W naturze nic nie ginie
Po meczu Jagiellonia – Śląsk długo rozmawiano na temat kontrowersyjnych decyzji arbitra, a także okoliczności, w których padła druga bramka dla WKS-u. Gospodarze mieli pretensje do wrocławian, że nie wybili piłki, gdy jeden z ich zawodników leżał na murawie. Gol podziałał jednak na Igora Lewczuka, niczym najlepszy lek i choć chwilę wcześniej piłkarz zwijał się w konwulsjach, to nagle sprintem wystartował by zgłaszać pretensje do arbitra i rywali. Trenerzy poproszeni na konferencji prasowej o komentarz do gry fair milczeli niczym zaklęci, choć Ryszard Tarasiewicz mógł przypomnieć Michałowi Probierzowi, jak jego ówcześni podopieczni z Polonii Bytom zachowali się w maju 2006 roku. W 54 minucie meczu w Bytomiu gospodarze wyszli na prowadzenie 2:1 w kontrowersyjnych okolicznościach. Pisaliśmy wtedy: Druga natomiast padła po wybiciu piłki na aut z powodu leżącego na murawie zawodnika, po czym wrocławianie nie doczekali się gestu Fair Play. Poloniści bezpośrednio po wznowieniu gry przeprowadzili akcję bramkową. Wątpliwości co do zachowania rywali nie miał Piotr Celeban: Przy drugiej bramce gospodarze nie zachowali się fair play, my wybiliśmy piłkę na aut, a potem oni przeprowadzili bramkową akcję, po czym mówili „jakie fair play, my nie gramy fair play” - opowiadał Piotr Celeban. Co na to trener Probierz? - Jeśli chodzi o tą sytuację bramkową, to nasz zawodnik chciał wybić piłkę w aut, ale nie trafił i dostał ją gracz Śląska, który ją wybił. Uważam, że powinien on dalej grać. To nie jest żadna złośliwość z mojej strony - stwierdzał szkoleniowiec.
W Białymstoku wrocławianie grali dalej, to nie jest żadna złośliwość.