''To nie jest kandydat do spadku'' (OPINIA EKSPERTA)

''To nie jest kandydat do spadku'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

W niedzielnym meczu 23. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmie Zagłębie Lubin. O przełamaniu z poprzedniego weekendu, powrocie Piotra Stokowca i walce o utrzymanie rozmawiamy ze Zbigniewem Jakubowskim, dziennikarzem portalu e-legnickie.pl.



 

Zagłębie przyjeżdża do Wrocławia po wygranej 3:1 z Wisłą Płock w meczu, który trzeba było wygrać, by sytuacja w tabeli nie stała się już naprawdę dramatyczna. Przełamanie na dobre?

Wygrana po dwóch porażkach na początku rundy wiosennej (1:3 z Legią i 1:2 z Pogonią – przyp. red.) na pewno było potrzebna, ale umówmy się, że stanowiło pokłosie słabej dyspozycji rywala. Wisła Płock to był idealny przeciwnik na przełamanie i tak się stało. Myślę, że trener Piotr Stokowiec po tym meczu jest w stanie wyciągnąć przynajmniej jeden podstawowy wniosek – Zagłębie po raz kolejny szybko straciło bramkę jako pierwsze. Natomiast na szczęście poziom płocczan był taki, że Miedziowi potrafili odpowiednio zareagować i odrobili te straty doprowadzając do zwycięstwa. Mecz, który można określić mianem przełamania oraz początkiem marszu w górę tabeli? Byłbym ostrożny z formułowaniem takich tez.

Mówi pan o szybko traconych bramkach, a ja bym podkreślił też ich łączną liczbę. Zagłębie w tym sezonie dało sobie wbić już 42 gole, wyraźnie więcej nawet od słabiutkich drużyn ze strefy spadkowej, jak Bruk-Bet Termalica Nieciecza czy Legia Warszawa.

I to niestety nie wystawia zbyt dobrej recenzji obronie. Jesienią można było mieć jeszcze alibi w postaci takich zawodników grających w linii defensywy, jak Lorenco Simić, Aleksandar Pantić, Ian Soler czy nawet Kamil Kruk, który tą słabszą pierwszą rundą dorównywał poziomem do wymienionego wcześniej tercetu. Brak asekuracji, takie naprawdę szkolne błędy, ale teraz jednak tych trzech obcokrajowców nie ma już w klubie, Kruk jest kontuzjowany, a te pomyłki nadal się powtarzają. I nie mówię tylko o tym ostatnim meczu przeciwko Wiśle Płock, ale również dwóch wcześniejszych w 2022 roku. Co gorsza, z tych sześciu straconych bramek tej wiosny spokojnie cztery mogą obciążać konto Bartosza Kopacza, który wrócił do Zagłębia, został kupiony za milion złotych z Lechii Gdańsk i otrzymał też spory kredyt zaufania, bo wbrew zwyczajom przyjętym w szatni to nie drużyna wybrała go na kapitana, tylko Stokowiec, który wcześniej już z nim współpracował. I ten zawodnik, który miał być ostoją, zawala niespodziewanie często. A to, że jak wspomniałem często dzieje się to w pierwszych 15 – 20 minutach wynika może z jakiegoś braku koncentracji, może niefrasobliwości. Jakieś wnioski trzeba z tego wyciągać, bo z Wisłą Płock drużyna jeszcze zdołała się odbudować, ale trzeba brać poprawkę na skalę wyzwania. Każdy inny mecz, z każdym bardziej zdeterminowanym przeciwnikiem może sprawić, że nie będzie możliwości takiej reakcji.

Przeciwko Nafciarzom nawet w meczowej kadrze zabrakło Dominika Hładuna, który zagrał wcześniej we wszystkich ligowych meczach Zagłębia w tym sezonie. Jak pan ocenia taki sposób trenera Stokowca na opanowanie problemów z defensywą?

Kacper Bieszczad bardzo dobre recenzje zbierał już podczas zgrupowania lubinian w Turcji. Miałem informacje, że zagra już nawet w tym pierwszym wiosennym meczu przeciwko Legii, bo jest po prostu lepszy, ale wydaje mi się, że Stokowcowi włączył się hamulec, że wychodzenie z 19-latkiem w bramce na Legię to jednak zbyt duże ryzyko. W przypadku Hładuna kluczowym elementem jest to, że on już po prostu podjął decyzję o nieprzedłużaniu wygasającego 30 czerwca kontraktu z Zagłębiem. Trwa poszukiwanie rozwiązań i Bieszczad jest dobrym rozwiązaniem, natomiast tej zmiany nie wiązałbym z porażkami w pierwszych meczach tego roku. Hładun w tych sytuacjach generalnie nie za wiele miał do powiedzenia.

Jak wygląda sytuacja Filipa Starzyńskiego, który w końcówce rundy jesiennej doznał kontuzji kolana i mówiło się wtedy, że czeka go sześć – osiem tygodni przerwy? Z wypożyczenia do Stali awaryjnie zawrócony został Koki Hinokio i przeciwko Wiśle Płock dał chyba sporo jakości.

