''W Łęcznej wszystko rozbija się o czas'' (OPINIA EKSPERTA)

''W Łęcznej wszystko rozbija się o czas'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

W niedzielnym meczu 4. kolejki ekstraklasy rywalem Śląsk Wrocław będzie Górnik Łęczna. O falstarcie beniaminka, transferach i Mariuszu Pawelcu rozmawiamy z Bartoszem Surmanem, dziennikarzem Dziennika Wschodniego.



 

Pół-żartem, pół-serio można powiedzieć, że Górnik Łęczna i Śląsk Wrocław są w podobnej sytuacji, bo przegrały swoje ostatnie mecze po 0:4. Zespół Kamila Kieresia spotkało to jednak w ekstraklasowej rywalizacji z Wartą Poznań, a wynik wskazuje na naprawdę fatalny występ. Beniaminek faktycznie został rozbity?

Ja bym powiedział, że Górnik trzy z czterech bramek strzelił sobie sam - błędy ustawienia w obronie, które zdarzały się temu zespołowi w poprzedniej kolejce były na poziomie juniora czy nawet trampkarza. Można przyznać, że gol na 1:0 był jeszcze wypracowany przez Wartę, dobre prostopadłe podanie i akcja zamknięta strzałem, jednak już przy drugiej widzieliśmy ewidentny błąd w przyjęciu stopera, co spowodowało stratę piłki, wyjście zawodnika Warty na pozycję sam na sam i podwyższenie prowadzenia. Takich błędów ekstraklasa nie wybacza,  a z drugiej strony na piłkarzach ciąży chyba też większa presja. W I lidze linia obrony się w ten sposób nie zachowywała, a zresztą warto wspomnieć, że niektórzy żartowali z niej mówiąc, że łącznie liczy ponad sto lat. Grają tam przecież doświadczeni Tomasz Miedzierski, Paweł Baranowski czy Leandro, a jeszcze w poprzednim sezonie był Paweł Sasin, który jednak zimą przeniósł się do Arki Gdynia. To ogranie linii defensywy nie procentuje jeszcze tak jak w I lidze, gdzie było skuteczniej i bezpieczniej niż do tej pory w ekstraklasie.

Czego dziś najbardziej potrzebuje Górnik Łęczna? Czy to jest kwestia nabrania pewności siebie, która przyjdzie na przykład po pierwszym wygranym meczu?

Z rozmów z trenerem Kieresiem, któremu trudno nie przyznać racji, wynika, że wszystko rozbija się o czas. Górnik grał baraże o awans do ekstraklasy i był drużyną, która najpóźniej dołączyła do grona beniaminków. Po decydującej wygranej na stadionie ŁKS (1:0) 20 czerwca piłkarze otrzymali dwa tygodnie wolnego i szybko znowu już trzeba było zabierać się do okresu przygotowawczego, który też był krótki. Do tego z dwóch sparingów zrobił się tylko jeden, po tym jak ujawniono pozytywne wyniki testów na koronawirusa w greckim PAS Giannina, a i ten jeden był również wysoko przegrany (0:4 z Jagiellonią w Białymstoku). To sprawiło, że Górnik do nowych rozgrywek przystępował w nastrojach dużej niepewności. W pierwszym meczu z Cracovią drużyna Kieresia prowadziła w Łęcznej do przerwy, jednak w drugiej połowie to goście zaczęli dochodzić do głosu i gdyby byli bardziej skuteczni, to mogli nawet wygrać. Ostatecznie można jednak mówić o sprawiedliwym wyniku biorąc pod uwagę przebieg spotkania, czyli pierwsza połowa dla Górnika, druga dla krakowian. Beniaminek zaczął obiecująco, ale później były dwie porażki – 1:3 w Lubinie po dwóch firmowych bramkach wychowanka klubu z Łęcznej Patryka Szysza i ubiegłotygodniowe 0:4 z Wartą. Górnik cały czas też nie zamknął kadry na ten sezon, w tym tygodniu przyszedł choćby dobrze znany we Wrocławiu Damian Gąska…

O tego zawodnika chciałem też zapytać. Czy trener Kamil Kiereś decyduje się na pozyskanie 25-letniego pomocnika, bo po słabym starcie każde wzmocnienie się przyda, czy w Łęcznej na Gąskę naprawdę jest konkretny plan?

