W czyje ślady pójdzie Ivan Djurdjević?
fot.: Marcin Folmer
Ivan Djurdjević pracuje we Wrocławiu od ośmiu miesięcy. Jest to dobry moment, aby podsumować jego dotychczasowe wyniki i zestawić je z innymi trenerami Śląska Wrocław, którzy poprowadzili zespół w przynajmniej 20 spotkaniach.
Cofnijmy się do czasu, gdy klub przejmował Mariusz Rumak. Od tamtego momentu możemy wyodrębnić dwie grupy trenerów, którzy prowadzili Śląsk Wrocław. Pierwsi z nich to ratownicy, pod których wodzą drużyna miała nieliczne przebłyski. Po wygaśnięciu efektu nowej miotły nadchodziła zniżka formy, która ostatecznie doprowadzała do zwolnienia. Do tego grona można zaliczyć wyżej wspomnianego Mariusza Rumaka, Jana Urbana i Tadeusza Pawłowskiego (podczas jego trzeciej kadencji).
We Wrocławiu pojawili się również trenerzy, którzy przełamali złą passę swoich poprzedników. Mowa tutaj o Vitezslavie Laviczce i Jacku Magierze. Pod ich rządami piłkarze prezentowali się bardzo dobrze, a osiągane wyniki były ponad stan. W pewnym momencie formuła jednak znów uległa przedawnieniu.
STRAŻACY GASZĄCY POŻAR
Mariusz Rumak, Jan Urban oraz Tadeusz Pawłowski obejmowali stery w Śląsku Wrocław, gdy ten znajdował się w mniejszym lub większym kryzysie. Celem krótkoterminowym ich zatrudnienia było zapewnienie utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Mariusz Rumak
Pierwszy z nich wypełnił postawione przed nim zadanie w bardzo okazałym stylu. Wyciągnął drużynę ze strefy spadkowej, a w 11 spotkaniach przegrał tylko raz, wygrywając przy tym sześć razy, cztery mecze remisując. Po zakończonym sezonie 2015/2016 wśród kibiców panował wielki entuzjazm. Coraz częściej pojawiały się głosy, że Śląsk wróci „na Rumaku do Europy”. Niestety, rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. W kolejnej ligowej edycji Śląsk spisywał się mocno poniżej oczekiwań, co doprowadziło do zwolnienia trenera.
Jan Urban
Następcą Rumaka został Jan Urban. Były opiekun takich marek jak Legia Warszawa czy Lech Poznań również zapewnił Śląskowi utrzymanie w ekstraklasie po swoim poprzedniku. Początek sezonu 2017/2018 w wykonaniu wrocławian był bardzo udany (zwycięstwa z Legią Warszawa i Lechem Poznań). Była to jednak chwilowa zwyżka formy, po której nastąpiło pasmo niepowodzeń. Taki stan rzeczy nie spodobał się zarządowi, który podjął decyzję o zwolnieniu doświadczonego szkoleniowca na początku lutego 2018 roku.
Tadeusz Pawłowski III
Następnym w kolejce do wyciągnięcia Wojskowych z krytycznej sytuacji był Tadeusz Pawłowski. Podobno dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, jednak legenda Śląska Wrocław postanowiła podjąć to ryzyko. Pawłowskiemu udało się utrzymać Śląsk w ekstraklasie, ale jego trzecia kadencja nie była na tyle owocna, co poprzednia, podczas której Trójkolorowi wrócili do eliminacji do europejskich pucharów po sezonie przerwy. W rozgrywkach 2018/2019, gdy zespół znalazł się tuż nad strefą spadkową, postanowiono zakończyć współpracę z 69-latkiem. Serdecznie zapraszamy na długi tekst wspominkowy, w którym popularny „Teddy” podzielił się swoimi przemyśleniami na temat swojego powrotu na ławkę trenerską.
CUDOTWÓRCY?
Vitezslav Lavicka i Jacek Magiera w przeciwieństwie do swoich poprzedników będą dobrze wspominani przez fanów Śląska Wrocław. Przede wszystkim zakończyli passę przeciętności, która przez kilka lat panowała przy Oporowskiej. Obaj zaprezentowali niezły, jak na polskie warunki warsztat trenerski, wyprowadzając zespół z dołu tabeli i nawiązując walkę o europejskie puchary.
