Trenerzy po meczu

Orest Lenczyk (Śląsk): To, co się w tabeli układało przez kilka tygodni, doprowadziło do tego, że każdy kolejny mecz tę tabelę układał w takim kierunku, że jedne drużyny były w górnej części tabeli, a te zespoły z miejsc 8-10 wiedziały, że mogą do tych wysokich miejsc szybko doskoczyć. Z tego punktu widzenia absolutnie jestem zadowolony z rezultatu na tym spotkaniu. W meczu, w którym Zagłębie było częściej przy piłce ustrzegliśmy się prostych błędów. Do przerwy nie straciliśmy bramki, więc postanowiliśmy powalczyć o co coś więcej, chociaż zmiany, które przeprowadzaliśmy, nie dawały nam oczywiście takiej gwarancji, że tak będzie. Tym bardziej, że bramkę strzelił stoper – ku rozpaczy tych, którzy twierdzą, że Śląsk ma tragiczny atak. W zasadzie jeżeli mecz polega na tym, że trzeba strzelać bramkę, to z pewnością doprowadziło to do nerwowej gry, na pograniczu walki, desperacji, ale również mądrości. Uniknęliśmy po tych kilku dośrodkowaniach z 25-30 metra, szczęśliwie dla nas, utraty bramki.


 

Jan Urban (Zagłębie): Kolejny mecz, w którym uciekają nam punkty, które nie powinny uciec. Patrząc na całość spotkania, to było widać, że drużyna, która pierwsza strzeli bramkę, będzie miała spore szanse na zwycięstwo. Śląsk pomimo wystawienia w pierwszym składzie dwóch napastników zagrał bardzo ostrożnie, szukając swoich szans w kontrataku i stałych fragmentach gry. My atakiem pozycyjnym robiliśmy, co mogliśmy, ale nie byliśmy w stanie stworzyć sobie klarownych sytuacji. W pierwszej połowie była okazja Madeja i jedna nasza Osmanagicia i na tym można byłoby zakończyć rozmowę na temat sytuacji podbramkowych. W drugiej połowie po błędzie indywidualnym straciliśmy bramkę i znowu musieliśmy grać atakiem pozycyjnym, do którego byliśmy zmuszeni przez Śląsk, a wiemy, że praktycznie wszystkie drużyny mają z tym problemy. Na pewno nie byliśmy drużyną gorszą, szkoda nam przede wszystkim kibiców, bo wiedzieliśmy, że to był dla nich bardzo ważny mecz.

Pytania do trenera Urbana:

Nie zauważył pan, że Isailović prezentuje ostatnio gorszą formę?

Nie jestem zwolennikiem szukania kozła ofiarnego, bo wszyscy gramy i wszyscy przegrywamy. Bramki z reguły padają po jakimś błędzie i później zaczyna się łańcuszek kolejnych błędów, więc zawsze można kogoś obwinić. Dzisiaj oczywiście jego błąd był ewidentny, bo to nie był jakiś groźny strzał, po prostu Bojan wypuścił tę piłkę i straciliśmy bramkę. Ciągle staram się szukać nawet w takiej sytuacji jakiś pozytywów. W tym meczu drużyna zrobiła wszystko co mogła i na pewno nie zabrakło nam zaangażowania. Brakowało jakiejś koncepcji, myśli w kreowaniu niebezpiecznych akcji. Śląsk przy wyniku 1:0 ewidentnie czekał na kontratak. Mieliśmy sytuację po stałym fragmencie gry, natomiast my też przeciwnikom nie pozwalamy na stwarzanie sobie okazji po akcji z gry. Jeśli przypomnicie sobie państwo porażkę z Ruchem Chorzów, to tam straciliśmy dwa gole po stałych fragmentach, a z gry Ruch nie stworzył sobie praktycznie żadnej sytuacji. Potrzebujemy w ataku pozycyjnym dużo więcej jakości, a dzisiaj niektórzy zawodnicy nie zagrali na miarę swoich możliwości. Presja na nich był duża, ale oczywiście nikt się nie wystraszył. Zabrakło pomysłu, jak rozmontować zespół Śląska.

