Trałka wyręczył napastników i po raz trzeci trafił do siatki

Przed meczem z Polonią wrocławianie mogli obawiać się szczególnie Filipa Ivanowskiego. W meczu w Warszawie napastnik trzykrotnie zmusił Wojciecha Kaczmarka do kapitulacji. Okazało się jednak, że piłkarz ten nie załapał się nawet na ławkę rezerwowych. Do Wrocławia przyjechało pojechało dziewiętnastu zawodników i przed spotkaniem trener Bogusław Kaczmarek uznał, że to właśnie Ivanowski obejrzy mecz z trybun. Jego miejsce w składzie zajął Daniel Gołębiewski, który ku zdziwieniu wielu został przez trenera Kaczmarka ustawiony jako jedyny wysunięty napastnik. Utalentowany zawodnik z pewnością miło wspomina grę na stadionie przy ul. Oporowskiej, bowiem w jesiennym meczu Młodej Ekstraklasy poprowadził "Czarne Koszule" do zwycięstwa 4:2, a sam zdobył dwa gole. Tym razem to jednak Łukasz Trałka zapewnił swojej drużynie zwycięstwo. Co ciekawe piłkarz ten regularnie ostatnio trafia do siatki w meczach ze Śląskiem. Niespełna 25-letni pomocnik po raz czwarty zagrał przeciwko WKS-owi. Wszystkie te mecze rozegrano we Wrocławiu, a Trałka zdobył w nich 3 gole, w tym samobója! Tylko w pierwszym występie (na Stadionie Olimpijskim) nie wpisał się na listę strzelców. Wychowanek Uczniowskiego Klubu Sportowego Ropczyce, a następnie gracz Błękitnych Ropczyce i Igloopolu Dębica w 2002 r. trafił do klubu Antoniego Ptaka i występował w Piotrcovii oraz „Pogoni” Szczecin. Stamtąd wiosną 2006 r. został wypożyczony do Widzewa Łódź i z tą drużyną zagrał we Wrocławiu w szlagierze II ligi. Śląsk wygrał 1:0, a Trałka został zmieniony w 77 minucie.
Piłkarz wrócił do Szczecina, by niemal co rundę zmieniać otoczenie. W ten sposób zaliczył KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i ŁKS Łódź, aż w końcu wylądował w Lechii Gdańsk. „Biało-zielonym” pomógł w awansie do Ekstraklasy, a w trzy dni po zapewnieniu sobie promocji gdańszczanie wizytowali Wrocław w ramach przedostatniej kolejki spotkań. Tym razem Trałka mógł posmakować murawy stadionu przy ul. Oporowskiej i w ostatniej minucie pojedynku przypieczętował zwycięstwo... rywali (2:0), pokonując Pawła Kapsę.
Okazję do rehabilitacji otrzymał już na inaugurację kolejnego sezonu, kiedy to doprowadził do remisu ustalając rezultat na 1:1 w pierwszym od ponad 20 lat ekstraklasowym boju WKS-u i Lechii. Zimą przeszedł do „Polonii” Warszawa, dzięki czemu mógł trzeci raz w ciągu 10 miesięcy wystąpić na naszym stadionie. I po raz trzeci zdobył gola! Ta bramka dała jego zespołowi komplet punktów. Postęp jest więc widoczny: porażka, remis, zwycięstwo.
Poprzednim piłkarzem, który strzelał zarówno gole wrocławianom, jak i samobóje dla Śląska był Rafał Pawlak (1993-1996). Co ciekawe, pomiędzy tymi trafieniami reprezentował on barwy wrocławskiego zespołu.