TAKTYCZNIE: W jakim kierunku podążą trendy? (EURO)

TAKTYCZNIE: W jakim kierunku podążą trendy? (EURO)

fot.:

Mistrzostwa Europy 2020 były prawdziwym festiwalem ofensywnej piłki. Worek z golami, niespodziewane wyniki, zwroty akcji oraz niezapomniane emocje są czymś, co sprawia, że miniony turniej przejdzie do historii, jako jedna z najciekawszych imprez w życiach wielu kibiców. Minione Euro było też prawdziwą gratką dla trenerów. Starcia zespołów preferujących przeróżne style gry dostarczyły całą masę materiałów do analiz. W dzisiejszej odsłonie “taktycznie” postaramy się odpowiedzieć na pytanie, który z tych stylów sprawdzał się najlepiej.



 

Wielkie turnieje mają to do siebie, że tworzą pewne trendy. Po okresie dominacji Hiszpanów w piłce reprezentacyjnej duże kluby zaczęły się wzorować na tiki-tace. Marki takie jak Barcelona, Arsenal, Bayern Monachium grały futbol oparty na posiadaniu piłki. Trend ten przerwał dopiero Real Madryt - 3 kolejne zwycięstwa w lidze mistrzów rozpoczęły modę na piłkę pragmatyczną, polegającą na dobrej organizacji gry, szczelnej defensywie oraz zabójczych kontrach. Właśnie w taki sposób Mistrzami Europy zostali Portugalczycy, a dwa lata później po tytuł Mistrzów Świata sięgnęli Francuzi. 

Piłka ma jednak do siebie to, że nie lubi stać w miejscu. Styl gry, który zdominował futbolowy świat w ostatnich latach, opierał się na idei gegenpressingu. Głównym orędownikiem i człowiekiem odgrywającym kluczową rolę przy popularyzacji tej taktyki był Jurgen Klopp. Idea kontrpressingu opiera się na naciskaniu przeciwnika w momencie, gdy ten odzyskuje piłkę. Wyobraźmy sobie sytuację, w której przy ataku pozycyjnym tracimy futbolówkę na połowie rywala. Po utracie stoją przed nami dwa wyjścia - cofnąć się do defensywy i odbudować formację, lub nacisnąć na przeciwnika od razu po oddaniu mu posiadania. Gegenpressing zakłada, że wybierzemy tą drugą opcję. Dlaczego? Klopp twierdzi, że rywal po odzyskaniu piłki będzie próbował wyprowadzić kontrę, a co za tym idzie, jego zawodnicy opuszczą swoje pozycje. Jest to idealny moment, aby odzyskać futbolówkę jeszcze na połowie przeciwnika i wykorzystać chwilę zamieszania w jego szykach defensywnych. 

Pomyślcie tylko o tym, ile trzeba podań, żeby zawodnik występujący jako numer 10 znalazł się w odpowiednim miejscu i mógł rzucić genialne podanie. Dzięki gegenpressingowi można odzyskać piłkę znacznie bliżej bramki przeciwnika. Potrzeba wtedy tylko jednego podania, by stworzyć sobie dobrą okazję. Żaden rozgrywający na świecie nie potrafi wykreować drużynie dogodniejszej sytuacji niż gegenpressing. I właśnie dlatego ten sposób gry jest tak ważny – tłumaczył Klopp. 

Przed Mistrzostwami Europy 2020 wydawało się, że to właśnie taka koncepcja okaże się zwycięska. Jak jednak się okazało, do finału doszły dwie drużyny, które preferują zgoła inny styl gry…

Tożsamość kluczem do zwycięstwa?

Miniony turniej był niezwykle ciekawy nie tylko przez wspaniałe mecze i nieoczywiste rozstrzygnięcia. Po długich latach, w których trenerzy reprezentacji z całego świata starali się czerpać garściami z piłki klubowej, doczekaliśmy się mistrzostw, na których tożsamość wygrała z trendami, a większość uczestników potrafiła odnaleźć swój własny, unikatowy i czerpiący z historii futbolu w danym kraju styl. Aby odnaleźć klucz do sukcesu, nakreślimy najpierw wpływ największych marek na światową piłkę oraz to, w jaki sposób czerpała z niego dana reprezentacja.

Holandia

Futbol totalny Rinusa Michelsa (spopularyzowany później przez Johana Cruyffa) można traktować jako swoiste podwaliny pod wygląd współczesnej piłki. Idea ta opiera się na dominacji na pełnej długości boiska i odstąpieniu od podziału na role. Każdy z zawodników obecnych na boisku ma brać udział zarówno w ataku, jak i w obronie. Drużyna miała stać się jednym organizmem, w którym obecna będzie duża wymienność pozycji, nieustanny pressing oraz wysoko ustawiona linia defensywy. 