Z czego wynikała zmiana Pawłowskiego?

Zagrał słaby mecz, po prostu mu dzisiaj za wiele nie wychodziło. Każdy ma prawo do słabszego dnia.

Czy którąś z polskich drużyn można nauczyć gry w ataku pozycyjnym, czy po prostu mamy za słabych piłkarzy?

Drugą częścią zdania sam sobie pan odpowiedział na pytanie, taka jest prawda. Nie mamy zbyt wielu zawodników, którzy potrafiliby stwarzać sytuacje po akcjach indywidualnych, jak Pawłowski, Plizga, Abwo. Jak drużyna strzela bramkę, dużo łatwiej jest się bronić, bo ta gra w ataku pozycyjnym po prostu jest słaba.

Ta przegrana skomplikowała wam na tyle sytuację, że musicie znowu myśleć o obronie przed spadkiem?

Nie sądzę, żebyśmy mając 33 punkty musieli martwić się o spadek. Mamy trudny kalendarz, tylko jedno spotkanie gramy na własnym boisku i to z Wisłą Kraków, pozostałe gramy na wyjeździe. Z Widzewem ze względu na kartki nie zagrają Hanzel, Horvatk i Wilczek. Inni dostaną swoją szansę i zobaczymy jak się zaprezentują.

Poza Plizgą nikt nie strzela z dystansu, może tu trzeba doszukiwać się przyczyny porażki?

Tak, ale trzeba by było się zastanowić, czy mamy takich zawodników, którzy mają dobre uderzenie z dystansu. Być może Hanzel czasami potrafi, ale on grał dzisiaj na pozycji defensywnego pomocnika i przed polem karnym Śląska go praktycznie było. Wilczek dysponuje dobrym strzałem, ale nie miał dzisiaj okazji do tego, żeby to pokazać.

Jak pan traktuje te kolejne spotkania? Zagłębie już raczej o nic walczy.

Nie ma takich meczów o nic. Dzisiaj był bardzo ważny mecz derbowy, zawodnicy zawsze mają o co grać. Każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony, jednym kończą kontrakty, inni też chcą sobie wywalczyć miejsce w podstawowym składzie. Odpowiedzią na to pytanie niech będzie dzisiaj postawa zawodników na boisku – nie sądzę, żeby ktoś nie dał z siebie wszystkiego. Pod tym względem nigdy nie miał do drużyny pretensji. Czasami wychodzi to lepiej, a czasami gorzej. Najbardziej jest nam żal tego, że udało nam się zdobywać punkty w kilku ważnych meczach, ale nie udało się w tym najważniejszym.

Kibice, którzy wieszali psy na piłkarzach w tamtej rundzie po porażce we Wrocławiu, teraz podejdą do tego tak samo?

Nie powinni, bo gdyby drużyna nie walczyła, to mieliby do tego podstawy, ale tak nie było. W drugiej połowie słyszałem od czasu do czasu jakieś gwizdy, ale chodziło im przede wszystkim o to, żeby grać długie piłki w pole karne i liczyć na szczęście. My tego nie robimy, bo nie mamy za dużo zawodników, którzy potrafią dobrze grać głową. Pawłowski, Plizga, Abwo... Tylko Traore nam zostaje. Jedynie przy stałych fragmentach gry jak obrońcy wchodzą w pole karne to jesteśmy bardziej niebezpieczny. Nie ma więc sensu wrzucać te piłki, bo nie ma do kogo. Może paść pytanie, dlaczego nie wszedł Rakels. To jest kolejny zawodnik, który nawet pół głowy nie wygra. To nie miałoby sensu.


Pytania do trenera Lenczyka:

Zajmujemy po tej kolejce trzecie miejsce, jest pan gotowy na złożenie deklaracji, że Śląsk gra o puchary?

Nie zwariowałem, pan mi powiedział dopiero o tym miejscu. Przed każdym meczem chodzę po ziemi. To, że na tym pięknym stadionie udało się nie tylko przyjechać i rozegrać mecz, ale nawet wygrać. Szkoda, że wrocławscy kibice przerwali to spotkanie na kilka minut, szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Takie stadiony nie zasługują na to, żeby popisywać się takimi „fajerwerkami”, można było poczekać z tym do sylwestra. Jeżeli pan uważa, że to takie proste jest wygrać mecz i jeszcze mówić o miejscu w tabeli, to zapewniam pana, że tak nie jest.

