Tamas: Nie doszło w ogóle do rozmów o pieniądzach (WYWIAD)

Tamas: Nie doszło w ogóle do rozmów o pieniądzach (WYWIAD)

fot.:

Mark Tamas był jednym z czterech piłkarzy, których Śląsk Wrocław oficjalnie pożegnał po ostatnim spotkaniu sezonu 2021/2022. Węgierski obrońca zielono-biało-czerwone barwy reprezentował przez 2,5 roku, zaliczył w tym czasie 52 występy. Dlaczego jego misja w Wojskowych dobiegła końca? Jak podsumowuje czas spędzony na Oporowskiej? Zapraszamy do lektury i wypowiedzi w komentarzach, jak będziecie Tamasa wspominać.



 

Co u ciebie? Tęsknisz za Wrocławiem?

Tak, brakuje mi tego miasta, bardzo dobrze się tam czułem, ale taka jest piłka, piłkarz musi być gotowy na takie zmiany.

Jesteś teraz na Węgrzech?

Tak, jestem w Budapeszcie razem ze swoją rodziną. Odpoczywałem przez tydzień, ale już zacząłem przygotowania, żeby być w formie. Trenuję z osobami, którzy przygotowują się do różnych sportów olimpijskich, więc to jest taki trening ogólnorozwojowy. Z piłką zacznę ćwiczyć w przyszłym tygodniu (czyli w tym – przyp.red.). Chcę być gotowy na kolejną podróż w mojej karierze.

To jest dla mnie trochę zaskoczenie, że już trenujesz, większość piłkarzy pewnie teraz wygrzewa się gdzieś na plaży.

Ja już odpocząłem od piłki, kiedy byłem przez 6 miesięcy kontuzjowany (śmiech). Dlatego mam teraz dużą ochotę na pracę. Na końcu sezonu poczułem, że znowu łapię formę, nie chcę tego stracić. W sumie robiłem tak zawsze w wakacje – przez tydzień odpoczywałem, a po tygodniu zaczynałem już się przygotowywać.

Z piłką zaczniesz dopiero trenować, bo masz ciągle jakieś problemy zdrowotne?

Nie, nie. Ja tak zawsze robię, zaczynam od innego treningu niż z piłką.

Twój kontrakt obowiązuje do końca czerwca – będziesz musiał jeszcze wrócić do klubu na treningi?

Myślę, że nie, ale jeszcze nie rozmawialiśmy o tym. Jeśli nie znajdę żadnego nowego klubu, będę trenował na Węgrzech. Mam też zgodę mojego były klubu Diosgyori VTK na gościnne treningi z nimi, więc do Wrocławia raczej nie wrócę.

W którym klubie cię zobaczymy w przyszłym sezonie?

Mam sporo ofert, ale zawsze powtarzam – dopóki nic nie jest podpisane, wszystko jest niepewne. Zainteresowanie jest z dwóch klubów z ekstraklasy, od klubów, które od dawna w niej występują, ale więcej zapytań mam z innych krajów. Na pewno nie wrócę do ligi węgierskiej – chcę jakiegoś większego wyzwania, ekstraklasa to wersja minimum.

Które to kluby i jakie kraje?

Nie chcę na razie zdradzać, bo jak coś powiem, to ten transfer później nie wypali (śmiech). Mogę tylko powiedzieć, że to kluby europejskie. Nie chcę wyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych i innych odległych miejsc.

Dlaczego nie zostałeś w Śląsku?

Zaczęliśmy rozmowy, które w pewnym momencie zostały zatrzymane, nic się nie działo. Czekaliśmy, czekaliśmy… Myślę, że wpływ na to miała niepewna sytuacja w klubie co do przyszłości. Ja do końca dawałem z siebie wszystko.

To była decyzja klubu, by nie przedłużać twojego kontraktu?

Tak, ja chciałem rozmawiać o nowej umowie, ale nie doszło do konkretów. Taka jest piłka. Nie czuję, żeby klub zrobił wobec mnie coś złego. Dostałem od Śląska nawet więcej, niż oczekiwałem. Byłem szczęśliwy we Wrocławiu. Niestety takie jest życie piłkarza.

Kiedy klub cię poinformował o swojej decyzji?

Przed ostatnim meczem.

W opinii publicznej krążyła informacja, że twoje oczekiwania finansowe do nowego kontraktu były za duże. Co ty na to?

Nie doszło w ogóle do rozmów o pieniądzach.

