TRANSFERY: Czy Śląsk potrafi na nich zarobić?
fot.: slaskwroclaw.pl
Tanio kupić, drogo sprzedać. O ile z pierwszym Śląsk nie miewa problemów, to drugie często szwankuje. Tabuny piłkarzy odeszły w minionych latach ze Śląska za darmo, czy ostatnie miesiące wskazują na odwrócenie tego trendu?
O tym, jak beznadziejnym sprzedawcą był Śląsk Wrocław na rynku transferowym najlepiej świadczy fakt, że jeszcze do 2013 roku rekordową sprzedażą dla WKS-u był transfer liczony w niemieckich markach. 2001 rok i sprzedaż Piotra Włodarczyka za 1,1 miliona w ówczesnej niemieckiej walucie do dziś widnieje w klasyfikacjach najdrożej sprzedanych piłkarzy.
TOP 5 najdrożej sprzedanych ze Śląska piłkarzy:
1. PRZEMYSŁAW PŁACHETA ->
Norwich (3 miliony euro), 2020 rok
2. WALDEMAR SOBOTA ->
Club Brugge (1 milion euro), 2013 rok
3. JAKUB ŁABOJKO ->
Brescia (600 tysięcy euro), 2020 rok
4. PIOTR WŁODARCZYK ->
AJ Auxerre (ok. 2 miliony złotych), 2001 rok
5. SEBASTIAN MILA ->
Lechia Gdańsk (370 tysięcy euro), 2015 rok
Wieloletni rekord Piotra Włodarczyka pobił dopiero w 2013 roku transfer Waldemara Soboty do Club Brugge za około milion euro. Wcześniej, gotówkowych transferów piłkarzy ze Śląska po powrocie do ekstraklasy w 2008 roku praktycznie nie było. Do Legii poszedł Krzysztof Ostrowski, a do Polonii Janusz Gancarczyk, ale nie były to duże kwoty. Kadra mistrzowska z sezonu 11/12 również rozeszła się za pół darmo, za wyjątkiem wymienionych powyżej Soboty i Mili.
Przed sezonem 15/16 sprzedani zostali Pich i Flavio Paixao kolejno za 300 i 100 tysięcy euro. Były to pieniądze, które na kolana nie powalały, jeśli mówimy o kluczowych wtedy zawodnikach w zespole. Bardzo podobne, jeśli nie nawet bardziej dosadne słowa, można napisać o sprzedaży Rioty Morioki po sezonie 17/18. 300 tysięcy euro, jakie Śląsk otrzymał za Japończyka od Waasland-Beveren to kwota jak na standardy Śląska wysoka, ale jak na potencjał sprzedażowy tego zawodnika – śmiesznie niska.
W zestawieniu z tak marną historią wyniki Dariusza Sztylki prezentują się przyzwoicie. Sprzedaż Piaseckiego do Rakowa była siódmym transferem gotówkowym z klubu od czasu, gdy Sztylka jest dyrektorem sportowym Śląska. Klub otrzymywał pieniądze za: Koseckiego, Słowika, Cholewiaka, Płachetę, Łabojko, Makowskiego i Piaseckiego. Według „transfermarkt” na tych siedmiu transferach WKS zarobił 4,5 miliona euro, podczas gdy kwota wydana na wymienionych zawodników to 240 tysięcy euro. Pamiętajmy jeszcze o Praszeliku, który w styczniu został wypożyczony na rok do Werony, po czym Włosi są zobowiązani wykupić tego zawodnika za 2 miliony euro.
Odpowiadając na pytanie postawione w tytule – tak, Śląsk co raz częściej potrafi zarobić na transferach. Jak to jednak w Śląsku – nie może być zbyt kolorowo. Z jednej strony dyrektor sportowy „przynosi” do klubu pieniądze z przemyślanych transferów, z drugiej „przepala” te pieniądze na dziwaczne kontrakty (przypadki choćby Wilusza, Cotugno, Żivulicia i Markovica) bądź nieracjonalne decyzje (wysoki kontrakt Pawłowskiego, aktualna sytuacja Mączyńskiego).