Trenerzy po meczu Radunia Stężyca 4:2 Śląsk II Wrocław
fot.: Facebook/Radunia Stężyca
Trenerzy Śląska II Wrocław Arkadiusz Bator i Raduni Stężyca Sebastian Letniowski na konferencji prasowej udostępnionej przez beniaminka II ligi skomentowali mecz 30. kolejki. Przeczytajcie nasz zapis spotkania z dziennikarzami po przegranej wrocławian 2:4, a TUTAJ znajdziecie skrót środowej rywalizacji.
Arkadiusz Bator: Bardzo fatalnie weszliśmy w ten mecz, bo po dziesięciu minutach przegrywaliśmy 0:2, gdzie uczulaliśmy naszych zawodników, że Radunia na pewno ruszy mocno. Grali u siebie, są na fali, więc spodziewaliśmy się wysokiego, agresywnego pressingu. Mieliśmy grać ten pierwszy kwadrans w sposób prosty, bezpieczny, niestety młodzi chłopcy popełniają błędy. Te błędy powielają się już któryś mecz z rzędu i może to jest nasz największy problem na ten moment. Dajemy się napędzać przeciwnikowi, bo nie ukrywajmy, że to 0:2 ustawiło mecz.
Radunia z wiatrem w plecy szła po kolejne bramki i do przerwy w pełni zasłużenie prowadziła już 3:0. W drugiej połowie dobrze zareagowaliśmy, zespół się postawił, a dzięki temu zaczęliśmy grać momentami w piłkę. Stworzyliśmy sobie dwie sytuacje, zdobyliśmy dwie bramki i mieliśmy okazję sam na sam na 3:3, wtedy mecz mógł się praktycznie zacząć od nowa. Końcówka to już była gra z dużą ilością emocji, nerwów, straciliśmy czwartą bramkę po strzale jednego z kilku świetnych piłkarzy z przeszłością ekstraklasową. Właśnie tę różnicę w jakości piłkarskiej było widać, a przed nami cały czas nauka i wyciąganie wniosków. W niedzielę przed nami arcyważny mecz z Wisłą Puławy przy Oporowskiej, który musimy wygrać.
Co się dzieje ze Śląskiem II? Widać było, że ta drużyna ma potencjał, a w ośmiu ostatnich meczach zdobyliście tylko jeden punkt.
To jest dobre pytanie, bo ostatnie spotkania rzeczywiście były dla nas problemem. Na pewno to, że jest duża rotacja tych młodych chłopców i my praktycznie co mecz gramy w innym składzie personalnym, oni dostają szanse. Nie można powiedzieć, że mamy zespół, bo nie do końca trenujemy razem z uwagi na zajęcia części z pierwszym zespołem, więc ciężko o pewne automatyzmy. Jeżeli chodzi o indywidualne wyszkolenie, ci chłopcy mają jak najbardziej duży potencjał, ale jest wielu siedemnasto czy osiemnastoletnich. Wpadliśmy w dosyć mocny dół, można powiedzieć dół, ci chłopcy też muszą sobie z tym poradzić. Myślę, że za chwilę to nastąpi i w to głęboko wierzę. To siedzi w ich głowach, kiedy zdadzą tę lekcję czy egzamin, to ich wzmocni. To, że oni się uczą jest jedną z przyczyn. Przegrywamy mecz, poszukamy nowych rozwiązań, kolejni młodzi dostaną szanse. Chcemy za wszelką cenę utrzymać II ligę, bo to dla nich szansa na mocny rozwój, natomiast również weryfikacja, kto spełnia kryteria gry na wysokim poziomie w tym zespole oraz ekstraklasie. Zdajemy sobie sprawę, że to będzie sinusoida – raz ci chłopcy będą w dołku, a raz wyżej, teraz wierzę, że ten mocny kryzys za chwilę się skończy.
W wyjściowym składzie wrocławian wybiegło dziewięciu młodzieżowców, a z czego wynikało, że podstawowi zawodnicy, czyli Przemysław Bargiel i Mateusz Młynarczyk zaczęli na ławce rezerwowych?
Tak jak powiedziałem, patrzymy przez pryzmat rozwoju tych młodych chłopaków. Dzisiaj od początku zagrał Kuba Jezierski, który jest z rocznika 2004, a wcześniej dawał bardzo dobre sygnały. Zwróciliśmy na to uwagę, bo mówimy o utalentowanym chłopcu, który jest brany pod uwagę pod kątem kadry pierwszego zespołu. Postawiliśmy na niego tym bardziej, że dwa poprzednie mecze w wykonaniu Młynarczyka były przeciętne, więc nie baliśmy się postawić na młodego Kubę. Tak samo jeśli chodzi o Przemka. Zmieniliśmy ustawienie, zagraliśmy czwórką z tyłu, co nam się nie sprawdziło, uważam, że za krótki czas też. Chcieliśmy trochę zaskoczyć, dlatego postanowiliśmy, że wyjdziemy Łukaszem Gerstensteinem na jednym skrzydle. On się tam lepiej czuje, jeżeli chodzi o szerokość boiska, natomiast Przemek jest bardziej taką dziesiątką, poruszającą się między liniami. W drugiej połowie przeszliśmy na trójkę w obronie i wtedy mogliśmy zagrać Bargielem. Zatem z jednej strony wynikało to z dyspozycji, a z drugiej o pozycję zajmowaną przez Gerstensteina. Dlatego nastąpiły te zmiany.
Sebastian Letniowski: Pamiętam kiedyś już taki mecz z Elaną Toruń, prowadziłem 3:0, skończyło się 3:3, więc na dzień dzisiejszy cieszę się z wyniku 4:2. Choć nie myślałem, że będzie to kosztowało nas tyle nerwów, bo tak jak powiedział trener Bator, mogliśmy dostać jeszcze tę bramkę wyrównującą. Myślę, że troszeczkę w głowach zaszumiało, zlekceważyliśmy w przerwie, choć apelowałem o to, żebyśmy grali konsekwentnie. Stało się jak się stało, straciliśmy dwie bramki, dobrze że w końcówce zdobyliśmy czwartą, uspokoiliśmy i dowieźliśmy ten wynik. Główny cel z naszej odprawy, czyli zwycięstwo, został spełniony, więc z tego się cieszymy.
Podsumowując cały mecz, w pierwszej połowie początek zagraliśmy tak jak chcieliśmy. Szybko zdobyć bramkę, mocno wyszliśmy wysoką obroną, agresywnie, odbieraliśmy piłki i mieliśmy jeszcze sytuacje na 4:0, chyba Wojtek Łuczak nie wykorzystał sam na sam. W drugiej części szybko dostaliśmy jedną bramkę, za chwilę drugą i zaczęły się nerwy. Widać było też zmęczenie u nas po sobotnim meczu w Chorzowie (1:0), bo tam rzeczywiście daliśmy z siebie bardzo dużo. To było takie bardzo mocne spotkanie, jeżeli chodzi o motorykę, więc obawiałem się dzisiejszego meczu, przestrzegałem, że to nie będzie łatwe. Tym bardziej, że wiadomo, że w Śląsku II grają młodzi chłopcy, którzy są wybiegani, piłkarsko mocni i taki ten mecz też był. On nie był łatwy dla nas, choć pierwsza połowa mogła wskazywać, że to będzie spacerek. Tak nie było, przebieg tego spotkania był małym horrorem dla naszych kibiców, ale z happy endem, więc cieszymy się ze zwycięstwa i dalej jesteśmy w grze o baraże.