Dla mnie decyzja Śląska była zaskakująca, moim zdaniem byłeś jednym z najlepszych obrońców i powinieneś zostać. Transfer Daniela Gretarssona, który występuje na twojej pozycji, chyba był kluczowy…

Dla mnie to nie ma znaczenia, bo taka jest po prostu piłka, nie mam z tym żadnego problemu. Lepiej, że klub jasno się określił, niż powiedziałby „podpiszemy, podpiszemy”, a później się z tego wycofał.

Not loading? Click here
Powered by StrawPoll

Pogadajmy o piłce – lubisz żółty kolor?

Czemu pytasz?

Bo kolekcjonowałeś bardzo dużo żółtych kartek…

(śmiech) To prawda… Możesz sobie wyobrazić, że na Węgrzech byłem w gronie pięciu zawodników z największą liczbą napomnień. Taki mamy styl – kiedy jestem na boisku, daję z siebie wszystko, nie zastanawiam się nad kartkami. Chcę po prostu bronić jak najlepiej.

Wykluczenie w meczu przeciwko Cracovii była najdziwniejszą czerwoną kartką w twojej karierze?

Tak, to było szalone (śmiech). To była druga czerwona kartka w mojej karierze za przepychanki. Na powtórkach to wyglądało dziwnie, ale sytuacja nie była tak drastyczna, żeby zdyskwalifikować mnie aż na cztery mecze.

W Śląsku trenowali cię Vitezslav Lavicka, Jacek Magiera i Piotr Tworek. Który z nich był najlepszym szkoleniowcem?

Patrząc przez pryzmat wyników – Magiera. Dostaliśmy się do Ligi Konferencji Europy, na początku tego sezonu graliśmy naprawdę dobrze. Prawie dostaliśmy się do fazy grupowej – jeśli nie zagralibyśmy tego badziewnego meczu wyjazdowego z Hapoelem… Ale piłce nie istnieje „jeśli”. Podobał mi się styl, którego oczekiwał – żebyśmy dominowali, mieli piłkę, pressowali, grali ofensywnie. Niestety pojawiły się różne trudności i coś się skończyło. Generalnie od każdego z tych trenerów czegoś się nauczyłem. Uczyli nas różnych elementów.

Czy zwolnienie trenera Magiery było błędem?

Mieliśmy serię meczów bez zwycięstwa i to jest w piłce w pewnym sensie normalne, że zmienia się wtedy trenera. To była decyzja zarządu, my jako piłkarze możemy tylko starać się robić to, co trener nam każe.

Ale jeśli ty byś miał podjąć tę decyzję, jeśli byłbyś prezesem – co byś zrobił?

Myślę, że dałbym trenerowi jeszcze szansę. Ale mieliśmy wtedy naprawdę bardzo złą passą i rozumiem prezesa.

Powszechnie uważa się, że w ekstraklasie zbyt łatwo kluby podejmują decyzję o zwolnieniach trenerów.

Tak, też tak uważam. Teraz trener Tworek dopiero zaczął pracę, zrealizował zakładany cel i został zwolniony. Takie jest życie szkoleniowca, ale te zmiany zachodzą za szybko.

Trener Tworek jest dobrym szkoleniowcem?

Uważam, że to dobry człowiek. Trener był bardzo zżyty z zespołem, był blisko z drużyną i zawodnikami. Miał dobrą mentalność i określony sposób na budowanie zespołu. W Warcie w pewnym momencie osiągnął dużo. Tworek był odważny, bo przyszedł do zespołu, który prawie nie żył, który był na złej drodze, jego zadaniem było to zmienić. Do tego dochodziła ogromna presja o każdego dookoła… To była dla niego bardzo trudna sytuacja, ale uważam, że na treningach robił wszystko, żeby Śląsk się utrzymał i to się udało. Ale klub postanowił znowu wszystko przebudować i tworzyć od zera.

Powinien zostać?

Uważam, że powinien dostać szansę normalnego przygotowania drużyny do sezonu. Wtedy dopiero okazałoby się, co potrafi stworzyć.

Dlaczego Śląsk grał tak źle, czemu ostatecznie to był tak zły sezon?

To był mój pierwszy taki sezon, w którym przeżyłem absolutnie wszystko, co można przeżyć jako piłkarz – od szczytu, po prawie samo dno. Przez kilka miesięcy byłem kontuzjowany, nie byłem tak blisko z drużyną i trudno mi tak rzetelnie wszystko ocenić. Na początku sezonu graliśmy bardzo dobrze, dominowaliśmy w każdym spotkaniu. Wszystko zmieniło się po porażce 0:4 w Poznaniu, wtedy w drużynie coś pękło. Kiedy zaczyna się taka zła passa, trudno jest zejść z tej drogi, wrócić do wcześniejszej formy.

