TAKTYCZNIE: Gra bez piłki najsilniejszą bronią Śląska?

TAKTYCZNIE: Gra bez piłki najsilniejszą bronią Śląska?

fot.:

Po starciu Śląska z Wisłą Płock tematem głównym były kontrowersje sędziowskie oraz VAR. My jednak, podobnie do Jacka Magiery, wolelibyśmy rozmawiać o piłce nożnej, która zeszła nieco na drugi plan. Zeszła zresztą całkowicie niepotrzebnie, bo niedzielne starcie było w wykonaniu wrocławian bardzo przyzwoite, a gra bez piłki w ofensywie momentami ocierała się niemal o perfekcję.



 

We wszelkich analizach, w tym naszych, często używa się zwrotów takich jak: wolna przestrzeń, wbieganie za linię defensywy, szukanie sobie miejsca na boisku. W kilku słowach bardzo upraszczamy jeden z najistotniejszych elementów piłki nożnej, jakim jest gra bez piłki. Poruszanie się po murawie na pierwszy rzut oka wydaje się proste, lecz zgłębiając temat dostrzeżemy, że diabeł tkwi w szczegółach. 

Piękno futbolu

Aby łatwiej zrozumieć, jak ważne w fazie ofensywnej jest wykorzystywanie wolnych przestrzeni, wrócimy na chwilę do podstaw szeroko pojętej piłki nożnej. Drużyna znajdująca się w posiadaniu futbolówki, jest drużyną, która ma inicjatywę. Zespół może dyktować tempo, przyspieszając, gdy chce zaskoczyć przeciwnika oraz zwalniając, jeśli chce odpocząć i poszukać dziury w defensywie rywala bez podejmowania jednocześnie większego ryzyka. Przemieszczając piłkę do bocznych stref lub centrum, determinowany jest tym samym ruch broniącego się przeciwnika - musi on podążać za futbolówką, aby być gotowym na odparcie ataku. 

Celem każdej akcji jest oddanie strzału z jak najlepszej pozycji. Atakujący musi wobec tego dostać się jak najgłębiej na połowie rywala, a także w miarę możliwości znaleźć się w świetle bramki. Jak to osiągnąć? Sposobów jest równie wiele, co trenerów i w zasadzie każdy pomysł, który da się skutecznie egzekwować, jest dobry. Angielska szkoła przenoszenia ciężaru gry długimi podaniami, zakładanie wysokiego pressingu, aby odebrać piłkę na połowie rywala i pominąć początkowy etap budowania akcji, długie wymiany podań i szukanie dziury w defensywie rodem z popularnej tiki-taki, indywidualne rajdy, głęboka obrona i gra z kontry - to właśnie przez tą różnorodność piłka nożna jest tak pięknym sportem. My jednak skupimy się na tym, co drużyna trenera Magiery robiła w ostatnim meczu z Wisłą Płock.

Gra bez piłki

Filozofią, jaka przyświeca Śląskowi od pojawienia się w klubie pewnego sympatycznego szkoleniowca, jest prowadzenie gry i kontrolowanie meczów. Aby tego dokonać, ważna jest dobra gra w ataku pozycyjnym, a co za tym idzie, umiejętne poruszanie się bez piłki. Stara jak świat zasada, że to ruch musi wymuszać podanie, a nie podanie wymuszać ruch, najłatwiej obrazuje to, czego wymaga się od zawodników w trakcie meczu. Koncentrowanie naporu na jednej stronie boiska stworzy dużo wolnej przestrzeni na przeciwnej flance, szerokie ustawienie i zachowanie większej odległości między kolejnymi piłkarzami umożliwia rozciągnięcie formacji przeciwnika, a opuszczenie swojej pozycji w odpowiednim momencie może stworzyć doskonałą okazję koledze z drużyny.

Na początek analizie poddamy prosty przykład. Poniższa grafika przedstawia jeden z pierwszych groźnych ataków Śląska. Mateusz Praszelik jest przy piłce, a wrocławianie próbują wyprowadzić szybki atak. Erik Exposito opuszcza swoją pozycję, zbiegając w boczną strefę, czym absorbuje uwagę jednego z środkowych obrońców. Robert Pich tymczasem wykonuje ruch w wolne miejsce, które stworzył Hiszpan. Praszelik postanawia przytomnie zagrać w uliczkę do Słowaka.

Pich otrzymuje podanie, po którym staje przed świetną sytuacją. Obrońca, który starał się podążać za Exposito, jest spóźniony, więc Słowak ma chwilę, aby poprawić piłkę i uderzyć. Niestety, jego strzał okazał się niecelny, ale sam sposób, w jaki zbudowano akcję, jest godny pochwały.

Wiele czynników, efekt piorunujący

Sytuacje, jak ta powyżej, są  pewnym elementarzem gry w piłkę. Prosta wymiana pozycji, która momentalnie daje efekt w postaci okazji bramkowej, jest możliwa do osiągnięcia tylko w pewnych okolicznościach - w tym przypadku była to kontra i słaba komunikacja drużyny przeciwnej. Prawdziwą gratką jest jednak stworzenie sobie dogodnej szansy, gdy rywal broni się niemal całym zespołem. 