Vitezslav Lavicka
Czech w swoim pierwszym sezonie przy Oporowskiej obejmował drużynę, gdy ta miała zaledwie punkt przewagi nad strefą spadkową. Zdołał wyprowadzić ją z kryzysu i zapewnić byt w ekstraklasie. Kolejny rok był o wiele lepszy. Śląsk przez cały sezon okupował najwyższe lokaty w lidze i aspirował do powrotu na europejską scenę. Po rundzie zasadniczej w kampanii 2019/2020 wrocławianie zajmowali 3. pozycję w lidze, lecz nie zdołali jej utrzymać, kończąc rozgrywki na 5. miejscu. W rezultacie cała społeczność Śląska Wrocław musiała obejść się smakiem. Warto również odnotować, że oprócz bardzo dobrych rezultatów pod skrzydłami Czecha wielki rozwój poczynił Przemysław Płacheta, którego transfer do angielskiego Norwich City zasilił klubowe konto o 3 mln euro. W kolejnym sezonie Wojskowi na stale zadomowili się w górnych rejonach tabeli, ale przy pierwszej zniżce formy zarząd klubu zakończył współpracę z 59-latkiem, zatrudniając na jego stanowisko Jacka Magierę.
Jacek Magiera
Były trener Legii Warszawa wykorzystał solidne fundamenty, które zostawił po sobie Lavicka. Po zaledwie dwóch miesiącach pracy zdołał wprowadzić zespół do eliminacji europejskich pucharów po sześciu latach przerwy. Można powiedzieć, że co się odwlecze to nie uciecze, bowiem Śląsk wykonał niezwykły comeback i rzutem na taśmę wywalczył awans do pucharów. Przygodę w Europie można uznać za udaną, choć apetyty były na pewno większe. Drużyna odpadła w 3. rundzie eliminacji do UEFA Europa Conference League, gdzie musiała uznać wyższość Hapoelu Beer Szewa (0:4). Podobnie jak w przypadku Lavički zarząd nie wykazał się chłodnym rozumem i zwolnił z funkcji trenera Magierę. Ten ruch mógł się okazać bardzo kosztowny skutkach, ponieważ jego następca Piotr Tworek był bliski dopuszczenia się tragedii i cudem uniknął spadku z ligi.
PRZECIĘTNOŚĆ CZY ŚWIETLANA PRZYSZŁOŚĆ?
Po dość długim i dobrym okresie nad Wrocławiem znów zawisły czarne chmury. Takiemu stanu rzeczy ma zapobiec ściągnięty z Chrobrego Głogów Ivan Djurdjević. Trzeba przyznać, że Serb nie ma zbyt sprzyjających warunków do pracy. W porównaniu do poprzedników ma do dyspozycji najsłabszą i najwęższą kadrę od lat. Ponadto sytuacja panująca w klubie i w klubowej kasie nie napawa optymizmem. W wielu swoich wypowiedziach trener WKS-u zaznacza, że pogodził się ze stanem faktycznym i będzie starał się wykrzesać maksimum z dostępnego zasobu ludzkiego. Do tej pory wychodzi mu to całkiem nieźle, ale bez fajerwerków. Śląsk pod jego wodzą jest bardzo niestabilny i nie może podtrzymać dobrej dyspozycji w kilku spotkaniach z rzędu. Po dobrym występie zazwyczaj przychodzi porażka lub podział punktów. Ponadto ma problemy z prowadzeniem gry i często traci punkty w roli faworyta (porażki z Koroną Kielce, Miedzią Legnica, a ostatnio blamaż z II-ligowym KKS-em Kalisz). Za to świetnie sobie radzi z wyżej notowanymi rywalami, kiedy można sobie pozwolić na kontrataki (trzy zwycięstwa nad Lechem Poznań, dwa zwycięstwa nad Pogonią Szczecin, czy remis w dobrym stylu z Legią Warszawa).
Po pół roku pracy 46-latka przy Oporowskiej da się wychwycić kilka pozytywów. Przede wszystkim w drużynie wyłonili się liderzy. Bez wątpienia należą do nich Rafał Leszczyński, który swoimi interwencjami uratował kilka punktów oraz Erik Expósito i John Yeboah, którzy stworzyli świetnie uzupełniający się duet. Na wiosnę brali udział we wszystkich pięciu zdobytych bramkach. Na pomeczowej konferencji po starciu z Lechem Poznań Djurdjević przyznał, że 11. miejsce w tabeli i awans do ćwierćfinału Fortuna Pucharu Polski, przy wszystkich okolicznościach jest sukcesem. Z takiego założenia również wychodzę. Warto dać mu czas i odpowiednie warunki, aby mógł zaprezentować pełnie swoich umiejętności i stworzyć wojsko, o którym wspominał na początku pracy w WKS-ie. Rzetelna ocena jego pracy powinna nastąpić po zakończonym sezonie.