Taktycznie: Problemy defensywne Śląska

Taktycznie: Problemy defensywne Śląska

fot.:

Minione dwa tygodnie dosyć mocno uwydatniły nam pewien problem, z którym aktualnie boryka się Śląsk. Drużyna Jacka Magiery traci gole na potęgę. W czterech ostatnich meczach wrocławianie pozwolili rywalom trafić do siatki aż 8 razy. W dzisiejszej odsłonie “taktycznie” spróbujemy przeanalizować, z czego to wynika.



 

Na wstępie warto zaznaczyć jedną, może oczywistą, ale bardzo istotną rzecz. We współczesnym futbolu w grę defensywną i ofensywną zaangażowana musi być cała drużyna. Dobry napastnik nie będzie strzelał goli, jeśli zespół nie będzie potrafił dobrze wyprowadzić piłki z obrony, skonstruować akcji i na końcu odpowiednio obsłużyć snajpera. Tak samo, niezależnie od tego, jak świetnymi stoperami będzie dysponował zespół, to bez zaangażowania linii pomocy i wsparcia ze strony nawet tych najbardziej ofensywnych zawodników, drużyna w dalszym ciągu będzie traciła gole. Problemy defensywne Śląska nie wynikają tylko i wyłącznie z dyspozycji obrońców - ważne jest, aby każdy z osobna konsekwentnie realizował swoje zadania na boisku.

Błędy indywidualne

Najczęstszym i najbardziej oczywistym powodem straconych goli są błędy indywidualne. Trener Jacek Magiera chce, aby jego Śląsk grał ofensywnie, aby zawodnicy podejmowali ryzyko, ale byli przy tym pewni siebie i odważni. Taki obraz wrocławskiej drużyny zdarza nam się oglądać coraz częściej. Najlepszym tego przykładem jest chociażby Szymon Lewkot, który będąc wystawiany jako środkowy obrońca, raz za razem brawurowo wprowadzał piłkę, często wchodząc w drybling, czy posyłając nieoczywiste prostopadłe podania. 

Przy takim podejściu błędy prowadzące do utraty goli są wkalkulowanym ryzykiem, które jednak w ostatecznym rozrachunku może przynieść więcej dobrego niż złego. Problemem Śląska jest jednak fakt, że zespół traci bramki nie w momentach, kiedy zawodnicy to ryzyko podejmują, tylko gdy sytuacja powinna znajdować się pod kontrolą wrocławian. 

Na powyższej grafice widzimy sytuację, po której Warta zdobyła pierwszego gola w starciu ze Śląskiem. Diogo Verdasca jest w posiadaniu piłki, może wycofać ją do Szymona Lewkota, dograć do niekrytego Petra Schwarza, poszukać dłuższego podania do Lubambo Musondy, albo spróbować rozegrania z Dino Stiglecem i Erikiem Exposito. Portugalczyk zdaje się mieć wszystko pod kontrolą - atakujący go przeciwnik nie ma jak dotrzeć do futbolówki, a reszta rywali raczej przechadza się po boisku, zamiast zaciekle pressować zespół Śląska. Verdasca podejmuje złą decyzję i szuka faulu, po czym traci piłkę.

Zawodnicy Warty szybko wyprowadzili kontrę. Wykorzystali zdezorganizowany Śląsk, który był w fazie przejścia z defensywy do ofensywy, szybko dostarczyli piłkę na skrzydło, skąd poszło dośrodkowanie. Pozycję Verdaski próbował zaasekurować Petr Schwarz, lecz był delikatnie spóźniony oraz zwyczajnie zabrakło mu kilku centymetrów wzrostu, przez co minął się z futbolówką przy próbie wybicia. Verdasca może tylko obserwować, jak Jan Grzesik strzela głową obok bezradnego Szromnika.

Błędy indywidualne, które wynikały z nieuwagi i braku koncentracji, miały miejsce również w innych spotkaniach. Wyrównujące trafienie Araratu w rewanżowym meczu we Wrocławiu zostało wręcz podarowane przez zawodników Jacka Magiery. Na poniższej grafice widzimy moment, w którym podanie z autu otrzymał Wojciech Golla. Doświadczony obrońca ma do wykonania łatwe zadanie, jakim jest odegranie piłki do Victora Garcii. Polak nie jest atakowany przez żadnego z rywali, więc nie powinno sprawić mu to większych problemów.

Golla decyduje się na przyjęcie piłki, lecz ta niestety zaplątuje mu się między nogami i traci ją na rzecz rywala. Futbolówka została szybko dograna do środka, gdzie Edgar Malakyan od razu zdecydował się na podanie prostopadłe do Kone. Golla znajduje się daleko poza swoją pozycją, więc Iworyjczyk ma bardzo dużo miejsca w polu karnym, co spokojnie wykorzystał i pokonał Szromnika.

Stałe fragmenty gry

Śląsk miewa również problemy przy rzutach rożnych. W pierwszym spotkaniu z Araratem pierwszy z goli Ormian padł właśnie po stałym fragmencie. Po głębokim dośrodkowaniu Szromnik wyszedł z bramki po piłkę. Obrońcy Śląska zachowali się w tej sytuacji dobrze - zamiast skakać do główki zrobili miejsce bramkarzowi, lecz ten minął się z futbolówką, przez co do pustej bramki bez problemu mógł trafić Juan Bravo. 

