Taktycznie: Jak Śląsk tracił gole? (ANALIZA)

Taktycznie: Jak Śląsk tracił gole? (ANALIZA)

fot.:

W związku z nagromadzeniem spotkań w zeszłym tygodniu nie daliśmy rady dostarczyć wam cotygodniowej analizy taktycznej. W ramach zadośćuczynienia w dzisiejszej odsłonie cyklu “taktycznie” omówimy wszystkie gole, które Śląsk stracił w meczach z Górnikiem, Podbeskidziem oraz Rakowem. Serdecznie zapraszamy do lektury!



 

Górnik Zabrze 1:1 Śląsk Wrocław

Alasana Manneh 26’

Spotkanie z Górnikiem było ciężkie pod kilkoma względami. Warunki pogodowe nie rozpieszczały, a całe widowisko można określić mianem meczu walki. W przypadku takich rywalizacji należy przede wszystkim  wykorzystywać swoje szanse, a także bronić się w pełnym skupieniu. Tego drugiego zabrakło Śląskowi w 26 minucie, kiedy to w na pozór kontrolowanej sytuacji zabrzanie zdołali w łatwy sposób zdobyć gola. 

Akcja rozpoczęła się od długiego podania na skrzydło do Jimeneza. Jak widzimy na grafice, Śląsk miał sporą przewagę w defensywie. Trzech środkowych obrońców było wspieranych przez aż pięciu kolegów, którzy wracali na swoją połowę.

Łukasz Bejger odprowadził Jimeneza do boku, dając tym samym czas reszcie drużyny na reorganizację szyków obronnych. Na grafice widzimy, że Śląsk broni się w przewadze aż 4 zawodników. Sytuacja w teorii znajduje się pod kontrolą. Mark Tamas i Dino Stiglec kryją rywali zamykających akcję, Konrad Poprawa asekuruje Bejgera. Rafał Makowski wraca za pędzącym w pole karne Boakye, podczas gdy Patryk Janasik biegnie wspomóc Bejgera. Do obrony wracają również Mateusz Praszelik z Krzysztofem Mączyńskim.

Kolejna grafika to moment, w którym Jimenez wykłada piłkę do Manneh. Już w tym momencie widać, jak wszystko dramatycznie się posypało. Janasik przejął Jimeneza, a na pomoc ruszył mu Krzysztof Mączyński. Widzimy jednak, że zarówno Łukasz Bejger, jak i asekurujący go wcześniej Konrad Poprawa, w momencie podania nie kryją żadnego z rywali. Sytuacja nie wyglądała lepiej po drugiej stronie boiska. Makowski podążył za Boakye w pole karne, lecz Dino Stiglec zupełnie stracił z radaru swojego rywala. Dariusz Pawłowski stoi zupełnie niekryty na szesnastym metrze, a Chorwat dopiero rusza w jego kierunku, mając około siedem metrów straty. Widzimy również, że Mateusz Praszelik zdążył przesunąć się zaledwie o kilka kroków, podczas gdy ze swojej połowy na wolne pole wbiegał Manneh.

Na przedstawionej grafice widzimy moment strzału. Manneh uderza swobodnie z szesnastego metra. Doskoczyć do niego próbuje Poprawa z Tamasem, lecz dystans dzielący ich od uderzającego zawodnika nie pozwolił na zablokowanie strzału. Stiglec stoi daleko od swojego zawodnika, który z kolei znajduje się obok strzelającego Manneh. Można odnieść wrażenie, że gdyby Chorwat nie zgubił wcześniej Dariusza Pawłowskiego, to byłby w stanie przerwać akcję Górnika. Nie inaczej jest w przypadku Praszelika. Młodzieżowiec w trakcie trwania kontry zabrzan miał bardzo dużo czasu na odwrócenie się i złapanie krycia. Z akcji, w której Śląsk miał wręcz druzgocącą przewagę liczebną, Górnik i tak bez problemu znalazł dużo miejsca na szesnastym metrze, co zakończyło się straconym golem. Wnioski? Komunikacja i umiejętne przekazywanie krycia są bardzo ważnymi elementami gry w defensywie. Jeden Jimenez ściągnął na siebie łącznie aż czterech wrocławian (Bejger, Poprawa, Janasik, a na końcu Mączyński), przez co dużo miejsca mieli pozostali rywale. Przydatna jest również koncentracja na swoim zawodniku. Gdyby Stiglec kontrolował Pawłowskiego od początku do końca akcji, to prawdopodobnie byłby w stanie zapobiec stracie gola. 

