przez popełniane błędy coraz mniej zawodników chce brać odpowiedzialność na swoje barki, bo obawiają się, że zaraz znów ten błąd popełnią. Śląsk wpadł w błędne koło, z którego wyjście będzie niezwykle trudne. Przy podejściu trenera Magiery zmienić coś mogą jedynie lepsze wyniki, które odbudują poczucie pewności u zawodników. Wyniki nie przyjdą jednak same, trzeba je w jakiś sposób wyszarpać. Może fortelem taktycznym, może chwilową zmianą filozofii. Śląskowi od zaraz potrzebny jest boiskowy pragmatyzm i wygrany mecz. Czasem jest tak, że aby zrobić dwa kroki w przód, trzeba wykonać jeden do tyłu.