Taktycznie: Żarło, żarło i zdechło

Taktycznie: Żarło, żarło i zdechło

fot.:

Wyjazdowa niemoc Śląska trwa w najlepsze. O ile w poprzednich spotkaniach z Wisłą Płock i Legią Warszawa przyczyn można było szukać w nieco minimalistycznym podejściu oraz po prostu słabej grze, tak występ w meczu z Lechią był już znacznie lepszy. Pokazał jednak również, że granie na obcych stadionach stanowi dla wrocławian rzeczywisty problem, którego rozwiązanie jest dla trenera i jego sztabu najzwyczajniej w świecie bardzo trudne do znalezienia. W dzisiejszym “taktycznie” przeanalizujemy ostatni występ w Gdańsku, postaramy się znaleźć przyczyny porażki oraz zastanowimy się nad tym, co można zmienić, aby kolejny wyjazd zakończyć zdobyczą punktową.



 

Na konferencjach prasowych trener Vitezslav Lavicka powtarzał jak mantrę, że celem Śląska na każde spotkanie jest walka o zwycięstwo przez 90 minut niezależnie od przeciwnika. Zdarzyły się w tym sezonie mecze, w których te słowa nie do końca znalazły odzwierciedlenie. W pamięci mamy przede wszystkim bezbarwne pojedynki w Szczecinie oraz Płocku. W Gdańsku gra wrocławian wyglądała jednak zupełnie inaczej. Słowa trenera znalazły swoje potwierdzenie na boisku, gdzie widzieliśmy ofensywny futbol i poprawę gry w porównaniu do poprzednich wyjazdów. Niestety mimo wyraźnych zmian Śląskowi czegoś zabrakło. Taki stan rzeczy może martwić, tym bardziej że sam sztab szkoleniowy ma problemy ze zdiagnozowaniem źródła problemu. Więcej na temat spostrzeżeń sztabu przeczytacie w przeprowadzonym niedawno wywiadzie z Pawłem Barylskim, do którego link znajdziecie TUTAJ.

Analizując występ Śląska w Gdańsku, powiemy sobie najpierw o pozytywach, jakie możemy wyciągnąć z tego spotkania, a następnie o elementach, które zawiodły i wymagają poprawy. 

Po wyjazdowym meczu z Lechią zawodnicy czuli frustrację. Pierwsze 45 minut w ich wykonaniu było dobre. Solidna gra w defensywie, zdobyty gol i zejście z prowadzeniem do przerwy mogło napawać pewnym optymizmem, lecz druga połowa całkowicie sprowadziła wrocławian na ziemię. Postanowiłem wyróżnić jednak dwa elementy, wokół których, moim zdaniem, można budować nadzieję na lepsze wyniki. 

Pierwszym z nich jest dobra dyspozycja duetu Praszelik - Piasecki. Ich współpraca dawała dużo na boisku. Najlepszym przykładem jest akcja poprzedzająca gola zdobytego przez Roberta Picha, kiedy to wymienili ze sobą dwa szybkie podania, po których Praszelik świetnie asystował słowackiemu skrzydłowemu. Warto też zwrócić uwagę na indywidualny występ każdego z nich. Praszelik jest jedynym zawodnikiem w szeregach Śląska, któremu udało się zanotować dwa kluczowe podania. Martwić może to, że poza młodym pomocnikiem, żaden z wrocławskich zawodników  takiego podania nie wykonał. Piasecki ma na swoim koncie za to najwięcej sprintów w szeregach Śląska, co świadczy o dużym zaangażowaniu w grę ofensywną, ale także w defensywę. Ciekawe jest również to, że to właśnie on wykonał najszybszy sprint na boisku w przeciągu całego spotkania.

Warto zwrócić uwagę na to, że Praszelik najczęściej pokazuje swój pełen potencjał właśnie w obecności Piaseckiego. Dlaczego? Fabian Piasecki jest zawodnikiem, który żyje z podań. Nie jest to typ napastnika, który będzie brał się za konstruowanie akcji, a raczej odegra piłkę na jeden kontakt i zacznie szukać sobie miejsca w polu karnym rywala. Taki styl grania stwarza dużo więcej wolnych przestrzeni przed linią szesnastego metra. Praszelik od początku sezonu pokazuje, że precyzyjne podanie i przegląd pola to jego największe atuty, a obecność Piaseckiego obok pozwala na ich eksponowanie. Więcej o tym, dlaczego akurat ta dwójka powinna razem częściej występować w pierwszej jedenastce, przeczytać możecie w jednej z poprzednich odsłon taktycznie.

Drugim pozytywem z piątkowego meczu jest całkiem dobra dyspozycja ławki rezerwowych. Świadczy o tym chociażby InStat Index, w którym wśród trzech najlepszych zawodników Śląska znalazło się dwóch rezerwowych. Bartłomiej Pawłowski zdobył fantastycznego gola z rzutu wolnego, ale moją uwagę przykuł występ Macieja Pałaszewskiego. Po wejściu na boisko był niezwykle aktywny, wygrywał dużo pojedynków oraz starał się brać na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie akcji. Sam Pałaszewski może być moim zdaniem kluczem do poprawy dyspozycji Śląska, lecz ten temat poruszymy w dalszej części tekstu. 