 

Śląsk Wrocław 4:3 Podbeskidzie Bielsko-BIała

Rafał Janicki 41’

Pierwszy gol dla Podbeskidzia padł po dwóch błędach indywidualnych wrocławian. Najpierw z dziecinną łatwością na skrzydle dał się minąć Erik Exposito. Hiszpan zapomniał o zasadzie, którą wpaja się juniorom już w pierwszych latach nauki gry w piłkę nożnej i poszedł “na raz”. Petar Mamic minął go jednym zwodem, dzięki czemu miał dużo miejsca i czasu na posłanie precyzyjnego dośrodkowania. Piłka wędrowała w okolice czwartego metra od bramki Szromnika, który dał sygnał, że wychodzi po futbolówkę. Niestety, golkiper Śląska źle obliczył tor lotu piłki i Janicki uprzedził go, zdobywając tym samym gola. 

Kamil Biliński 70’

Cała akcja rozpoczęła się od straty pod własnym polem karnym Mączyńskiego. Budowanie ataków podaniami od tyłu może przynieść wiele korzyści, ale także wiele problemów, jeśli nie robi się tego dostatecznie dokładnie. Śląsk, próbując wyjść spod pressingu, nadział się na kontrę, która poskutkowała golem. Na grafice widzimy moment, w którym piłka dolatywała do kapitana Śląska. Mączyński niedokładnie przyjął piłkę, lecz za całą sytuację nie można winić tylko jego. Koledzy z zespołu niespecjalnie ułatwili mu zadanie. Jedyne dostępne opcje, jakie miał, to odegranie piłki do Tamasa, lub prostopadłe podanie do Janasika. Niekryty pozostawał również Robert Pich, ale zagranie do niego wymagało idealnego przyjęcia kierunkowego i szybkiego podania futbolówki. 

Po stracie Mączyńskiego Podbeskidzie ruszyło skrzydłem. Karol Danielak dośrodkował do Kamila Bilińskiego, który popisał się świetnym uderzeniem. Bliski przecięcia dośrodkowania był Poprawa, lecz to nie on jest winowajcą całego zdarzenia. Od samego początku akcji za Bilińskiego odpowiedzialny był Israel Puerto. Po dośrodkowaniu Hiszpan jednak zupełnie nie zareagował na to, co robi napastnik Podbeskidzia, pozostawiając mu bardzo dużo miejsca na oddanie strzału. W momencie uderzenia Puerto znajdował się dwa metry od Bilińskiego, dając mu pełną swobodę i wolną drogę do bramki.

Marko Roginic 78’

Akcja, po której padł trzeci gol dla Podbeskidzia, rozpoczęła się od długiego podania za linię obrony Śląska. Mark Tamas z Konradem Poprawą kryją Petera Wilsona, podczas gdy Israel Puerto z niewiadomych przyczyn postanowił wybrać się na spacer, pozostawiając Roginica całkowicie bez opieki. Hiszpan nie jest królem szybkości, więc nawet chcąc złapać rywala na pułapkę ofsajdową (bo tylko tak potrafię wytłumaczyć sobie opuszczenie pozycji w wykonaniu Puerto), koniecznością jest pozostanie w odległości, która pozwoli na dogonienie przeciwnika. 

Dalsza część akcji to rajd skrzydłem Wilsona. Tamas próbował zablokować dośrodkowanie rywala, Poprawa asekurował Węgra, a Puerto gonił Roginica, dalej mając do niego dwa metry straty w związku ze swoim wcześniejszym spacerem.

