Waleczne serca

W obu meczach z Górnikiem Zabrze piłkarze Śląska przegrywali, a mimo to zdołali odnieść zwycięstwo i wywalczyć remis. Taka sztuka udała się wrocławianom w ekstraklasie do tej pory tylko w sezonie 1984/85 w spotkaniach z Pogonią Szczecin. 6 października 1984 r. Aleksander Papiewski po raz ostatni prowadził WKS w I lidze. Mimo przesądzonej decyzji o jego odejściu zawodnicy rozegrali znakomite spotkanie i pomimo prowadzenia Portowców odnieśli okazałe zwycięstwo. Jeszcze przed przerwą wyrównał Maciej Szeląg, w kilka minut po przerwie na listę strzelców wpisali się Waldemar Prusik i Mirosław Pękala, a przed końcem meczu szczecinian dobił Jacek Nocko.
Przed rewanżem Pogoń zamykała tabelę, lecz była bliska wywiezienia kompletu punktów z Oporowskiej. Chociaż już po 5 minutach Aleksander Socha wpisał się na listę strzelców, goście po zmianie stron odrobili straty z nawiązką. Dopiero w 88. minucie do remisu doprowadził Zbigniew Mandziejewicz. Ostatecznie spadły Wisła Kraków i Radomiak.
W tym sezonie Śląsk ponownie pokazał wielki charakter. Gdyby grano do pierwszego gola, Górnicy zdobyliby komplet punktów, ale muszą zadowolić się jednym i to szczęśliwym. Przypomnijmy, że jesienią w Zabrzu WKS odwrócił losy mecz dzięki 2 centrom Sebastiana Mili, które na bramki zamienili Piotr Celeban i Tomasz Szewczuk. W Wielki Czwartek wygraną odebrał zabrzanom Sebastian Dudek.
Po trenerze Ryszardzie Tarasiewiczu można się spodziewać, że jego drużyna jest w stanie nawet wygrać w sezonie oba pojedynki, w których rywale obejmują prowadzenie. Wszak udowodnił to jeszcze w III lidze w dwumeczu z Polonią Słubice. Co prawda rewanż nie został dokończony i zweryfikowany jako walkower, ale Śląsk zdążył strzelić bramkę na 2:1. Na wyjeździe wrocławianie triumfowali 3:1. W tym samym sezonie WKS dwukrotnie zwycięsko kończył mecze z Miedzią Legnica (2:1 i 3:1), która jako pierwsza zdobywała gola. W jesiennej grze szkoleniowcem był jeszcze Grzegorz Kowalski.