''Ten kłopot będzie się utrzymywał'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Mateusz Porzucek
Śląsk Wrocław w wielkanocnej, 29. kolejce ekstraklasy podejmie Wisłę Kraków. O efektownym przełamaniu z poprzedniego weekendu, pracy Jerzego Brzęczka i przyszłości w razie spadku rozmawiamy z Krzysztofem Kawą, szefem działu sportowego "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej".
Gdyby kibiców Wisły Kraków przed poprzednią kolejką zapytać o wymarzone okoliczności przełamania, perspektywa efektownej wygranej 4:1 z Górnikiem Zabrze brzmiałaby chyba całkiem atrakcyjnie.
Z pewnością, bo stało się to po wielkich trudach, wbrew temu co pokazuje sam wynik, to nie było łatwe zwycięstwo. Górnik postawił się Wiśle, tak jak tydzień wcześniej również przy Reymonta Piast, tyle że gliwiczanie byli bardziej konsekwentni i zagrali mądrzej, co przyniosło im remis 2:2. Zabrzanie pod koniec spotkania przeciwko Białej Gwieździe trochę złożył broń, ale różnicy w grze na pewno nie było takiej, jak widzimy w rezultacie. Na pewno przełamanie, bo Wisła Kraków była jedynym zespołem bez kompletu punktów w 2022 roku (z poprzedniego zwycięstwa cieszyła się 17 grudnia dzięki 3:0 z Bruk-Betem).
Tych czterech bramek prędzej spodziewalibyśmy się właśnie w tym wcześniejszym spotkaniu z Piastem, bo sytuacji dla gospodarzy było mnóstwo – po dwa słupki oraz poprzeczki. Można powiedzieć, że problemem Wisły nie było stwarzanie sytuacji, tylko skuteczność i ona eksplodowała w starciu z zabrzanami?
W pewnym sensie tak, chociaż wstrzymałbym się z mówieniem o eksplozji, bo choćby Nikola Kuveljić prosto w okienko trafia raz na cztery lata, teraz mu się udało i tylko w takich kategoriach należy to rozpatrywać. Trudno mówić, tak jak kibice lubią, że worek z bramkami się rozwiązał i ich teraz będzie padać dużo, tak na pewno nie będzie. Myślę, że kłopot ze skutecznością w Wiśle Kraków będzie się utrzymywał. Wracam do debiutu Jerzego Brzęczka przeciwko Górnikowi Łęczna (0:0) pod koniec lutego, kiedy jego zespół miał naprawdę bardzo dużą przewagę i też nie potrafił tego udokumentować. Kilka dni później był też zupełnie przyzwoity mecz z Legią w Warszawie, można było sobie już dopisywać remis, a skończyło się porażką 1:2 po rzucie wolnym w doliczonym czasie. Z Lechem w Krakowie tak samo (1:1), wyrównanie Antonio Milicia praktycznie w ostatniej akcji, więc to nie był pierwszy dobry mecz, ale najłatwiej jednak zawsze jest zacząć od ustawienia drużyny w defensywie. To akurat trenerowi Brzęczkowi bardzo szybko się udało, bo choć Wisła nadal traciła gole, to już nie hurtowo i remisami zaczęła ciułać potrzebne punkciki. Co dziś różni Śląsk od Białej Gwiazdy w tabeli? Wyłącznie trzy remisy, nie liczba zwycięstw.
Kiedy po nieudanym starcie rundy wiosennej Wisła Kraków zdecydowała się na zatrudnienie byłego selekcjonera reprezentacji Polski, pewnie nie tylko ja podświadomie skreśliłem ją z grona kandydatów do spadku. Można mówić o zaskoczeniu, że ten zespół nie złapał żadnej dobrej serii, a Brzęczek na pierwsze zwycięstwo musiał czekać prawie dwa miesiące od debiutu?
Po pierwszych meczach następcy Adriana Guli przy Reymonta faktycznie mówiło się, że nowa miotła nie zadziałała, ale ja nie cierpię takiego stawiania sprawy. Jeżeli ktoś mówi o trenerze, że jest cudotwórcą, to znaczy, że tak naprawdę jest słabym trenerem i bazuje tylko na jakiejś psychologii i zmianie mentalności w szatni. Natomiast Jerzy Brzęczek jest po prostu bardzo dobrym fachowcem, a także warsztatowcem, czyli kimś takim, kto wszystko wykonuje krok po kroku i pewne elementy układa z długofalową perspektywą. Dokładnie to się teraz dzieje w Wiśle Kraków. Może tego efektu wow po przyjściu byłego selekcjonera nie było, natomiast ja od początku widziałem na boisku efekt ręki człowieka, który potrafi coś więcej niż inni. Trzeba też zwrócić uwagę, że ekipa z Reymonta miała bardzo źle przeprowadzony zimowy okres przygotowawczy.