Na koniec obrazek, który dało się przewidzieć. Roginic z najbliższej odległości pakuje piłkę do siatki. Spóźniony Puerto po trafieniu stoi jak wryty, a Poprawa patrzy na niego z niedowierzaniem i pewną dozą bezradności. Na szczęście młody obrońca nie załamał się i chwilę później zdobył wyrównujące trafienie, dzięki któremu Śląsk był w stanie ostatecznie wygrać szalony mecz z Podbeskidziem.

 

Raków Częstochowa 2:0 Śląsk Wrocław

David Tijanic 48’

Pierwszy gol dla Rakowa jest przede wszystkim wypadkową akcji Tudora po prawej stronie boiska. Chorwat minął Roberta Picha, Krzysztofa Mączyńskiego, a następnie, czekając na bardziej zdecydowany atak ze strony Stigleca lub Puerto, świetnie wyłożył piłkę Gutkovskisowi. Łotysz przyjął futbolówkę i odegrał do niekrytego Tijanica, a ten świetnym uderzeniem pokonał Szromnika. Jak można było temu zapobiec? Przerwanie akcji na skrzydle pozostawię bez komentarza, bo jest to oczywiste, a poza tym trzeba mieć na uwadze fakt, że rywal również może mieć czasem przebłysk geniuszu i wygrać pojedynek jeden na jeden. Prawdziwe problemy rozpoczynają się w momencie podania. Stiglec z Puerto próbują przeszkodzić Tudorowi, Lewkot pilnuje Arsenica. Ten element jest jeszcze całkiem poprawny, można jedynie oczekiwać bardziej zdecydowanego ataku na zawodnika z piłką w polu karnym.

Korekcie natomiast należy poddać krycie zawodników po drugiej stronie pola karnego. Z jednej strony Poprawa, jako środkowy z trójki obrońców, ma za zadanie zabezpieczanie kolegów i asekurację. Z drugiej strony jednak w takich sytuacjach, jak ta, należy dokonać szybkiej oceny sytuacji i przekazać krycie. Janasik i Bejger stoją obok swoich rywali, podczas gdy Poprawa kryje jedynie strefę. Nie jest to błędem - jak już wspomniałem jego rolą jest przede wszystkim asekuracja. Jednak jeśli rywale mają dużo swobody przed polem karnym, trzeba reagować. W tej sytuacji zawiodła komunikacja i przekazywanie krycia. Janasik powinien doskoczyć do Tijanica, Bejger przejąć zawodnika, którego krył Janasik, a Poprawa z kolei doskoczyć do rywala, za którego odpowiedzialny był Bejger.

Marcin Cebula 85’

Drugi gol dla Rakowa padł w momencie, gdy gospodarze grali w przewadze po czerwonej kartce Poprawy. Nie wpłynęło to jednak znacząco na okoliczności jego straty - przewaga liczebna częstochowian nie miała tutaj żadnego znaczenia. Na grafice widzimy, że Śląsk bronił się w pięciu na trzech atakujących. Cebula znalazł się na skrzydle, gdzie wygrał pojedynek z Bejgerem. Młody obrońca poszedł do końca za rywalem, uniemożliwiając mu strzał przy dalszym słupku. Cebula uderzył wobec tego w miejsce, za które odpowiedzialny był Szromnik, lecz niestety piłka odbiła się od jego rąk i wpadła do siatki. 

Podsumowanie

Śląsk, grając z trzema obrońcami, ma jeszcze przed sobą trochę nauki, lecz największą bolączką są błędy indywidualne - aż cztery z sześciu omawianych goli wynikało właśnie z nich. Dwa pozostałe zostały spowodowane nie najlepszą komunikacją i złym przekazywaniu krycia. Trzeba mieć jednak na uwadze, że defensywa Śląska w takim zestawieniu personalnym i taktycznym dopiero stawia pierwsze kroki, więc wraz z upływem czasu liczymy na poprawę.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.