Trener Stokowiec bardzo liczył na Starzyńskiego, natomiast ten zawodnik, jakby to ująć dyplomatycznie, ma totalną zapaść fizyczną. Ciężko powiedzieć z czego to wynika, natomiast ten występ wspomnianego Hinokio w poprzedniej kolejce to było jedno z przyjemniejszych zaskoczeń, które można było przeżyć. Japończyk nie jest typowym rozgrywającym, ale idealnie oddaje koncepcję tego, co szkoleniowiec Zagłębia chciałby grać. Starzyński owszem potrafi świetnie wykonywać stałe fragmenty gry czy błysnąć bardzo dokładnym, długim podaniem, ale do tego musi być w idealnej wręcz formie fizycznej. Jeżeli Stokowiec widzi, że nie jest i go nie wystawia, to na siłę nie pchałbym go do tego składu, nawet w przypadku meczu derbowego. Nie ryzykowałbym tym bardziej, że po kartkowych pauzach wracają Łukasz Poręba oraz Jakub Żubrowski, więc o ile możemy ciągle dyskutować co z tą grą defensywną, tak mecz z Wisłą Płock tchnął we mnie duży optymizm, jeżeli chodzi o linię pomocy.

W poprzedniej kolejce gola i asystę zanotował też 21-letni Łukasz Łakomy, wskoczył w miejsce Poręby w sposób chyba nadspodziewany dobry.

Łakomy jesienią miał przebłyski, jednak trudno błyszczeć tak na sto procent, jeżeli się dostaje 5 minut w meczu. Po powrocie Stokowca zmieniła się jednak koncepcja konstruowania tej drużyny – jeśli jesteś dobry na treningu, to dostajesz szansę i grasz. W obronie szkoleniowiec Zagłębia większego pola manewru nie ma, jednak w pomocy nawet pamiętając o nieobecnościach Starzyńskiego czy Jewgenija Baszkirowa, pewien kłopot bogactwa występuje. I to się fajnie zazębia. Jesienią byłem już bardzo dużym zwolennikiem Erika Daniela, Patryka Szysza ciągle stać też przecież na dobre występy, w środku jest ten Hinokio, co do którego mogę sobie tylko życzyć, by co tydzień wyglądał tak, jak z Wisłą Płock. Żubrowski, Poręba, może dołączyć Łakomy, opiekun lubinian może tutaj kombinować na przeróżne sposoby.

Jak ten sezon może skończyć się dla Zagłębia? Biorąc pod uwagę ligową renomę trenera Stokowca, po jego powrocie chyba większość kibiców podświadomie skreśliła ten klub z grona kandydatów do spadku, tak powinniśmy patrzeć na niedzielnego rywala Śląska?

Bez względu na to, czy na ławce siedzi Stokowiec, czy ktoś inny, ja nie stawiałem Zagłębia w gronie kandydatów do opuszczenia ekstraklasy. Tam jest po prostu zbyt duży potencjał kadrowy na rozpaczliwą walkę o utrzymanie i to nawet biorąc pod uwagę, że poprzedni prezes Artur Jankowski zawalił wiele spraw, choćby przedłużenie umów ze sporym gronem piłkarzy, którzy teraz praktycznie już wiedzą, że odejdą po sezonie za darmo. Dokonano ciekawych transferów – obrońcy Kopacz i Aleks Ławniczak z Warty Poznań, czeski napastnik Martin Doleżal, ale też czarnogórski pomocnik Aleksandar Scekić sprowadzony z Partizana Belgrad.

On się wpisuje w to, co powiedział Stokowiec na pierwszej konferencji po powrocie do Lubina, czyli „chcę, żebyśmy grali jak w czasach dwumeczu z Partizanem”. Że nieraz jest tak, że umiejętności piłkarskich brakuje, ale są wola walki, ambicja, gryzienie trawy. W Lubinie, ale nie tylko, również w okolicy, jeżeli kibice coś wspominają, to właśnie tamtą pamiętną rywalizację z Serbami w kwalifikacjach Ligi Europy z lipca 2016 roku (dwa razy 0:0 i awans Zagłębia po karnych – przyp. red.). Mówią, że to był ostatni raz, kiedy widzieli takich Miedziowych, jakich chcieliby oglądać co kolejkę. Myślę, że Stokowiec właśnie do tego będzie dążył. Bardzo ważne, by Zagłębie szybko zgromadziło taką liczbę punktów, która pozwoli powiedzieć, że jest już spokojne o utrzymanie i by jednak dawać szansę tej młodzieży, bo jest tam cała gromadka fajnych chłopaków, choćby urodzony we Wrocławiu Tomasz Pieńko z rocznika 2004, w mojej opinii nowy Bartosz Białek. To na takich zawodnikach Zagłębie będzie się opierało w kolejnych sezonach.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.