Tarasiewicz: „Lepiej, żeby mnie ludzie uważali za chama niż za idiotę”

Konferencja prasowa po meczu Śląsk - Polonia była rekordowo długa. Licznie zgromadzeni dziennikarze zadali wiele pytań Jose Bakero oraz Ryszardowi Tarasiewiczowi. Zwłaszcza szkoleniowiec Śląska wykazał się cierpliwością, gdyż przy stole konferencyjnym spędził 25 minut. Wczoraj czytelnicy ŚląskNetu zapoznali się z głównymi wypowiedziami trenerów. Dziś zapraszamy do lektury dalszej części.


 

Pytania dziennikarzy do Jose Bakero:

Czy nie obawia się trener, że zostanie zwolniony po pierwszej porażce? Bo pracuje Pan w klubie, w którym czasami można być zwolnionym po pierwszym remisie.

Nie odpowiem na takie pytanie.

Polonia oddała jeden celny strzał na bramkę Śląska. To dla Pana dobry wynik?

Może Pan oglądał inny mecz. Straciliśmy tę bramkę, ale graliśmy ze Śląskiem wyrównany mecz. Mieliśmy nawet więcej okazji niż Śląsk. Musimy dalej pracować tak jak dotychczas.

Polonia wyszła na mecz w dresach. Jest to u nas niespotykane. To dlatego, że w Polsce jest zimno, a Pan pochodzi z południa Europy?

Pierwszy raz słyszę, że w Polsce jest to niespotykane. Zapytam o to piłkarzy.

To był dla Pana drugi mecz we Wrocławiu. Pierwszy miał miejsce 22 lata temu, gdy był Pan zawodnikiem Realu Sociedad. Który z tych pojedynków bardziej Pan zapamięta i dlaczego?

Są takie mecze, które pamiętam, ale to było tak dawno temu, że teraz się koncentruję na tym, co dzieje się dzisiaj.

Kiedy będą w Polonii pierwsze decyzje kadrowe i transfery?

W nadchodzącym tygodniu mamy spotkanie z prezesem. Będziemy rozmawiać o przyszłości. Przyjechałem tu oczywiście na cztery mecze, ale chciałbym dalej trenować Polonię Warszawa. Jest w tej drużynie kilka rzeczy do poprawienia, ale niektóre elementy wychodzą dobrze. Chcę tu dalej pracować.

Czy będzie chciał Pan sprowadzić zawodników z Hiszpanii?

Jeżeli zostanę w Polonii, to jest to niewykluczone.


Pytania dziennikarzy do Ryszarda Tarasiewicza:

Dlaczego Śląsk oddaje tak mało strzałów z dystansu, skoro jego trenerem jest Tarasiewicz. A jeśli już taki strzał się zdarzy, to jest słaby...

To prawda. I to nie pierwszy mecz, w którym tak się dzieje. Podobnie było w spotkaniu z Cracovią. Jest dużo nerwowości, szczególnie w pierwszej fazie. Za szybko oddajemy strzał, gdy przeciwnik jest blisko nas. Popełniamy też błędy techniczne, dlatego te strzały są słabe. Ogólnie też samych prób jest mało. Środek pola na 25. metrze jest zagęszczony i żeby oddać tutaj strzał trzeba wygrać pojedynek jeden na jeden. Wtedy robi się trochę miejsca i można uderzyć. To jest naszym problemem. Ja swoich zawodników znam i wiem, że potrafią uderzyć z dwudziestu kilku metrów.

Z tego wynika, że najwięcej uwag można mieć do Sebastiana Dudka, bo on te pojedynki jeden na jeden na szesnastym metrze wygrywał, ale się kręcił w kółko aż tracił piłkę.

Były takie momenty, gdy oderwał się od przeciwnika, ale szukał jeszcze podania otwierającego. Nie tylko on, ale u niego jest to najbardziej widoczne. Szuka piłki prostopadłej. Ja na to kładę duży nacisk, ale akurat nie w tej strefie. To nie chodzi o to, że on nie chce. Ale za takich zawodników, którzy się oderwą od przeciwnika i strzelają, płacimy nie 200 tysięcy Euro, a 20 milionów.

Spodziewał się Pan, że rywal zagra aż tak defensywnie?

Nie spodziewałem się. Jednak to nie pierwszy mecz z nami, w którym Polonia się nie wychyliła. Nawet w tym meczu, który przegraliśmy 0:4, do momentu strzelenia pierwszego gola za bardzo nie atakowali. Ja nigdy nie mówię piłkarzom na odprawie, żeby grali na zero z tyłu. Dla mnie taki przekaz jest sygnałem dla zawodników, że najpierw się bronimy, a później zobaczymy, co z tego wyniknie. My zawsze chcemy atakować. I jeśli ktoś mówi, że Śląsk się tylko bronił, to może to tak odbierać. Chcemy prowadzić grę i do tego dążymy. Oczywiście z zachowaniem proporcji, bo nie można robić partyzantki.

O mały włos, a sędziowie byliby dziś antybohaterami...

Janek mi mówił, że był karny, bo wyprzedził Mynara i ten go z tyłu zahaczył.

Na Madeju był ewidentny karny...

