W Pietrzykowicach bez goli

Pojedynek Pumy ze Śląska zapowiadał się szlagierowo. Obie drużyny zajmują czołowe miejsca w tabeli i są kandydatami do awansu. Niestety mecz rozczarował licznie zgromadzoną publiczność. Z wyniku bezbramkowego dużo bardziej zadowoleni są wrocławianie, a kolejny punkt przybliża drużynę kierowaną przez trenera Jedynaka do powrotu na czwartoligowe boiska. Jest to pierwszy mecz WKS-u w tym sezonie, w którym nie padł żaden gol! Puma jest jedyną drużyną, której w dwumeczu Śląsk nie strzelił bramki. W barwach Śląska po raz pierwszy w tym roku zagrał Patryk Lipiński. W wyjściowej jedenastce rezerw zabrakło tym razem Wilusza i Galusia (uraz), którego dobrze zastąpił Danek. Gospodarze rozmyślnie zdecydowali, by mecz rozegrać nie na nowej większej murawie, lecz na starej płycie (na niej Śląsk wygrał 2:0), na której trudno pokazać umiejętności techniczne. Pierwsza połowa nie stała na wysokim poziomie, wrocławianie nie zdołali przeprowadzić żadnej składnej akcji. Godne odnotowania były jedynie uderzenia z dystansu Mroza i Pędzicha. Inicjatywa należała do Pumy i Hryńczuk miał trochę pracy. W 14 minucie po silnym strzale aktywnego Sieradzkiego golkiper z trudem wypiąstkował piłkę. Sporym zagrożeniem przy stałych fragmentach gry był Ł. Czajkowski. Druga połowa rozpoczęła się od nie uznanej dla gospodarzy (Sieradzki na pozycji spalonej). Chwilę później boisko opuścił źle czujący się Wiśniewski i tym samym po ponad pół roku znów w meczu ligowym wystąpił Lipiński. W dalszym ciągu przewaga należała do drużyny z Pietrzykowic. W 61 minucie błąd popełnił Tarasiewicz i przed szansą na zdobycie gola stanął napastnik Pumy, ale na szczęście sytuację uratował Danek, który wyłuskał piłkę. Chwilę później znów było gorąco pod wrocławską bramką. Z rzutu wolnego silnie w stronę bramki uderzył Musialowski, a tor lotu piłki próbował przeciąć Galiński, zasłonięty Hryńczuk zdołał instynktownie sparować futbbolówkę. Dziesięć minut później piłkę stracił Lipiński, ale Sieradzkiemu zabrakło zimnej krwi pod bramką. W końcówce gospodarze opadli z sił i Śląsk stał się stroną atakującą. Bliski szczęścia był w 84 minucie Biliński, jednak w ostatniej chwili defensor gospodarzy wyłuskał mu piłkę w polu karnym. Wrocławianie nie mogli znaleźć sposobu na trafienie do siatki, a dobrym tego przykładem może być sytuacja z 88 minuty, gdy na bezsensowny strzał rozpaczy z 25 metrów zdecydował się Hajdamowicz. Wydawało się, że oba zespoły pogodziły się z podziałem punktów, jednak nieoczekiwanie w doliczonym czasie gry Śląsk miał szanse na wygraną. Najpierw po ładnej akcji Biliński zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i stracił piłkę, a chwilę później wrocławianie wyprowadzili kontrę 3 na 3, zakończoną niecelnym strzałem Wróbla. Okazję bramkową miał jeszcze Pędzich. W ostatnich sekundach emocji nie opanował Małecki, który o mały włos nie pobiłby się z Rafałem Pudełko.
Śląsk: Hryńczuk – Danek, Wiśniewski (54’ Lipiński), Tarasiewicz, Pędzich – Janczak, Mróz, Małecki
, Witkowski
(60’ Hajdamowicz) – Kosztowniak
(86’ Wróbel), Kaźmierczak (68’ Biliński).
źródło: własne
