Warchoł kolejny raz nie podniósł się z ławki. Simundza zasugerował, dlaczego
fot.: Paweł Kot
Pod nieobecność Przemysława Banaszaka inny napastnik Śląska, Damian Warchoł nie spędził choćby minuty na boisku w dwóch ostatnich meczach. Ante Simundza wolał skorzystać z innych zawodników, niebędących nawet nominalnymi "dziewiątkami". O powodach swojej decyzji opowiedział Słoweniec na konferencji prasowej. - Kiedy nie otrzymuję od piłkarza tego, czego od niego oczekuję, nie mogę na niego liczyć - tłumaczy 48-latek.
Jesienią hierarchia napastników w Śląsku Wrocław dość szybko się wykrystalizowała. Pierwszym wyborem Ante Simundzy był Przemysław Banaszak, a jego zmiennikiem Damian Warchoł, który za to w Pucharze Polski występował od pierwszych minut. Po 30-latku było widać, że nie jest on do końca zadowolony ze swojej sytuacji w zespole, o czym otwarcie powiedział przy okazji meczu z Rakowem Częstochowa. - Jestem ambitnym piłkarzem i nie ukrywam, że przychodząc do Śląska, liczyłem na więcej minut - oznajmił wówczas snajper WKS-u. Dlatego też podczas zimowego okienka transferowego pojawiały się plotki, że Warchoł może zmienić klub, ale tak się ostatecznie nie stało i zawodnik wiosnę spędzi we Wrocławiu. Ponadto Rafał Grodzicki sprowadził do Śląska nowego napastnika - Timoteja Jambora, który zasilił szeregi Trójkolorowych na zasadzie wypożyczenia.
Ante Simundza w trakcie okresu przygotowawczego zdecydował się na zmianę ustawienia, które spowodowało, że w końcu pojawiło się miejsce dla dwóch "dziewiątek" (czego wcześniej domagało się wielu kibiców). W pierwszym spotkaniu w 2026 roku na murawie pojawili się wcześniej wspominani Banaszak oraz Warchoł, ale występ drugiego z nich był po prostu dość słaby. Dlatego też tydzień później w Legnicy 30-latek usiadł na ławce rezerwowych i zameldował się na boisku w 69. minucie. W tym właśnie meczu z kontuzją zszedł Przemysław Banaszak, a kilka dni później dowiedzieliśmy się, że uraz ten wyeliminuje najlepszego strzelca zespołu z co najmniej dwóch kolejnych meczów.
I tu wydawało się, że pojawiła się szansa dla Warchoła na większą liczbę minut. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Przeciwko Odrze Opole Ante Simundza postawił na Timoteja Jambora i tu trzeba przyznać, że 48-latek miał nosa, bo Słowak ustrzelił dublet. Jednak gdy schodził on z boiska, jego miejsce nie zajął nominalny napastnik, tylko Adam Ciućka, ale trzeba pamiętać, że wtedy Wrocławianie prowadzili już 3:0 i w pełni kontrolowali mecz.
- To, co naturalne z zewnątrz, nie zawsze jest takie dla mnie. Damian niczym nie zawinił. Po prostu wierzyłem, że w tym konkretnym spotkaniu Jambor może być dla nas bardziej efektywny i da nam więcej
- tłumaczył swój wybór trener Simundza na konferencji prasowej.
Zupełnie inne słowa (bardziej dające do myślenia) usłyszeliśmy za to po wygranej z Chrobrym Głogów (2:1). Tutaj również Damian Warchoł spędził całe 90 minut na ławce rezerwowych. W drugiej połowie przy słabszej grze w ofensywie szkoleniowiec Wojskowych wolał skorzystać z Jehora Szarabury, zamiast 30-latka. Dlatego już po końcowym gwizdku Ante Simundza został zapytany, czy nie korciło go, aby przeprowadzić zmianę napastnik za napastnika? Odpowiedział on wprost, że nie może na niego liczyć, bo w ostatnim czasie nie dawał drużynie tego, czego oczekiwałby od niego Słoweniec. Jednak nie był to koniec odpowiedzi na pytanie - trener Śląska dodał kilka słów o walce i poświęceniu w spotkaniu derbowym i jeśli ktoś nie jest w stanie tego uszanować, nie będzie grać. Tym samym Simundza zasugerował, że nie jest do końca zadowolony z postawy zawodnika i nie jest jego pewny w 100%.
- Jeśli nie otrzymuje od zawodnika tego, czego chcę niezależnie czy wchodzi na 45 minut, czy na minutę - to nie mogę na niego liczyć. To jest zbyt duży klub, my musimy podchodzić z ogromnym szacunkiem do naszych kibiców. Widzieliście państwo, że w dzisiejszym spotkaniu walczyliśmy, byliśmy konsekwentni, jako drużyna się poświęcaliśmy, fani nam dali dużo energii i to wszystko złożyło się na trzy punkty. Jeśli ktoś nie jest w stanie tego uszanować, niezależnie od tego, kto to jest, nie będzie grać
- zakomunikował 48-latek po meczu z Chrobrym.
Po wygranej z ekipą Łukasza Becelli Wrocławianie awansował na 6. miejsce w tabeli I ligi, a już za tydzień (7 marca) do stolicy Dolnego Śląska zawita lider - Wisła Kraków. Początek meczu o godzinie 17:30.