Taktyka Śląska polega ostatnio na tym, żeby przede wszystkim nie stracić bramki. To jest esencja obecnego futbolu?

Pan pewnie jest pod wrażeniem wypowiedzi trenera Maaskanta, który powiedział po meczu rozegranym we Wrocławiu, że sposób w jaki Śląsk wygrał to spotkanie, zabija piłkę nożną i wygoni kibiców z trybun. Gdyby Wisła przegrała ostatnio w Gdańsku, gdzie wcale nie było faworytem, to nie wiem, czy nie zmieniłby zdania. Życzę panu Maaskantowi, żeby miał takich piłkarzy jak ja w Śląsku, to wtedy będzie grał piękny i ofensywny futbol i ściągnie na stadion na Maślicach 40 tysięcy widzów. Ja nie pracuję w klubie, który połowę drużyny ściąga z Holandii czy z Ameryki Południowej, już nie wiem, pogubiłem się w tym, i nie decyduję tylko o pięknej grze, ale decyduję o losach Śląska w rozgrywkach. Prawdopodobnie za dużo powiedziałem, proszę o następny pytanie.

Jakie były założenia taktyczne na pierwszą połowę w ofensywie? Zawodnicy bardzo często wymieniali się pozycjami, wyglądało to tak, jak by nie wiedzieli, co mają robić.

Nie podzielam pańskiego zdania. Zawodnicy wiedzieli, jakie mają zadania, natomiast trzeba pamiętać, że Zagłębie nie było dzisiaj słabą drużyną i wystarczyło tylko obrać jakaś taktykę i później w prosty sposób ją realizować. Momentami to jest walka, nawet bałagan wynikający z tego, że jak się nie gra w piłkę, tylko kopie, a sytuacji bardzo często wymagała tego na boisku, to stąd również chcąc utrzymać porządek na boisku mógł pan odnieść takie wrażenie. Niektórzy mi ostatnio wypominali, że przez 15 meczów siedziałem na ławce, a zacząłem biegać na meczu z Wisłą, więc dzisiaj chciałem chłopakom pomóc, bo zdawałem sobie sprawę, że znowu napiszą, że trenerowi się przewróciło w głowie, bo wystawił dwóch napastników, pewnie pod wpływem mediów, które nie mogły już patrzeć na autobus. Ci napastnicy tak bardzo zaszkodzili w grze piłkarzom Zagłębia, że cel został osiągnięty. Niektórzy przestępcy mówili, że zwycięzców się nie sądzi, więc prosiłbym nie sądzić zwycięskiego Śląska. Trenera możecie kopać, ale zawodników zostawcie. Dogadywali się na tyle dobrze, że doprowadzili ten mecz do końca.

Jeżeli pan z takimi zawodnikami osiąga trzecie miejsce, to co się dzieje z resztą polskiej piłki?

Dlaczego pan mi zadaje na koniec tak trudne pytanie? Kopią mnie, że jestem kilka miesięcy w klubie i albo kopną mnie w tyłek albo sam odejdę. Ostatnio Gazeta Wyborcza pozwoliła sobie napisać paszkwil w moim kierunku. Jako trener i jako człowiek

Słyszał pan co się działo po meczu?

Nie, bo uciekłem do szatni, nie chcę wiedzieć co pan słyszał, ja nie lubię jak kibice krzyczą „Orest Lenczyk” czy „zostań” czy „wypieprzaj”, to jest sytuacja, która musi w tym zawodzie być brana pod uwagę.

Zdanie kibiców nie ma dla pana znaczenia?

Nie odpowiem panu na to pytanie.

Jakiś sentyment do Zagłębie pan ma?

Do dziewczyn miałem, do blondynek przede wszystkim.

Od redakcji: Kontekst niektórych wypowiedzi trenera Lenczyka w formie pisemnej może być niezrozumiały, dlatego zachęcamy do obejrzenia nagrania video.

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.