Jeśli spróbujemy odnieść te założenia do występów Holendrów na minionym Euro, to zobaczymy, że reprezentacja "Oranje" starała się je realizować. W fazie grupowej zgarnęła pełną pulę punktów, a mecz z Czechami do pewnego momentu wyglądał dobrze. Jedynym odstępstwem od tradycji była formacja - futbol totalny miał być oryginalnie stosowany w formacji 4-3-3 (rzadziej w 4-4-2), tymczasem na Euro Holendrzy grali w ustawieniu z trzema obrońcami. 

Okazało się to później kluczowe w kontekście odpadnięcia z turnieju. Matthijs De Ligt, który ustawiony był jako centralny z trójki stoperów, popełnił błąd indywidualny, przez co ratował się zagraniem ręką i został wyrzucony z boiska. W 4-3-3 taka sytuacja prawdopodobnie nie miałaby miejsca - dwójka wysoko ustawionych wahadłowych znajdowałaby się znacznie bliżej własnej bramki, grając jako boczni obrońcy, a De Ligta asekurować mógłby drugi stoper. Formacja z trójką obrońców zmusza do podjęcia pewnego ryzyka i gry jeden na jeden w przypadku dobrze wyprowadzonej kontry rywala. I właśnie to ryzyko okazało się dla Holendrów zgubne.

Portugalia

Jeżeli mówimy o wpływie Portugalczyków na europejską piłkę, to wyodrębnić należy przede wszystkim dwie osoby - Jose Mourinho oraz Cristiano Ronaldo. Pierwszy z nich, wybitny trener oraz taktyk, znany z doskonałej organizacji gry defensywnej swoich zespołów, a także zabójczej gry kontrą, która przyniosła mu liczne trofea. Swoją obecność zaznaczył jeszcze jako trener FC Porto, kiedy to w 2004 roku sensacyjnie zdobył Ligę Mistrzów z portugalskim zespołem.

Cristiano Ronaldo natomiast jest pewnym symbolem świetnego pokolenia portugalskich skrzydłowych. Rozpoczynał karierę w Sportingu, skąd trafił do Manchesteru United prowadzonego przez Alexa Fergusona. To właśnie Szkot uczynił z niego wszechstronnego zawodnika, w którego do dzisiaj zapatrzony jest cały świat. Patrząc na jego grę na angielskich boiskach, swojego Ronaldo chciał mieć każdy. W świat wypłynęli chociażby Nani i Quaresma, którzy znani byli z doskonałej techniki i niebywałej szybkości. 

Szukając symptomów porażki Portugalczyków, widzimy, że nie potrafili oni nawiązać do żadnej z krajowych tradycji. W defensywie prezentowali się fatalnie - 7 straconych goli w zaledwie 4 meczach mówi samo za siebie. Jeśli chodzi natomiast o skrzydłowych, to nikt nie zbliżył się do wyczynów wspomnianych wyżej zawodników. Na potwierdzenie tych słów wystarczy sam fakt, że obaj skrajnie ustawieni atakujący, Diogo Jota i Bernardo Silva, zostali zmienieni jeszcze przed 70 minutą meczu z Belgią. Co ciekawe gola Belgom przyniósł jedyny oddany przez nich w tym spotkaniu strzał celny.

Francja

Mówiąc o wpływie Francuzów na europejski futbol, nie sposób nie wspomnieć o dwóch rzeczach - spopularyzowaniu funkcji defensywnego pomocnika, grającego jako rygiel defensywny oraz cofnięty rozgrywający, a także systemie szkolenia, który skupia swoją uwagę na pielęgnacji szybkości i siły zawodników, przy jednoczesnej próbie zachowania ich tożsamości, unikatowego stylu gry. 

To właśnie Francuzi zdefiniowali na nowo pozycję numer "6". Claude Makelele stał się wzorem dla wielu przyszłych piłkarzy, grających jako defensywni pomocnicy w systemie 4-3-3. Jego rola polegała na przejęciu zadań stricte defensywnych - wykorzystując swoją szybkość i umiejętność czytania gry miał zabezpieczać strefę między linią pomocy a linią obrony. Na tym nie kończyła się jednak praca Makelele na boisku. W rozgrywaniu piłki odgrywał rolę łącznika, który miał pomóc przetransportować futbolówkę do drugiej linii. Dał przyszłym pokoleniom przykład, jak powinien grać cofnięty rozgrywający. Jego wpływ najlepiej oddają słowa Zinadina Zidana, który po odejściu swojego rodaka z Realu Madryt w 2004 roku i zastąpieniu go Davidem Beckhamem wypowiedział następujące zdanie:

“Dlaczego na Bentleyu umieszcza się kolejną warstwę złotej farby, skoro zabrany został mu silnik?”