To pokutuje, tego nie da się nadrobić z dnia na dzień i tutaj kluczową postacią, o której w ogóle nie mówi się w mediach jest Leszek Dyja, czyli pracujący już w Wiśle Kraków za czasów Artura Skowronka świetny trener przygotowania fizycznego. Jego powrót sprawił, że rozpoczęła się odbudowa wartości motorycznych, pierwsze wyniki piłkarzy po przyjściu nowego sztabu były fatalne, natomiast całe szczęście dla tego zespołu, że po zimowych przygotowaniach nie był przetrenowany, tylko niedotrenowany. Jeżeli byliby przetrenowani, to przez sześć tygodni praktycznie nic nie dałoby się zrobić, natomiast jako że Wiśle brakowało mocnych zajęć, Dyja szybko wziął zespół w obroty i początkowo były nawet dwa treningi dziennie, czego przecież nie robi się w sezonie. Z tego brało się to, że krakowianie byli nieskuteczni, mieli ciężkie nogi, nie dopisywało im czucie piłki, a teraz, już po kilku tygodniach, wyglądają zupełnie inaczej na boisku niż za trenera Guli i po prostu czują się pewniej, czego efektem jest jakość. To cała tajemnica, teraz zaczynają grać to, co powinni od pierwszego meczu po zimowych przygotowaniach.
Wisła Kraków do nowej rundy przystąpiła też poważnie osłabiona po tym, jak sprzedani zostali Yaw Yeboah i Aschraf El Mahdioui. Ten pierwszy do dziś jest zresztą… najlepszym strzelcem zespołu.
Nie ulega wątpliwości, że polityka transferowa byłego już dyrektora sportowego Tomasza Pasiecznego i wejście trenera Brzęczka miało bardzo istotne znaczenie. Spotkały się dwie różne wizje, a efektem tego było właśnie rozstanie się z Pasiecznym niespełna miesiąc po zatrudnieniu nowego szkoleniowca. Jedynym władcą pionu sportowego jest teraz Jerzy Brzęczek i póki on jest Wisła nie będzie zatrudniała żadnego dyrektora. Przy Reymonta postawili na zupełnie inny model niż dotychczasowy, a życie pokaże, czy to okaże się skuteczniejsze. Natomiast ja też nie przesadzałbym z opiniami, że ten okres, kiedy Pasieczny sprowadzał piłkarzy był zupełnie nieudany, bo takie głosy też się pojawiają. Tak nie jest, bo właśnie wielu z tych zawodników tak wysoko wygrało mecz poprzedniej kolejki z Górnikiem Zabrze, chociaż to jest oczywiście absurd, że w jednym okienku zostało sprowadzonych dwudziestu nowych piłkarzy. Nie można zimowym okresem transferowym poprawiać letniego, chociaż nie tylko poprawiać, bo po pierwszej części sezonu odeszli właśnie Yeboah i El Mahdioui, czyli najlepsi piłkarze, o czym już wszyscy zapominają. Wisła zagrała bardzo ryzykownie, a teraz za to płaci, bo do końca będzie niepewna swojego losu w ekstraklasie. To jednak wynika też z sytuacji finansowej klubu, ona oczywiście nie jest tak dobra, by móc pozwolić sobie na odrzucanie ofert na poziomie miliona czy dwóch milionów euro.
W mijającym tygodniu sporo emocji wzbudził briefing prasowy prezesa klubu Dawida Błaszczykowskiego, który zadeklarował, że nawet w razie spadku trenerem ma pozostać Jerzy Brzęczek, a z klubu nie odejdą sponsorzy. To sposób zdejmowania presji z zespołu czy jednak uznanie, że walka o utrzymanie naprawdę może skończyć się niepowodzeniem?
Myślę, że to jest sygnał dla kibiców, szczególnie tych udzielających się na Twitterze, bo tam praktycznie cały czas buzuje. Pamiętajmy też, że kiedy Wisła na początku 2019 roku ratowała się przed upadkiem, „wpuściła” swoich sympatyków do klubu poprzez sprzedaż akcji, więc jej sytuacja też jest inna niż wszystkich pozostałych klubów. To jest kilkutysięczna rzesza ludzi, która oczywiście w głosowaniu zarządu nie ma realnego wpływu na to co się dzieje, ale każdy z tych kibiców czuje się właścicielem Białej Gwiazdy, bo de facto tak właśnie jest. To jest pewna cena, którą Wisła Kraków teraz płaci za to, że kiedyś pozyskała tych kilka milionów złotych i mogła przetrwać. Nie do końca wiem, czy to jest dobry pomysł, żeby już teraz mówić, co będzie, jeśli zdarzy się spadek. Część piłkarzy, szczególnie obcokrajowców, których przy Reymonta nie brakuje, może odczytać to w sposób: „Skoro już nawet w klubie o tym mówią, to wszystko jedno, w gruncie rzeczy nic się nie stanie”. Nie sądzę, że sprawy pójdą jednak aż tak bardzo w tym kierunku, sądzę, że bardziej chodziło o uspokojenie nastrojów. Zostaną właściciele, sponsorzy, wedle zapowiedzi prezesa Błaszczykowskiego także trener Brzęczek, więc jest sygnał dla kibiców, że klub się nie rozpadnie, albo będzie w I lidze przez kolejnych kilka lat. To od razu miałaby być pełna mobilizacja, żeby szybko wrócić do ekstraklasy.