Co w takim razie zawiodło w spotkaniu z Lechią? Wszystkie stracone gole mają część wspólną. Każde z trzech trafień gdańszczan miało swój początek w bocznej strefie boiska i przy każdym z nich zabrakło zdecydowanego doskoku i przerwania akcji w jej zarodku. Oczywiście, przy pierwszym golu lepiej mógł zachować się Mark Tamas, a trzeci gol jest niejako dziełem przypadku, bo kluczowym momentem całej akcji było złe przyjęcie piłki Conrado, które paradoksalnie mu pomogło. Nie zmienia to jednak faktu, że każdą z tych sytuacji można było przerwać już w samym zarodku, a zawodnicy Lechii w bocznych strefach zbyt łatwo dostawali się do pola karnego Śląska.

Kolejnym problemem była dyspozycja linii pomocy. Poza Praszelikiem żaden z zawodników, którzy wyszli w pierwszej jedenastce, nie zagrał na swoim optymalnym poziomie. W oczy rzuca się przytoczona wcześniej statystyka, z której wynika, że poza Praszelikiem żaden z pomocników nie potrafił wypracować kolegom sytuacji bramkowej. W przypadku Krzysztofa Mączyńskiego i Waldemara Soboty można to jeszcze zaakceptować, bo ta dwójka miała zadania głównie defensywne, a ich pozycja na boisku również nie ułatwia kreowania zagrożenia pod bramką rywala, ale w przypadku skrzydłowych jest to niedopuszczalne. Strzelony przez Picha gol nic w tej materii nie zmienia. Oczywiście, należą mu się gratulacje za trafienie, ale gdyby nie błąd bramkarza, który nie był w stanie sparować uderzonej prosto w niego piłki, to mówilibyśmy jedynie o zmarnowanej stuprocentowej sytuacji. Słowak w przeciągu całego spotkania wygrał zaledwie 17% pojedynków, a liczba jego udanych dryblingów wynosiła okrągłe zero. Po drugiej stronie boiska wystąpił Marcel Zylla, który pod kątem statystyk wyglądał nieco lepiej, ale zapamiętamy go przede wszystkim z przestrzelonej sytuacji w 65 minucie, kiedy to uderzył niecelnie z okolic 13 metra, nie mając zupełnie żadnej asysty defensorów rywali. 

Kolejny raz Śląsk miał też problemy z zawiązaniem składnej akcji. Waldemar Sobota w drugiej połowie był zupełnie niewidoczny, co poskutkowało zmianą. W drugiej linii brakowało kogoś, kto zejdzie nieco niżej, aby wspomóc obrońców w rozegraniu piłki. Pomysł wrocławian na konstruowanie akcji ograniczał się do długich podań i walki o górne piłki na połowie przeciwnika. Problemem był też niski procent celności podań (zaledwie 75%). Ciężko zbudować składny atak, jeśli co czwarte podanie jest niecelne. 

W jaki więc sposób Śląsk może poprawić swoją grę? Moim zdaniem najważniejsze jest pozostanie przy duecie Praszelik - Piasecki. Ta dwójka pokazywała już w tym sezonie, że potrafi dobrze współpracować, a mecz z Lechią tylko to potwierdził. Poza tym forma Erika Exposito pozostawia aktualnie wiele do życzenia. Za komentarz jego występu po wejściu na boisko w Gdańsku niech posłuży garść statystyk. 20 minut, 29% wygranych pojedynków, 0 strzałów, 4 podania, 0 udanych dryblingów, 4 straty. 

Aby Praszelik z Piaseckim mogli pokazać swoje możliwości, potrzebny jest ktoś, kto dostarczy im piłkę. W tej roli widzę Pałaszewskiego, który kolejny już raz pokazuje, że jest gotowy do walki o miejsce w wyjściowej jedenastce. Abstrahując jednak od jego dobrej dyspozycji, jest to po prostu zawodnik, który oferuje coś innego niż grający na jego pozycji koledzy. Pałaszewski jest dobrym łącznikiem pomiędzy liniami obrony i pomocy. Jego obecność na boisku dałaby Śląskowi więcej opcji na konstruowanie ataków, a także ograniczyłaby liczbę posyłanych długich podań. 

Ważną kwestią jest też gra skrzydłowych. W taktyce, którą stosuje trener Lavicka, boczni pomocnicy mają bardzo dużo zadań defensywnych. Oczekuje się od nich pomocy w zakładaniu wysokiego pressingu, a także wspomagania bocznych obrońców, gdy przeciwnik przedostanie się bliżej pola karnego. Na skrzydłowych ciąży duża odpowiedzialność, o czym świadczą stracone w meczu z Lechią gole. Każda akcja bramkowa rozpoczynała przy ich udziale i przy każdej z tych akcji to właśnie skrzydłowi mieli możliwość jej przerwania. Warto zastanowić się, czy drobne odciążenie z zadań defensywnych  i danie im większej swobody w ataku, nie byłoby dobrym pomysłem. 

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.