Twierdza padła! Śląsk - Radomiak 1:3 (0:3)

Ostatnie mecze ligowe nie były w wykonaniu zawodników idealne. Remis z Heko miało być tylko wypadkiem przy pracy. Pojedynek z Drwęcą, mimo że wygrany, był najsłabszym występem wrocławskich futbolistów. Czy to kryzys? Trener Tarasiewicz temu zaprzeczał. Wszystko miał wyjaśnić mecz z Radomiakiem. Nie wyjaśnił nic. Gracze WKSu w pierwszych 10 minutach dali sobie strzelić dwie bramki, a właściwie sprezentowali je rywalom, i potem musieli gonić wynik. Zespół Śląska pokazał, że ma wolę walki, ambicję, jednak tego dnia był w stanie zdobyć tylko jednego gola, przy trzech trafieniach rywali. Jak losy meczu potoczyły by się gdyby nie zabrakło komunikacji pomiędzy Rudolfem, a Ignasiakiem w 6 minucie, tego nie wiemy. Pocieszający jest fakt, że wrocławianie tworzyli sobie okazje strzeleckie w przeciwieństwie do meczu w Nowym Mieście Lubawskim. Martwi kontuzja Ostrowskiego. Uraz wygląda na poważny i w tej rundzie raczej go na murawie nie zobaczymy. Uraz na czwartkowym treningu wykluczył z gry Janukiewicza, którego między słupkami zastąpił Hryńczuk. Debiutu udanego nie miał.
Spotkanie rozpoczęło się dla Śląska dobrze. W 2 minucie wrocławianie wywalczyli rzut wolny w odległości ok. 30 metrów od bramki. Rosiński podał do Ulatowskiego , a ten dośrodkował w pole karne, gdzie najwyżej wyskoczył Ignasiak, jednak piłka poszybowała obok bramki. Kilka minut później wrocławianie popełnili kardynalny błąd. Zabrakło komunikacji pomiędzy Rudolfem i Ignasiakiem. Pierwszy z nich skiksował, a do piłki dopadł Osipowicz. Przebiegł kilkanaście metrów, na drodze stał mu już tylko Hryńczuk. Nie był on w stanie odbić futbolówki, a ta zatrzepotała w siatce. Gracze Śląska nie ochłonęli jeszcze po stracie bramki, gdy idealne podanie w polu karnym otrzymuje Osipowicz. Napastnik Radomiaka tego dnia był świetnie dysponowany i nie zmarnował takiej okazji. 0:2 i konsternacja na trybunach.
Po tak niespodziewanym prowadzeniu goście zagrali tak, jak się powinno. Zwarli szyki obronne, grali uważnie w tyłach, próbując jednocześnie przeprowadzać szybkie kontry. Szczególnie mając w pierwszej linii w swych szeregach doskonałego Osipowicza i bardzo aktywnego Salamiego. Czarnoskóry napastnik Radomiaka był szybki, skoczny, gracze WKSu często mieli problemy z jego upilnowaniem. Wrocławianie próbowali zdobyć kontaktowego gola, jednak zabrakło precyzji. Groźnie uderzał z rzutu wolnego Rosiński, głową strzelał Dudek, indywidualną akcję minimalnie niecelnym strzałem zakończył Szewczyk. Goście nie ograniczali się jedynie do bronienia wyniku, próbowali także podwyższyć rezultat. Jednak z akcji Radomiaka przyniosła im skutek. Salami zatańczył z obrońcami Śląska, by w końcu idealnie odegrać do Osipowicza, a ten celnym strzałem kompletuje hat-tricka! Trzy gole w niewiele ponad 30 minut.
Wrocławianie nie wiedzieli, co się dzieje. Jeszcze w takiej sytuacji się nie znaleźli. Trener Tarasiewicz pokrzykiwał stojąc przy linii bocznej, jednak niewiele to dało. Tuż przed końcem pierwszej połowy Rudolf był bliski trafienia do bramki... własnej. Defensor Śląska niefortunnie wybijał piłkę na rzut rożny. W doliczonym czasie gry dochodzi do starcia Salamiego z Ostrowskim. Gracz Śląska padł na murawę z wielkim grymasem bólu na twarzy. Po chwili na noszach opuścił boisko, a masażysta pokazywał, że niezbędna będzie zmiana.
Po przerwie na murawie pojawił się Witkowski i Śląsk zagrał trzema napastnikami. WKS bardziej się odsłonił, co dało okazję gościom do przeprowadzania kontr. Tuż po rozpoczęciu gry wrocławianie tracą piłkę, która błyskawicznie trafia do Salamiego, ale ten przegrywa pojedynek z Hryńczukiem. Sześć minut później goście ponownie kontrują. W polu karnym kiksuje Ignasiak, piłka spada pod nogi Szweda, ale ten strzela fatalnie – wprost w bramkarza. W 57 minucie znów świetna okazja na gola dla Radomiaka. Salami znów stanął oko w oko z Hryńczukiem, bramkarz WKSu złapał piłkę, jednak wypuścił ją z rąk. Dopadł do niej Salami i strzelił w kierunku bramki, ale z linii bramkowej wybił ją Rudolf. W 65 minucie szarżującego Kowala fauluje Sadzawicki i w wyniku dwóch żółtych, a w konsekwencji czerwonej kartki gracz Radomiaka musi opuścić boisko. Wrocławianie grając z przewagą ruszyli do ataku. Dobre okazje zmarnował Witkowski i Ulatowski. Sporo ożywienia do gry gospodarzy wniósł Wielgus, który zmienił Dudka. Tuż po wejściu na plac gry oddał dwa kąśliwe strzały z dystansu. W 80 minucie gospodarze wreszcie przeprowadzili skuteczną akcję. Kowal odegrał piłkę do Ulatowskiego, a ten skierował ją do bramki. Gol uskrzydlił graczy Śląska. Gospodarze zagrali ultraofensywnie z czterema napastnikami. Wrocławianie przez dłuższy czas zamknęli rywali na ich połowie niczym w hokejowym zamku, jednak na zdobycie kolejnych goli Śląska nie było już stać.
Śląsk – Radomiak 1:3 (0:3)
0:1 Osipowicz (6.)
0:2 Osipowicz (10.)
0:3 Osipowicz (37.)
1:3 Ulatowski (80.)
Widzów: 5500
Sędzia: Maciej Heinrich (Poznań)
Śląsk Wrocław: Hryńczuk – Ostrowski (46' Witkowski), Ignasiak, Rudolf – Budka, Sztylka, Szewczyk
(89' Małecki), Dudek (74' Wielgus), Rosiński – Ulatowski, Kowal.
Radomiak Radom: Borkowski - Sadzawicki
, Duda, Szwed, Wachowicz, Cieciura, Terlecki (84' Kasprzak), Rysiewski, Brzyski, Osipowicz (71' Studen), Salami (90' Skórnicki).
źródło: własne