Poniższa grafika ukazuje nam ustawienie zawodników Śląska na chwilę przed golem Praszelika. Przy piłce znajduje się Bartłomiej Pawłowski. Rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę, jest bardzo dobry ruch Szymona Lewkota. Podłącza się on do ataku i zbiega w strefę, w której normalnie operuje wahadłowy. Jeden z obrońców Wisły podąża za nim, a zawodnik odpowiedzialny za Pawłowskiego stara się odciąć możliwość podania, zostawiając tym samym w wolną przestrzeń na zejście do środka.

Pawłowski przytomnie wykorzystał dobrą grę bez piłki Lewkota i zszedł bliżej pola karnego. W szesnastkę rywala z głębi pola wbiegł Krzysztof Mączyński oraz Pich, przez co defensywa Wisły Płock ustawiła się nieco głębiej. Takie sytuacje doskonale wykorzystuje Exposito, który widząc licznie zgromadzonych blisko bramki kolegów, postanowił zostać nieco dalej i zaatakować na drugie tempo. Hiszpan ma bardzo dużo miejsca, co zauważa odpowiedzialny za niego Michalski (numer 2 na koszulce) i robi delikatny ruch w kierunku napastnika Śląska. Michalski nie zdołał zauważyć jednak Praszelika, który wbiegał w wolną strefę stworzoną przez Exposito. 

Ruch Michalskiego w kierunku Exposito okazuje się fatalny w skutkach. Obrońcy do sięgnięcia piłki zabrakło właśnie tego pół kroku, które wymusił wcześniej Hiszpan. Praszelik dochodzi do fantastycznego dośrodkowania Pawłowskiego i zamienia całą akcję na gola. 

 

Powielany schemat

Dobry ruch w pole karne, wycofanie się napastnika, gol - tak można streścić pierwsze trafienie dla Śląska. Nie wzięło się ono z przypadku, bowiem w drugiej połowie piłka ponownie znalazła się w siatce gości po niemal bliźniaczym zachowaniu ofensywnego tercetu WKS-u. Poniższa grafika przedstawia moment, w którym Dino Stiglec podaje do Petra Schwarza. Tym razem przewagę w bocznej strefie robi właśnie Czech, a do pomocy przychodzi mu również Mączyński, który wyciąga jednego z rywali za pole karne.

Mączyński przyspiesza, pokazując się tym samym do gry i ściągając na siebie uwagę Leśniaka (numer 23). Schwarz decyduje się na prostopadłe podanie w wolną strefę, w którą wbiega Stiglec. Warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się w polu karnym - w obrębie szesnastki znajduje się trzech zawodników Śląska, a Erik Exposito czeka, aby znów zaatakować w drugim tempie. 

Stiglec dochodzi do piłki i zagrywa ją w kierunku Roberta Picha. Praszelik z Pawłowskim zamykają całą akcję przy dalszym słupku, rozciągając jednocześnie formację defensywy Wisły. 

Słowak doskonale zdaje sobie sprawę, że na szesnastym metrze czeka Exposito i błyskotliwie przepuszcza piłkę. Hiszpan dochodzi do czystej pozycji - w promieniu kilku metrów nie ma żadnego rywala, więc może spokojnie oddać strzał. Niestety, gol po tej świetnej akcji nie został uznany ze względu na minimalnego spalonego Schwarza. Sam schemat jest jednak wyraźnie widoczny i powtarzalny.

Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w końcówce spotkania. Schwarz po dwójkowej akcji ze Stiglecem na skrzydle znalazł się w polu karnym. Zawodnicy Śląska wbiegli w obręb szesnastki, podczas gdy Hiszpan, tak samo jak przy poprzednich akcjach, czekał, by zaatakować na drugie tempo. Czech przytomnym podaniem znalazł napastnika, lecz temu nie udało się czysto uderzyć piłki. Poniżej przedstawiamy moment, w którym Schwarz zagrywał futbolówkę - schemat ataku jest bardzo wyraźny i został nakreślony już wcześniej.

Przebłysk geniuszu, czy wypracowany schemat?

Zawodnicy, którzy dzięki dobremu rozumieniu gry, potrafią kreować bramkowe sytuacje, to prawdziwy skarb. Opanowanie tego fachu jest jednak niezwykle trudne, przez co takich piłkarzy często określa się jako jednostki wybitne, wychodzące poza ramy standardów futbolu. Najpopularniejszym przykładem jest występujący w Bayernie Thomas Muller, określany również jako raumdeuter - “badacz przestrzeni”. Omawiane przez nas przykłady pokazują jednak, że operowania na przestrzeniach można się w pewnym stopniu nauczyć. Na pierwszy rzut oka widzimy jedynie doskonałą wrzutkę Pawłowskiego czy inteligentne przepuszczenie Picha, lecz po dokładniejszej analizie dostrzegamy, że wszystko wynika z pracy całego zespołu. Pozornie nieistotne podłączenie się do akcji jednego z obrońców, może wpłynąć na losy całego spotkania. 

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.