Tworek: Jest nam wstyd
fot.: Paweł Kot
Za to, co się wydarzyło, jako cały zespól - trenerzy i zawodnicy - chylimy głowy. Jest nam wstyd. Musimy przeprosić wszystkich, którzy oglądali to spotkanie. Naszym zadaniem jest odmiana o 180 stopni i w Białymstoku musimy powalczyć o punkty.
Zwracał pan uwagę na to, że drużyna powinna zagrać od początku wyższym pressingiem. To się nie udało, może właśnie to był błąd, może lepiej było rozpocząć mecz trochę spokojniej.
Naszym dzisiejszym problemem było, żeby zamiast grać prosto, sami sobie utrudnialiśmy grę. Traciliśmy w prostych sytuacjach piłkę i kończyło się to od razu bramką. Tak naprawdę mecz zakończył się już po trzydziestu minutach.
Jak do tego doszło?
Takie pytanie też padło na gorąco w szatni… Musimy znaleźć przyczynę, nie możemy przejść obojętnie obok tego meczu. Czy to, że sytuacja nasza jest nieciekawa, może mieć wpływ? Może. Czasami wybicie piłki, najprostsze podanie nie jest niczym złym i to się musi pojawić. Sami sobie stwarzamy zagrożenie.
Po meczu rozmawiał pan z kibicami, o czym była ta dyskusja?
Mogłem jedynie podziękować za doping przez całe 90 minut. Widzimy jak bardzo zależy im na Śląsku, my im nie dorównaliśmy. Musimy też od kibiców czerpać pewne wzorce – wiarę, charyzmę. Było widać dzisiaj, który zespół walczy o utrzymanie, a który myśli, że jest już bezpieczny.
Jaki jest pana plan naprawy?
Pozbierać zespół, który jest bardzo rozbity, zdołowany. To pierwsza rzecz, którą musimy zrobić.
Czy ma pan pretensje do siebie dotyczące decyzji personalnych? Exposito dzisiaj po raz kolejny był niewidoczny, brakowało też lidera w postaci Mączyńskiego. W efekcie drużyna w pierwszej połowie była bezjajeczna.
Teraz możemy takie wnioski wysnuć. Dopiero jak zrobimy dogłębną analizę sytuacji, w których traciliśmy bramki, odpowiemy sobie na pytania również o kwestie mentalne. Teraz każdy musi być liderem – sytuacja nas do tego zmusza. Każdy musi wziąć ciężar i odpowiedzialność na siebie.
Mączyński był zdrowy? Jego brak w wyjściowej jedenastce była pana decyzją personalną?
Tak.
Bejger zagrał, bo musiał być młodzieżowiec, czy ustawienie obrony Tamas - Golla - Bejger według pana jest optymalne?
Do tej pory traciliśmy mało goli, linia obrony wygląda pewnie. Dzisiaj się to posypało.
Wspomniał pan, że Bruk-Bet wyglądał dzisiaj jak drużyna walcząca o utrzymanie, a Śląsk nie. Nie traktuje pan tego jako osobistą porażkę? Miał pan tchnąć ducha walki w tę drużynę, a dzisiaj go nie było.
Ducha walki nie było, to prawda. W ostatnim czasie nastawialiśmy zespół, przygotowaliśmy go do walki, to nie zafunkcjonowało. Przeanalizujemy to, będziemy o tym rozmawiać, dlaczego tego dzisiaj nie widzieliśmy.
Dlaczego zszedł Olsen, który jako jedyny w tym meczu grał w piłkę?
Po zejściu Tamasa musieliśmy uformować linię obrony na nowo, to wymagało zmiany ustawienia całego zespołu. Chcieliśmy grać trzema środkowymi pomocnikami, którzy mieli zbiegać do boku. Zauważyliśmy, że tam, gdzie był Patrick, pojawiały się za duże przestrzenie dla przeciwnika.
Widać, że Śląsk ma problemy ze strzelaniem goli, myśli pan o ustawianiu Exposito i Piaseckiego obok siebie?
Na taki wariant zdecydowaliśmy się po przerwie. W tym tygodniu będzie się zastanawiać, czy przejść na taki system. To wymagałoby całkowitej zmiany ustawienia na grę ze skrzydłowymi, moglibyśmy mieć z tym problemy.
Czy drużyna wymaga jakiegoś wstrząsu? Teraz jest pan trochę jak saper, jak się pan pomyli, skutki mogą być opłakane. Czy pan wie, co zamierza pan zrobić?
Mamy w szatni różne charaktery, nie na każdego metoda kija lub marchewki może podziałać. Na pewno będę chciał z każdym piłkarzem porozmawiać osobiście. Każdy z nas musi wiedzieć, że to już jest pomarańczowe światło, sytuacja jest podbramkowa. Tylko dobrą pracą, dobrym mentalem możemy się utrzymać.
Drużyna wyglądała, jakby grała przeciwko czemuś lub komuś… Trudno wyobrazić sobie tak grający zespół w takiej części sezonu.
To dla nas zastanawiające, bo we wcześniejszych meczach zespół walczył, dawał z siebie wszystko. Muszę z każdym porozmawiać, tylko wtedy znajdziemy przyczynę.
Czy zamierza pan poprosić o wsparcie swoich przełożonych?
Sami doprowadziliśmy do takiej sytuacji i sami będziemy musieli sobie z nią poradzić.