Nie widziałem, ale tak mi mówili. Reagowałem na tę pierwszą sytuację z Gancarczykiem, bo widziałem to z daleka. Jeśli chodzi o Madeja, to byłem zasłonięty. Popatrzyłem tylko na sędziego i on nie pokazał zdecydowanie ręką na rzut karny, ale zrobił taki ruch... i tak chyba sobie myślał: a może podniosę, a może nie podniosę...Popatrzył się na bocznego, ten odwrócił się do niego plecami i rzucił chorągiewką... Nie, żartuję. Ale tak to wyglądało, że nikt nie chciał podjąć decyzji. I co to teraz będzie jak mnie złapią w Canale +?

Według Pana to bardziej boczny nie chciał podjąć decyzji czy główny?

Nie wiem. Jeden i drugi pajacyka robił. Brak zdecydowania. Może jakby byli ustawieni sędziowie za bramkami, to rozstrzygaliby w takich sytuacjach. Można popełnić błąd, ale jestem ciekaw, czy oni się do tego przyznają i oglądają oraz analizują np. dwa razy w tygodniu ten mecz, który prowadzili. Tak jak to robią piłkarze.

Niektórzy się przyznają.

Niektórzy tak. Przysyłali nawet listy z przeprosinami do klubu.

A zauważył Pan, że sędziowie najczęściej tracą oczy w meczach z tym rywalem?

Nigdy nad tym nie myślałem. Sędzia bywa zasłonięty, gąszcz nóg, jest spóźniony. Chociaż nie powinien być, bo ma test Coopera. Sędzia ma być wydolny i biegać za akcją. Niech tak się ustawia, żeby nie być zasłoniętym. Jeżeli ja widzę rękę Mynara w 90. minucie (Śląsk – Polonia 0:1 wiosną 2009 – przyp. red.) stojąc 60 metrów od akcji, a sędzia tego nie widzi, to czym my mówimy...Lepiej, żeby mnie ludzie uważali za chama niż za idiotę. Zawsze tak uważałem.

Czy czuje się Pan w jakimś sensie winnym obecnej kadrowej sytuacji Śląska? Czy Pana zasady nie powinny ulec mniejszej radykalizacji? Jeśli nie znajdzie Pan tych super piłkarzy, a sytuacja kadrowa będzie np. za rok jeszcze gorsza...

...to zostaniemy tak, jak jesteśmy. Nie będzie ktoś przychodził do Śląska, by mieć płynność finansową i dostawać co miesiąc pieniądze.

Dudek zastąpił dziś Łukasiewicza.

Wiadomo, że Dudi jest bardzo kreatywnym zawodnikiem, i uważałem, że powinniśmy dostać większego „powera” ofensywnego. O to tylko mi chodziło. Antoni nie dysponuje takim podaniem jak Sebastian Dudek. Z Antkiem, a przy co najwyżej poprawnej dyspozycji Janka zostałby nam tylko Madejowy i Milowy. A Tomek, to wiemy jakie ma atuty, prawda?

Miał Pan przeczucie, że Antek będzie bohaterem?

Nie. Chciałem go w końcówce, bo wiedziałem, że stałe fragmenty gry będą jeszcze. Szybsza zmiana była też spowodowana urazem Amira, ale Antek i tak miał wejść. Bardziej poważny uraz ma Mario Pawelec. Niesympatyczna dla faceta kontuzja. Został nadepnięty i akurat w tym miejscu ma dwie dziury. Jeszcze Mario nie ma potomka, ale żona jest w ciąży, więc nie powinno być problemu.

Piłkarze teraz wyjeżdżają na urlopy i wracają do treningów 12 stycznia. Do tego czasu okaże się, czy sprowadzi Pan kogoś z Ameryki?

Jednego nam zabrali, bo podpisał kontrakt z Anderlechtem. Drugi i trzeci są do złamania, ale trochę dużo pieniążków chcą zarabiać.

A kiedy zostaną przedłużone kontrakty z tymi piłkarzami, którzy jeszcze tego nie zrobili?

Wspomniałem tylko o Janku Gancarczyku, choć nie rozwijałem tego. Ale nie ze względu na postawę. Z innymi zawodnikami nie ma problemu. Myślę, że przed Świętami nawet przedłużą te kontrakty. Porozumieliśmy się, co do warunków. Z Markiem też dojdziemy do porozumienia. Pozostaje tylko Janek.

Skończył się koszmar porażek z Polonią. Śni się Panu czasami, że pracuje w klubie, którego prezesem jest Drzymała?

Nie, to nie w moim stylu ani nie w moim charakterze. Wiem, że jest jeden człowiek w Polonii, nie wiem czy był na ławce, który....Dobrze, że wygraliśmy, tak bym powiedział. Ja nigdy nie miałem pretensji do Pana Drzymały. Byłem na meczu młodzieżówki, gdzie się z nim nawet spotkałem i porozmawiałem. Drzymała nikomu na siłę rąk nie wykręcał, żeby coś podpisać. Szlag mnie tylko trafiał, bo w meczach wcześniejszych z Polonią zasługiwaliśmy na lepsze rezultaty, a ich nie osiągaliśmy. Wygraliśmy dzisiaj taką „chcicą” na zwycięstwo. Szliśmy cały czas jak walec i chcieliśmy wygrać. Udało się. A co do sędziów... Musi gwizdać. Nie ważne, że to jest 90 minuta. Ręka specjalna czy nie. Ktoś dośrodkowuje, a obrońca wystawia rękę i mówi, że nie chciał. A przecież ta wrzutka mogła do kogoś dojść i mogła być bramka. Trzeba to uregulować tak jak we Francji, gdzie każda ręka w polu karnym jest gwizdana.


Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.