Urozmaicony trening w Spale

Piłkarze Śląska Wrocław w pocie czoła przygotowują się do rundy wiosennej w Centralnym Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale, gdzie przebywają na dziesięciodniowym zgrupowaniu. W czwartkowe przedpołudnie szkoleniowcy zaordynowali zawodnikom ćwiczenia w sali, które trwały ponad dwie godziny i były bardzo urozmaicone.


 

Zgodnie z harmonogramem obozowym, o godzinie 10 piłkarze zeszli z pokoi hotelowych do jednej z kilku hal mieszczących się na terenie ośrodka. Na piłkarzy czekały już przygotowane sprzęty – na bieżni rozstawiono płotki, a w sali zapaśniczej stały równo ułożone piłki lekarskie. - Nie ma porowizorki, przygotowane jak w Barcelonie - żartował kierownik Zbigniew Słobodzian.

Po tradycyjnej rozgrzewce zawodnicy przeszli do pracy z piłkami lekarskimi, które tego dnia były wykorzystywane wyjątkowo często. Po kilku seriach ćwiczeń trener Lenczyk zaprosił wszystkich do przyległej obok salki ze sztangami, gdzie przez kilkanaście minut piłkarze przerzucali ciężary. To nowość w porównaniu do zajęć za kadencji Ryszarda Tarasiewicza, który zajęcia w siłowni traktował jako dodatkowe, na które piłkarze przychodzili indywidualnie i dobrowolnie.

Kolejnym etapem treningu były ćwiczenia z wykorzystaniem dużego worka treningowego. Pierwszym zdaniem dla podzielonych na czteroosobowe grupy było równocześnie położenie na jego wierzchu nogi. Piłkarzom był jednak ciężko utrzymać równowagę, co zakończyło się upadkiem całej konstrukcji. – To zadanie dla głowy, na myślenie – podpowiadał podopiecznym szkoleniowiec. – Chwyćcie się za ręce, wtedy utrzymacie razem równowagę – dodał. Futboliści skorzystali z rady trenera i z wykonaniem ćwiczenia nie było problemu. W tych samych grupkach wykorzystywano worek także do innych ćwiczeń – przeskakiwania przez niego jak przez kozła, przerzucania kolegi trzymając go za ręce i nogi, czy przenoszenia nad nim nogi, co przypominało kopnięcie ze wschodnich sztuk walki.

Na zakończenie tej części zajęć piłkarze stoczyli boje o worek treningowy. Dwaj rywale stawali na skraju maty, a na środku ustawiano owy przedmiot, który należało przeciągnąć poza matę ze swojej strony. Boje były niezwykle zacięte i heroiczne, a czasem oprócz siły i szybkości ważniejszy był spryt. Niejednokrotnie przeciwnik, mimo, ze szybciej chwycił przedmiot rywalizacji, to nie starczało to na wiele, bo razem z nim został przeciągany przez rywala na jego stronę.

– A teraz walka wieczoru – zakrzyknął w pewnym momencie trener Lenczyk i naprzeciwko siebie stanęli Sebastian Mila i Waldemar Sobota. Pozostali zawodnicy ustawili się wokół areny zmagań i rozemocjonowali zaczęli dopingować walczących. Zmaganie było niezwykle wyrównanie i szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę, sprawiając, że emocje rosły z każdą sekundą. Ostatecznie lepszy okazał się kapitan WKS-u i choć walka kosztowała go sporo sił, to z uśmiechem maszerował w kierunku ławki, by uzupełnić płyny.

Ostatnim etapem czwartkowych przedpołudniowych zajęć był sprawdzian z rzutu piłką lekarską. Gdy jedna grupa rzucała różnymi technikami, pozostali korzystali z tartanowej bieżni z ustawionymi na niej płotkami. Jak zawodnicy radzą sobie z pokonywaniem przeszkód górą i dołem ze szczególną uwagą obserwował trener Lenczyk. Pozostali członkowie sztabu szkoleniowego w tym czasie nadzorowali rzuty, a wyniki osiągane przez poszczególnych zawodników były skwapliwie notowane.
W zajęciach uczestniczyli wszyscy zawodnicy, po raz pierwszy normalnie z zespołem ćwiczył Cristian Omar Diaz. Argentyńczyk nie dostał jednak jeszcze zgody sztabu medycznego na treningi na sto procent, jednak najpóźniej w sobotę powinien być już gotowy do ćwiczeń z normalnymi obciążeniami. Normalnie trenuje natomiast kolejny rekonwalescent - Sebastian Dudek, gorzej sytuacja wygląda z Antonim Łukasiewiczem. Piłkarz ćwiczył na pełnych obrotach, jednak niedawno kontuzjowane kolano dało o sobie znać i powstał na nim obrzęk. Po zajęciach można było go spotkać na hotelowych korytarzach z workiem lodu chłodzącym nadwyrężone kolano.

Po oficjalnym zakończeniu treningu część futbolistów postanowiła jeszcze chwilę dodatkowo poćwiczyć, jednak zmierzających w kierunku siłowni powstrzymał szkoleniowiec. – Żadnych ćwiczeń bez trenera – pohamował zapędy podopiecznych Lenczyk. Grupka zawodników postanowiła jednak wykorzystać zamontowane w sali kosze i zabawiono się w basket. Widać, że piłkarze lubią nie tylko strzelać na bramkę, ale także trafiać do kosza. Szczególne dryg do basketu wykazywali Vuk Sotirović, Marian Kelemen, który celował z dalekiej odległości i Jarosław Fojut.

Na zabawę nie pozostało jednak wiele czasu, bo o 12:30 zaplanowano obiad w hotelowej restauracji. Po nim wszyscy regenerowali siły, bo już o godzinie 15 czeka ich kolejny trening – tym razem w terenie.

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.