Drugą istotną rzeczą jest francuski system szkolenia. Trójkolorowi potrafią wykreować prawdziwych atletów - najlepszym przykładem jest Thierry Henry, który oprócz niezwykłej szybkości, posiadał również świetne warunki fizyczne i niebywałą siłę. Francja jest wręcz niewyczerpalną kopalnią talentów, czego dobrym świadectwem jest Kylian Mbappe. 

Mistrzostwa Europy uwydatniły jednak problemy, z którymi Francuzi do tej pory nie musieli się mierzyć. Kadra opierana zawsze na wybitnych jednostkach, na minionym turnieju nie dała rady dotrzeć nawet do ćwierćfinału. Jedną z przyczyn były liczne zmiany formacji - Francuzi w przeciągu 4 spotkań stosowali 3 różne ustawienia. 4-3-1-2, 4-2-3-1 w fazie grupowej przeszło w 3-4-1-2 w meczu ze Szwajcarami. Rezygnacja z gry trzema zawodnikami w środku pomocy, a co za tym idzie rezygnacja z wykorzystania nowego Makelele francuskiej kadry w tradycyjny dla trójkolorowych sposób spowodowała, że N’golo Kante nie mógł pokazać pełni swoich możliwości. Francuzi zawiedli przede wszystkim w defensywie, czego skutkiem są 3 stracone gole w 1/8 finału i przedwczesne odpadnięcie z turnieju.

Hiszpania

Pojęcie Tiki-Taki znane jest na całym piłkarskim świecie. Styl gry oparty na posiadaniu piłki utożsamiamy przede wszystkim z Barceloną, lecz okres dominacji Hiszpanów w Europie i na świecie w latach 2008-2012 opierał się właśnie na spopularyzowanej przez Pepa Guardiolę taktyce. Zasada 15 podań wymagała od drużyny uspokojenia gry po odzyskaniu futbolówki, a także zmuszenie rywala do biegania. Pomagało to także w defensywie. Zmęczony rywal miał znacznie mniej sił, gdy już znalazł się w posiadaniu piłki, a okienka czasowe, w których mógł atakować, były znacznie krótsze przez fakt, że to Hiszpanie cały czas znajdowali się przy piłce.

W minionym turnieju “La Furia Roja” zachowała swoje korzenie, czego najlepszym przykładem są statystyki po meczu ze Szwecją. 85 procent posiadania piłki i niemal 900 wymienionych podań robią niesamowite wrażenie. Hiszpanie doszli aż do półfinału, gdzie odpadli z przyszłymi Mistrzami Europy po rzutach karnych. Trzeba jednak im oddać, że przez 120 minut byli bliżej zdobycia rozstrzygającej bramki. Mecz z Włochami był istnym pokazem tego, za co ludzie pokochali niegdyś Hiszpanów. Ostatecznie liczy się oczywiście to, co w siatce, lecz po kilku rozczarowujących turniejach “La Furia Roja” w końcu sprawiła, że kibice mogli być dumni z ich występów.

Anglia

Historia Anglików w świecie piłki nożnej nie jest usłana różami. Myśl trenerska przez lata nie potrafiła nadążyć za panującymi trendami, a styl gry kojarzony z Anglią możemy określić jako siłowy. W momencie, gdy w Europie dążono do profesjonalizacji, na wyspach w dalszym ciągu gra opierała się na długich podaniach i wyskoczeniu na piwo z burgerem po meczu. Idealnym przykładem angielskiej myśli szkoleniowej jest Tony Pulis i prowadzone przez niego Stoke City. Pulis w swoich szeregach posiadał Rorego Delapa, który potrafił w niewiarygodny wręcz sposób wyrzucić piłkę z autu. Taktyka Stoke polegała na przemieszczeniu piłki w okolice bramki rywala długim podaniem. To podanie nie musiało być nawet celne - jego celem było wywalczenie stałego fragmentu gry na połowie przeciwnika, a dzięki długim wyrzutom Delapa mógł to być nawet aut. 

Rewolucją w Anglii było pojawienie się zagranicznych trenerów. Arsene Wenger, Alex Ferguson, Carlo Ancelotti, Jose Mourinho i inni przynieśli ze sobą nowinki taktyczne z różnych zakątków Europy i to właśnie na nich zaczęły wzorować się inne kluby. Premier League stała się ligą, w której czerpano garściami z zagranicy, przez co lokalne kluby stały się prawdziwą hybrydą różnych stylów gry. Pragmatyczna Chelsea, Arsenal Wengera wzorowany na tiki-tace, nastawiony na kontry Manchester United Fergusona - to był tylko początek zaciągu z innych lig. To właśnie dzięki temu w Anglii zobaczymy teraz taktyczny miszmasz, w którym naprzeciw stosującego gegenpressing Liverpoolu, możemy spotkać grające siermiężny futbol Burnley.