Moim zdaniem ten zawodnik będzie potrzebny drużynie, bo Górnikowi brakuje klasycznego rozgrywającego. Są piłkarze, jak Janusz Gol, który ma dać spokój w środku pola, ale on nie jest chyba przeznaczony do kreowania, rozgrywania akcji, tylko bardziej do wyprowadzania piłki, gry na pozycji numer sześć. W Łęcznej brakuje typowej dziesiątki, który zaskoczy rywala nieszablonowym zagraniem na skrzydło czy do napastników albo uderzeniem z dystansu. Gąska świetnie wyglądał w poprzednim sezonie na wypożyczeniu do Radomiaka Radom, miejmy nadzieję, że odnajdzie się również w Górniku. Skoro umowa została podpisana na trzy lata, to ten transfer jest na pewno przemyślany. W Łęcznej na pewno na niego mocno liczą, jednak wiemy, że potrzebuje czasu, bo trener Kiereś nie pozwala nowowprowadzonym zawodnikom wchodzić do gry bez odpowiedniego przygotowania. Mamy przykład Bartosza Rymaniaka, który trafił w tym okienku do Górnika, jednak w pierwszych trzech kolejkach uzbierał łącznie zaledwie 24 minuty, bo musi się z tą drużyną zaznajomić.

To się faktycznie rzuca w oczy – pan powiedział o Rymaniaku, a ja dorzucę nazwiska Szymona Drewniaka czy Daniela Dziwniela, który również z pewnością zostali sprowadzeni po to, by grać, ale jeszcze nie mieli okazji zadebiutować w Górniku. Z nowych regularnie gra tylko Janusz Gol.

I tutaj właśnie warto popatrzeć na daty ogłaszania tych transferów, Gol podpisał kontrakt z beniaminkiem jako jeden z pierwszych. Kolejnym był wypożyczony z Pogoni Szczecin Kryspin Szczęśniak i właśnie oni mają swoje miejsce w podstawowym składzie. W przypadku tego drugiego istotny jest również status młodzieżowca, który stanowi dodatkowy bodziec i jest pewnym ułatwieniem, bo w Górniku na zapleczu ekstraklasy był problem z obsadzeniem tej obowiązkowej pozycji. Moim zdaniem Szczęśniak do tej pory jakoś specjalnie nie zawodzi na prawym boku obrony. Pokazał się z pozytywnej strony, jak na 20-letniego zawodnika, bez presji podszedł do debiutanckiego meczu w ekstraklasie przeciwko Cracovii (1:1) i większych błędów nie popełnia. Na pewno brakuje mu ogrania na tym poziomie rozgrywkowym, ale myślę, że z meczu na mecz powinno być coraz lepiej.

Kiedy po zakończeniu poprzedniego sezonu dowiedzieliśmy się, że Mariusz Pawelec nie będzie już grał w ekstraklasie w barwach Śląska Wrocław, nasze myśli naturalnie zaczęły biec do Łęcznej, w której przecież na początku kariery już z powodzeniem przecież występował. Było coś na rzeczy?

Szczerze mówiąc nic na ten temat nie słyszałem, ale sam zastanawiałem się, czy takie przyjście, powiedzmy na piłkarską emeryturę do Łęcznej byłoby dla niego dobre. Myślę, że taki zawodnik, z takim doświadczeniem, mający tyle meczów rozegranych w ekstraklasie, przydałby się Górnikowi. Mógłby wnieść sporo spokoju do gry obronnej, chociaż tak jak już wspomniałem, ten zespół raczej stoi doświadczonymi obrońcami, młodzieży nie ma tym zbyt dużo. Taki powrót Mariusza Pawelca na pewno ucieszyłby też kibiców, szczególnie tych pamiętających jeszcze czasy pierwszego w historii awansu klubu do ekstraklasy. Właśnie wtedy Pawelec rozpoczynał przecież poważną karierę i od razu wróżono mu duże sukcesy. On grał wtedy na prawej obronie, ja chodziłem na te mecze jako jeszcze niepełnoletni kibic, pamiętam jak mówiono, że to może być zawodnik naprawdę większego pokroju. I to się sprawdziło. Widać, że Pawelec odnalazł się w Śląsku, zapisał piękną kartę w historii wrocławskiego klubu, więc można mu tylko pogratulować. Może jeszcze kiedyś zdecyduje się na powrót do Łęcznej w innej roli, kto wie. Chociaż skoro jest już grającym asystentem trenera w drugoligowych rezerwach wrocławian, to pewnie nie wypuścicie takiego człowieka zbyt łatwo.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.