Za często traciliśmy gole w końcówkach meczów, czytałem o tym w waszym artykule. To znaczyło, że mieliśmy problemy z koncentracją, z mentalnością.

Straciliśmy Mateusza Praszelika, Erik Exposito był już w Chinach. Przez to trudno było odbudować naszą grę w ataku.

Później zmienił się trener, który miał inne oczekiwania, wdrożył inną taktykę, potrzebowaliśmy czasu, żeby się do tego zaadaptować.

No i presja, presja, presja… Niektórzy młodzi zawodnicy nie wytrzymują takiego nacisku. Ja w poprzednim klubie byłem w takiej samej sytuacji jak teraz w Śląsku, miałem doświadczenie w grze o utrzymanie.

Myślę, że ta drużyna mentalnie nie była gotowa na walkę o utrzymanie, ta sytuacja zawodników chyba mocno zaskoczyła i nie wiedzieli, jak sobie z tym poradzić.

Dla niektórych to była nowa sytuacja. Trzeba w takiej sytuacji myśleć pozytywnie, bo jeśli będziesz myślał, co się stanie, jak przegrasz… To masz problem. Trzeba być skupionym na zwycięstwie i na pozytywnych rzeczach. Pod koniec sezonu właśnie tak próbowaliśmy się motywować – na treningach biliśmy sobie brawo za dobre podanie, za dobry strzał. Próbowaliśmy zmienić swoją mentalność.

Byłeś w Śląsku przez 2,5 roku – jakie błędy w tym czasie zostały w klubie popełnione, że doszło do takiej sytuacji, że musieliśmy się bronić przed spadkiem do prawie ostatniego momentu.

Kiedy przychodziłem do Śląska, w kadrze mieliśmy doświadczonych piłkarzy i na każdej pozycji mieliśmy po 2-3 zawodników na daną pozycję. Walczyliśmy o miejsce w składzie jak oszaleli. Jeśli w tym sezonie mielibyśmy takich piłkarzy, walczylibyśmy o medal. Śląsk kilku piłkarzy sprzedał – Jakuba Łabojkę, Przemysława Płachetę, ostatnio Mateusza Praszelika. Odchodzili też inni. Ci, którzy ich zastępowali, powinni być tak samo dobrzy, a nawet lepsi, a tak nie było. Uważam, że mimo wszystko się rozwinęliśmy, stąd awans i dobra gra w europejskich pucharach. Teraz Śląsk chce przebudować drużynę, by była młodsza. To jest proces, która może potrwać, ale w kolejnym sezonie wyniki powinni być lepsze, bo Śląsk na to zasługuje.

Jak podsumowałbyś swój czas w Śląsku?

Jak powiedziałem ci kiedyś – przez pierwsze pół roku uczyłem się tej ligi. Później czułem się bardzo dobrze. Czułem też wsparcie od kibiców. Kiedy po ostatnim meczu dostałem pamiątkową koszulkę, moje social media „wybuchły”, nie byłem w stanie wszystkim odpisać. Uważam, że rozwinąłem się w Śląsku jako piłkarz i jako człowiek. To było moje pierwsze doświadczenie poza Węgrami. W szatni po ostatnim spotkaniu na pożegnanie powiedziałem, że nie potrafię teraz płakać, chcę się tylko uśmiechać, bo tak dobrze się tutaj czułem. Na zawsze będę kibicował Śląskowi.

Który moment wspominasz najlepiej?

Kiedy awansowaliśmy do Ligi Konferencji Europy. A najlepszy mecz, to kiedy wygraliśmy u siebie z Hapoelem Beer Szewa i z Legią Warszawa w tym sezonie.

O czym chciałbyś zapomnieć?

O kontuzji, która zabrała mi 6 miesięcy grania. No i o golu samobójczym przeciwko Lechii Gdańsk (śmiech). Słońce mnie wtedy zrobiło w ch… Teraz się z tego śmieję, ale wtedy zdecydowanie nie było zabawnie.

W imieniu swoim i chyba wielu kibiców – dziękuję za twoje dobre mecze.

Ja też dziękuję wszystkim fanom, którzy mnie wspierali. Granie dla Śląska była przyjemnością.

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.