Taktycznie: Dlaczego Śląsk nie wygra z Rakowem

Taktycznie: Dlaczego Śląsk nie wygra z Rakowem

fot.:

Raków Częstochowa fantastycznie wszedł w sezon. Już od pierwszych kolejek zespół pokazywał, że stanowi jedność i niezależnie od rangi rywala są w stanie mu się postawić. Dobra postawa zaowocowała wysokim, bo pierwszym miejscem w ligowej tabeli. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie trener Marek Papszun, który raz za razem zaskakuje wszystkich i wygrywa spotkania już w szatni, gdzie doskonale dostosowuje taktykę pod przeciwnika, z którym przychodzi mu się zmierzyć. W dzisiejszej odsłonie taktycznie będziecie mogli przeczytać o tym, dlaczego uważam, że Śląsk nie będzie w stanie wygrać z Rakowem.



 

Mecz z Wisłą Płock był spotkaniem dla Śląska bardzo nieudanym. Bezbarwna gra, nadzwyczaj nudne widowisko i stracony gol w końcówce sprawił, że kibice wraz z zawodnikami chcieli, jak najszybciej zapomnieć o feralnej wpadce na wyjeździe. Był to jednak też mecz, z którego należało wyciągnąć wnioski. Wisła wypunktowała bowiem wszystkie słabe punkty w taktyce Śląska i obnażyła słabość i nieumiejętność wrocławian w grze przeciw rywalowi grającemu trójką środkowych obrońców. 

Kolejnym po Wiśle Płock rywalem, który gra w systemie z trójką środkowych obrońców, był podejmowany w sobotę Górnik Zabrze. Obraz tego spotkania można określić mianem “piłkarskich szachów”. Obie drużyny bały się podjąć większe ryzyko, a najgroźniejsze sytuacje stwarzane były po błędach rywali. Oczywiście cieszyć może fakt, że Śląsk zachował czyste konto, lecz z drugiej strony to Górnik był bliżej zdobycia gola, kiedy to po strzale Piotra Krawczyka piłka wylądowała na poprzeczce.

Porównując do siebie oba spotkania, możemy dostrzec wiele podobieństw. W Płocku Śląsk nie potrafił skutecznie założyć pressingu i miał problemy z płynnym wyprowadzeniem piłki ze swojej połowy. Ponadto drużyna prowadzona przez trenera Radosława Sobolewskiego całkowicie wyłączyła z gry skrzydłowych oraz wspomagających ich bocznych obrońców. Taka sama sytuacja miała miejsce we Wrocławiu w meczu z Górnikiem. Czy oznacza to, że trener Vitezslav Lavicka nie wyciąga odpowiednich wniosków? 

Z takim osądem jeszcze bym się wstrzymał. Sobotni mecz nie przyniósł nam co prawda trzech punktów, obraz gry również nie zmienił się na taki, jaki chcielibyśmy oglądać, lecz nie można powiedzieć, że sztab trenerski próżnował. Śląsk, grając z Górnikiem, postawił na bezpieczne rozwiązania, a szkoda, bo zespół z Zabrza przyjechał bez swoich dwóch gwiazd (Erik Janza, Jesus Jimenez) i był zdecydowanie w zasięgu wrocławian. 

Najpierw powiemy sobie o pracy domowej, której Śląsk po meczu w Płocku nie odrobił. Wisła, grająca w ustawieniu 3-4-3, raz za razem detronizowała ataki wrocławian już w samym zarodku. Wysoki pressing i agresywny doskok wystarczył, aby odciąć drugą linię od podań i skutecznie utrudniać konstruowanie akcji po ziemi. Górnik wyszedł we Wrocławiu w formacji 3-5-2, która w fazie odbioru piłki zamieniała się w 3-4-3. Śląsk nie potrafił znaleźć sposobu na wyprowadzanie piłki, przez co ataki pozycyjne właściwie za każdym razem kończyły się stratą futbolówki.


 

Śląsk miał też niemałe problemy z nałożeniem pressingu na zespół gości. Obraz gry w Płocku wyglądał bardzo podobnie, a problemy wrocławian z graniem wokół własnych atutów miały tę samą genezę, co w meczu z Górnikiem. Więcej na ten temat możecie przeczytać w poprzedniej odsłonie taktycznie.

Sobotnie spotkanie we Wrocławiu pokazało jednak, że sztab szkoleniowy Śląska nie próżnował. Mimo przeciętnego widowiska można było zauważyć pewien pomysł na grę. Trójkolorowi starali się przede wszystkim grać na zero z tyłu i szukać swoich okazji po kontratakach. O ile w całym spotkaniu na palcach jednej ręki mogliśmy liczyć składne akcje w ataku pozycyjnym, o tyle kontry Śląska wyglądały dobrze. Wrocławianie po odbiorze piłki potrafili płynnie przejść pod bramkę rywala i stwarzać sobie swoje sytuacje. Przy lepszej skuteczności Roberta Picha albo nieco większym szczęściu Fabiana Piaseckiego w końcówce meczu, Śląsk mógłby cieszyć się ze zwycięstwa. 

Martwić natomiast może to, że zamiast podjąć wyzwanie rzucone przez przeciwnika i znaleźć sposób na ominięcie wysokiego pressingu, to Śląsk woli schować się na własnej połowie i liczyć na kontrataki. Wracając więc do tytułowego pytania, uważam, że Śląsk nie będzie w stanie wygrać z Rakowem, ponieważ drużyna prowadzona przez Marka Papszuna, jest drużyną grającą bardzo równo. To właśnie Raków znany jest z umiejętności przystosowania się do przeciwnika. Częstochowski zespół rzadko popełnia błędy i jeśli Śląsk nie zmieni podejścia, to wydaje mi się, że straci kolejne punkty przeciw zespołowi grającemu w tym ustawieniu.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.