Taktycznie: Wnioski po meczu ze Słowacją (EURO)
fot.: Mateusz Porzucek
Chyba nie tak wyobrażaliśmy sobie pierwszy mecz Polaków na Euro. Bolesna porażka ze Słowacją sprawiła, że znajdujemy się w niezwykle trudnej sytuacji, z której wyjście jest możliwe tylko przy natychmiastowym skorygowaniu błędów oraz wejściu na najwyższe obroty. W dzisiejszej odsłonie “taktycznie” postaramy się omówić główne grzechy naszej reprezentacji.
Analizę zaczniemy od ustawienia oraz płynących z niego korzyści. Przed meczem wiedzieliśmy, że Słowacy będą mieli problem z obsadzeniem pozycji napastnika i skupią się raczej na dołożeniu zawodników do środka pola. W związku z tym trener Sousa zdecydował się stosować w trakcie meczu dwie formacje. 4-4-2 z piłkarzami o dynamicznej charakterystyce (oraz Grzegorzem Krychowiakiem) miało pomóc nam w założeniu skutecznego pressingu na przeciwnika. W fazie ofensywnej ustawienie to przechodziło w 3-1-5-1. Kluczową rolę w atakach odgrywał duet Zieliński - Klich, który za zadanie miał zbiegać w wolne przestrzenie oraz poruszać się między formacjami w taki sposób, aby stworzyć trochę miejsca obiegającym ich zawodnikom.
To drugie założenie w gruncie rzeczy Polakom całkiem wyszło - strzelony gol padł po przeprowadzonej w ten sposób akcji. Wbiegający ze skrzydła Maciej Rybus dostał podanie właśnie od Mateusza Klicha. Takich przykładów było więcej - w pierwszej połowie Klich zszedł niżej po piłkę i uruchomił prawym skrzydłem Kamila Jóźwiaka. Wahadłowy dośrodkował piłkę, która trafiła pod nogi Rybusa, lecz ten zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i został zablokowany.
Stracone gole
18’ Szczęsny (sam.)
Pierwszy stracony przez Polaków gol to przede wszystkim seria indywidualnych błędów. W momencie, gdy piłkę na skrzydle otrzymał Mak, defensywa podopiecznych Paulo Sousy ustawiona była poprawnie. Do bocznego pomocnika zbiegło dwóch zawodników - Bereszyński oraz Jóźwiak. Pierwszym błędem, był brak komunikacji naszych kadrowiczów. Wymieniona przed chwilą dwójka zdecydowała się na zaatakowanie Maka w jednym momencie, zamiast podzielić między siebie zadania na naciskanie rywala oraz asekurację kolegi z drużyny.
Gdy jednak Mak przeszedł Bereszyńskiego i Jóźwiaka, to nie wszystko musiało być stracone. Niestety, tutaj pojawia się rażący błąd naszego środkowego z trójki stoperów. Kamil Glik, zamiast przesunąć się bliżej całej sytuacji, pozostawił całą masę wolnej przestrzeni. Poskutkowało to rajdem Maka oraz strzałem z bliskiej odległości bez jakiejkolwiek asysty obrońcy. Przy samym strzale nie popisał się również Wojciech Szczęsny. Na poniższej grafice widzimy moment, w którym Słowak mija Bereszyńskiego i Jóźwiaka, a także ogromną pustą przestrzeń w naszym polu karnym.
69’ Skriniar
Ach te stałe fragmenty. To właśnie ten element stanowi największą bolączkę polskiej kadry. Dlaczego Skriniar stał samotnie na jedenastym metrze? Niestety trudno odpowiedzieć na to pytanie. Polacy bronili strefą i w pierwszej chwili wydawało nam się, że przecięte dośrodkowanie nie powinno stanowić zagrożenia. Niestety, do piłki dopadł obrońca Interu Mediolan i świetnym uderzeniem pokonał Szczęsnego. Paulo Sousa na pomeczowej konferencji powiedział jednak, że do Skriniara, mimo krycia strefą, został przypisany jeden obrońca. Wobec tego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji niestety nie ma. Oglądając powtórki ciężko znaleźć tego jednego zawodnika, który miał odpowiadać za strzelca gola.
Niekonsekwencja Polaków
W grze naszych kadrowiczów w oczy rzucała się jeszcze jedna rzecz. Na początku każdej z połów Polacy potrafili wrzucić piąty bieg oraz zamknąć rywala na własnej połowie. Intensywny pressing, posiadanie piłki i spokojne kreowanie sytuacji. Wszystko wyglądało bardzo dobrze, lecz po 15 minutach ten pressing ustawał, a przeciwnicy zaczynali łapać oddech. Warto zwrócić na dwa punkty kulminacyjne całego spotkania. Pierwszy gol padł po 18 minutach, kiedy to nasi reprezentanci nieco zwolnili tempo gry. Podobnie sytuacja ma się w przypadku czerwonej kartki dla Grzegorza Krychowiaka. 17 minut po świetnym rozpoczęciu drugiej połowy Polacy jakby zwolnili, co poskutkowało fatalnym w skutkach zdarzeniem. Oczywiście, dla zachowania Krychowiaka nie ma żadnego usprawiedliwienia. Doświadczony pomocnik nie może wylecieć z boiska po dwóch tak idiotycznych faulach. Niemniej fakt, że dwa najgorsze momenty dla Polaków wydarzyły się akurat w takich, a nie innych minutach, może dać do myślenia.