Twierdza Wrocław tylko z nazwy?
fot.: Paweł Kot
Po zwycięstwie z Pogonią w serca kibiców wlały się nowe pokłady wiary w swój ukochany zespół. Śląsk nie tylko wygrał z mocnym przeciwnikiem, ale zrobił znacznie więcej - odczarował domowy stadion. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu!
238 dni. Nie jest to tytuł nowej książki lub filmu Blanki Lipińskiej (i bardzo dobrze), a okres, który wrocławscy kibice musieli wytrzymać bez domowego zwycięstwa. Od zeszłorocznego tryumfu ze Stalą minęło już aż 8 miesięcy, w których Śląsk zdążył 5 razy przegrać i 4 razy zremisować. Twierdza Wrocław tak często wykrzykiwana na trybunach stała się zwyczajną legendą. Te mają jednak do siebie jedno - jest w nich ziarnko prawdy. Nie tak dawno, bo przecież jeszcze pod wodzą Vitezslava Lavicki, WKS mógł poszczycić się bardzo długimi seriami spotkań bez domowych wpadek. Jedna porażka na własnym stadionie w przeciągu roku w teorię o Twierdzy Wrocław wpisywała się wówczas idealnie.
NIE TYLKO NA PILCZYCACH
Statystyka domowych spotkań wygląda brutalnie nie tylko dla pierwszej drużyny WKS-u. Grające w II lidze wrocławskie rezerwy są pod tym względem wręcz jeszcze gorsze. Może ich seria nie trwała aż tak długo, jak w przypadku ekstraklasowego Śląska, lecz spójrzmy na to z innej perspektywy. Wspomniany wcześniej mecz ze Stalą Mielec odbył się 27 listopada 2021 roku. Od tamtej pory pierwszy zespół WKS-u wygrał tylko raz. Rezerwy z kolei na przestrzeni ostatnich ośmiu miesięcy wygrały tylko w maju tego roku z Wisłą Puławy, a także z Olimpią Elbląg, 13 listopada 2021 roku. Na inaugurację sezonu 2022/2023 dla stadionu przy ulicy Oporowskiej, rezerwy przegrały 0:2 z beniaminkiem, Kotwicą Kołobrzeg. Dodatkowo, rywal w tym meczu grał przez 45 minut w dziesięciu. Podsumowując, zarówno pierwsza, jak i druga drużyna Śląska potrzebowała ponad 230 dni na odniesienie zaledwie dwóch domowych zwycięstw. Statystyka typu dramatyczna.
NOWE NADZIEJE
Jedną z misji trenera Ivana Djurdjevicia bez wątpienia będzie wobec tego przywrócenie blasku wrocławskiego stadionu na Pilczycach. Stadionu, który przecież nie tak dawno był postrachem dla ekstraklasowych drużyn, a który w ostatnim czasie sponiewierany został brutalnie nawet przez Bruk-Bet Termalikę Nieciecza (uwierzcie, też chcielibyśmy zapomnieć o tym 0:4). Podczas niedzielnego starcia z Pogonią na trybunach ponownie mogliśmy ujrzeć 5-cyfrową liczbę kibiców. Co prawda, było to ledwo ponad 10 000, lecz mając na uwadze okres wakacyjny i bardzo słaby miniony sezon, trzeba powiedzieć, że i tak sporo ludzi zaufało nowemu trenerowi. Odgłosy radości połączonej z ulgą przeszły po całym obiekcie wraz z końcowym gwizdkiem. Wrocławska publika zasługuje na swoją twierdzę, lecz jak tak właściwie ją odbudować?
CZESKI WYZNACZNIK
Jeśli mielibyśmy przypisać styl, w jakim Śląsk wygrał w niedzielę z Pogonią, do któregoś z ostatnich trenerów WKS-u, to najbliżej byłoby chyba Vitezslava Lavicki. Twierdza zbudowana przez sympatycznego Czecha opierała się głównie na świetnie zorganizowanej defensywie, a także na szybkich kontrach. I oba te elementy pogrążyły Portowców. Miejsce do rozwoju jest o tyle większe, że w przypadku trenera Lavicki mogliśmy mieć pewne wątpliwości, jeśli chodzi o jego warsztat ofensywny. Czech był wybitnym, jak na polskie warunki, defensywnym strategiem, lecz jego drużynom zawsze brakowało czegoś z przodu. W przypadku trenera Djurdjevicia od pierwszych spotkań widzimy znaczną poprawę w tyłach, ale, co ważne, nie idzie za tym okrojenie ofensywnych opcji. Śląsk potrafi grać atrakcyjnie i chociaż na boisku brakuje jeszcze pewnych automatyzmów, to widzimy na tej płaszczyźnie duże możliwości rozwoju. Jak ostatecznie będzie to wyglądać? Okaże się w kolejnych spotkaniach. Fajnie było jednak ponownie doznać uczucia zwycięstwa na własnym stadionie, prawda?