Innym przykładem jest drugi stracony gol w meczu z Wartą. Na początku trzeba jednak zaznaczyć, że cała sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby wcześniej wybijający piłkę Łukasz Bejger nie nabił ją Lewkota, przez co poznaniacy zdobyli rzut rożny. Cały problem mógł zostać zduszony już w samym zarodku. Niemniej stały fragment gry wcale nie oznacza od razu straconej bramki. Po dośrodkowaniu Łukasza Trałki piłkę dobrze wybijał Lewkot.

Na powyższej grafice widzimy jednak, że mimo interwencji Lewkota, wrocławianie zupełnie nie kontrolują tego, co dzieje się na linii szesnastego metra. Aż dziewięciu z nich znajduje się na małym polu kończącym się jeszcze przed punktem, z którego wykonuje się rzuty karne. Jedynym zawodnikiem Śląska, znajdującym się za jedenastym metrem. jest Robert Pich, lecz on również nie ma pojęcia, co dzieje się za nim. Do piłki na szesnastym metrze dopadł zupełnie niepilnowany Mateusz Czyżycki, a jego strzał znalazł drogę do bramki Szromnika.

Mówiąc o stałych fragmentach, trzeba jednak oddać Śląskowi, że poczynił pod tym względem pewien progres. W ostatnim meczu z Cracovią rywale mieli aż 12 rzutów rożnych, przed którymi raz za razem wrocławianie dzielnie się bronili. "Pasy" większość swoich akcji ofensywnych opierały na wrzutkach, lecz obrona WKS-u bardzo dobrze sobie z tym radziła. 

Niemrawa linia pomocy

Ostatnią z regularnie powtarzających się przyczyn traconych przez Śląsk goli jest dyspozycja drugiej linii. Pomocnicy często sprawiają wrażenie niepewnych - raz brakuje im agresywnego doskoku do rywala, innym razem dają się łatwo ograć przeciwnikowi, a jeszcze innym nie potrafią się odpowiednio skomunikować i podjąć decyzji, który z nich powinien zaatakować zawodnika z piłką. 

Powyższa grafika przedstawia moment, w którym Razmik Hakobyan oddaje strzał dający Araratowi gola na 2:3 w pierwszym meczu ze Śląskiem. Ormiański zawodnik znajduje się około 20 metrów od bramki wrocławian, a przed nim stoi aż trzech piłkarzy WKS-u. Żaden z nich nie decyduje się jednak na doskok do przeciwnika, więc ten swobodnie uderza zza pola karnego i pokonuje Szromnika. 

Kolejnym przykładem jest rewanżowe spotkanie z Araratem. Na grafice niżej widzimy moment, w którym Makowski stracił piłkę w środkowej strefie, a Ormianie starają się wyprowadzić kontrę. 

Piłka dociera do Igora Stanojevica, którego zaatakować próbuje Krzysztof Mączyński. Warto zwrócić tutaj uwagę na ustawienie Makowskiego - pomocnik Śląska nie zdążył jeszcze wrócić na swoją pozycję, więc potencjalny błąd Mączyńskiego sprawi, że przed zawodnikami Araratu będzie już tylko trzech piłkarzy wrocławskiego klubu. Niestety, kapitan WKS-u poszedł “na raz” i przegrał pojedynek ze Stanojevicem, dzięki czemu ten mógł ruszyć w kierunku bramki Szromnika.

Do Stanojevica ruszył Lewkot, który próbował przerwać akcję z dala od bramki. Opuszczenie pozycji sprawiło, że w wolną przestrzeń może wbiegać Kone. Obrońca Śląska nie był w stanie odebrać piłki rywalowi, który dograł ją do pędzącego środkiem Margaryana. Po otrzymaniu podania pomocnik Araratu może zagrać w tempo do aż trzech kolegów z drużyny. Widzimy również przewagę liczebną, z jaką atakują Ormianie. Mączyński i Makowski nie zdążyli wrócić się za akcją, przez co obrońcy Śląska znaleźli się w sytuacji, w której niemożliwe jest upilnowanie wszystkich przeciwników. Piłkę ostatecznie dostał Kone, który znalazł się oko w oko ze Szromnikiem i zdobył trzecie trafienie dla Araratu.

Dobry omen

Ostatni mecz z Cracovią pokazał nam, że Śląsk potrafi zagrać dobrze w defensywie. Podopieczni Michała Probierza długo atakowali z przewagą jednego zawodnika, lecz mimo to nie potrafili sforsować szyków obronnych wrocławian. Podczas tego spotkania wrocławianie nie zagrali oczywiście idealnie - błędy indywidualne dalej się zdarzały, lecz dobra asekuracja, rozważna gra i dobrze podejmowane decyzje pozwoliły na dowiezienie korzystnego wyniku do końcowego gwizdka. 

Problemy Śląska w defensywie były ostatnio całkiem widoczne, lecz cieszyć może fakt, że sztab szkoleniowy mimo niewielu jednostek treningowych (Śląsk musi grać właściwie co trzy dni), dobrze reaguje na zaistniałą sytuację i z meczu na mecz widzimy progres. Mamy nadzieję, że dobra postawa obronna w Krakowie nie była przypadkiem i w najbliższym czasie będziemy świadkami zachowania pierwszego od meczu z Paide czystego konta.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.