Taki obraz Anglików widzieliśmy również podczas Mistrzostw Europy, na których to łączyli oni przeróżne style gry. Synowie Albionu połączyli francuską szybkość, włoski pragmatyzm i umiejętność “zabicia” meczu, portugalskie kontry i typowe dla siebie stałe fragmenty gry. Wzorowym przykładem stylu, jaki opracował Gareth Southgate, było spotkanie z Ukrainą. 3 gole zdobyte po uderzeniach głową, z czego dwa po dośrodkowaniu ze stojącej piłki. Anglicy odnieśli porażkę dopiero w finale, gdzie trafili na inną drużynę, która potrafiła swój tradycyjny styl nieco zmodyfikować.

Włochy

Włoskie catenaccio znane jest na całym piłkarskim świecie. Gra skupiona przede wszystkim na defensywie, której pierwszym i najważniejszym założeniem jest niestracenie gola. Dostosywanie taktyki do przeciwnika, eliminacja jego atutów i “zabijanie” meczów to coś, z czego “Azzurri” są dumni oraz czyni ich unikatowym przypadkiem w skali światowej.

Historia włoskiego futbolu to jednak znacznie więcej niż catenaccio. Serie A od lat uznawana jest za najbardziej zaawansowaną taktycznie ligę, w której możemy obserwować prawdziwe piłkarskie szachy. Włosi słynęli jednak jeszcze z jednej rzeczy - zamiłowania do zawodników występujących na pozycji numer “10”. Roberto Baggio, Francesco Zola, Alessandro Del Piero, Francesco Totti, legendarny Diego Maradona, który występował w Napoli, czy grający swojego czasu w Milanie Kaka. Przykładów jest wiele, a każdy z nich charakteryzował się czymś zupełnie innym. Dziesiątki we Włoszech były największymi gwiazdami w zespole, ich rolą było zabawianie publiczności, wykonywanie nadzwyczajnych zagrań i robienie przewagi swoimi przebłyskami geniuszu. Najlepiej oddaje to fakt, że przy całym zamiłowaniu do taktyki i gry defensywnej, to właśnie podwieszeni pod napastnikiem zawodnicy otrzymywali niezwykłą swobodę na boisku, często zwalniani byli z zadań obronnych, aby mogli pokazać pełnię swoich możliwości w ataku.

Na minionym Euro Włosi musieli jednak się nieco dostosować do kadry, jaką posiadali. “Azzurri” od dawna nie wyszkolili typowej “dziesiątki”, przez co Roberto Mancini musiał obrać taktykę, która będzie w stanie zatuszować brak takiego zawodnika. Tercet w środku pola doskonale dyrygował grą, a do środka raz za razem schodzili skrzydłowi. Lorenzo Insigne i Federico Chiesa świetnie odnajdywali się w takiej roli, a ich zmiany pozycji, świetny drybling i dynamika stwarzały niemałe problemy każdemu z rywali. 

Włosi nie zapomnieli jednak o swoich korzeniach. “Azzurri” oprócz porywającej piłki potrafili również świetnie cierpieć. Na jedną z największych gwiazd całego turnieju wyrósł Giorgio Chiellini - środkowy obrońca Juventusu. Bardzo solidna gra w obronie i umiejętność odpoczywania mimo braku posiadania piłki sprawiły, że oprócz fantazji w ofensywie, Włosi mieli najgroźniejszą broń w historii futbolu w swoim kraju - catenaccio odżyło na nowo. 

Nie zapominajmy o korzeniach

Miniony turniej pokazał, że tożsamość jest równie ważna, co podążanie za taktycznymi nowinkami. Z tożsamością nie należy jednak przesadzić - największe sukcesy odniosły drużyny, które przecież swój tradycyjny styl potrafiły nieco zmodernizować. Mistrzostwa Europy były jednak prawdziwą ucztą, w której raz za razem zderzały się ze sobą różne idee i pomysły na grę w piłkę. Co jednak jest najważniejsze, promowana była piłka ofensywna, przez co niektóre spotkania będziemy wspominać jeszcze przez lata. Jeśli Euro 2020 ma wyznaczyć nowy trend w futbolu, to będzie to budowanie swojej tożsamości w oparciu o krajowe tradycje.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.