Waśniewski: To nie koniec transferów młodych Polaków
fot.: Paweł Kot
Gośćmi Dariusza Wieczorkowskiego w Radiu Wrocław byli prezes Śląska Wrocław Piotr Waśniewski oraz dziennikarz Artur Brzozowski. Rozmowa dotyczyła wszelkich aspektów działalności Śląska Wrocław, od transferów po budowę akademii. Zapraszamy do lektury zapisu obszernych fragmentów tej rozmowy.
Czy piąte miejsce po tym sezonie to satysfakcjonująca lokata?
Piotr Waśniewski: Wszystko zależy, z którego punktu spojrzymy. Jeżeli byśmy zadali to pytanie na początku sezonu, czyli rok temu, to myślę, że wszyscy uznaliby to za genialny wynik, nawet nie dobry czy bardzo dobry. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli awansujesz do grupy mistrzowskiej, czy nawet przed grupą mistrzowską jesteś na miejscu trzecim lub czwartym, to można odnieść wrażenie, że piąte to nie jest to, czego chcemy jako kibice.
Cztery tygodnie temu było blisko, żeby myśleć o czymś więcej.
Myślę, że możemy podsumować, że grupa mistrzowska pokazała nasze słabości, ale i możliwości na ten okres. W ciągu sezonu staliśmy defensywą, a przecież w trakcie sezonie straciliśmy dwa ważne jej punkty - Wojtka Gollę i Łukasza Brozia. To nie jest tak, że oni generowali zwycięstwa, ale dawali bezpieczeństwo w bloku defensywnym. Przyzwyczailiśmy się, że miniony sezon to nie był sezon ofensywy Śląska Wrocław, a przede wszystkim obrony. W ostatnich meczach traciliśmy zbyt często i zbyt wiele bramek i to się na końcu odbiło na wyniku. (Waśniewski)
Czy my byliśmy gotowi na grę w pucharach kadrowo i finansowo?
Waśniewski: Zawsze trzeba być gotowym na grę w pucharach. To ukoronowanie całego sezonu i ciężkiej pracy sztabu i zawodników. Nie można się obrażać czy martwić się tym, że jest się na miejscu pucharowym i jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek tłumaczyć się z potencjalnej porażki jest nieporozumieniem. Gramy o mistrzostwo, miejsce pucharowe i medale, a potem chcemy w pucharach walczyć. Gdy Śląsk zajął trzecie miejsce za trenera Levy'ego to był najgorszy wynik w tamtym czasie, ale w pucharach mieliśmy najlepszą możliwą przygodę. Dopiero późniejszy triumfator Sevilla nas zatrzymała i to dość brutalnie.
Brzozowski: Ja jestem od dawna zwolennikiem tezy, że faworytem w polskiej lidze będzie zawsze Legia Warszawa, która ma najlepszy potencjał finansowy, marketingowy i sportowy. Legia teoretycznie powinna być poza zasięgiem. Trochę za Legią jest Lech, a dalsze miejsca może zająć każdy. Piast Gliwice został mistrzem, teraz awansował do pucharów, więc każdy klub, na czele ze Śląskiem, może w tych europejskich pucharach grać. Nie rozumiem mówienia kibiców, ale także dziennikarzy, że lepiej ogrywać młodych, a może za rok-dwa puchary. Świat się zmienia i futbol też. Dziś wszystko dzieje się błyskawicznie. Dzisiaj futbol to już nie jest tak, jak było w latach 70. czy 80. i trener przychodził do klubu, mówił, że zobaczy, co tutaj mamy, prosił o czterech-pięciu zawodników i mówił: "Teraz będziemy ich ogrywać, w przyszłym sezonie też, a za trzy lata to będzie zespół". Dziś potrzeba trzech meczów, trzech tygodni, żeby zbudować zespół.
W ostatnich godzinach najgorętszy temat to transfer Przemysława Płachety, który wzmocni budżet, ale osłabi kadrę. Ile konkretnie pieniędzy trafi na konto Śląska?
Waśniewski: Będzie to znacząca kwota. Na tyle duża, że będzie wypłacana w transzach. Daleka od tych wszystkich legend, że to 300 tys. czy tam milion odstępnego. To zupełnie innej skali kwota. To kilkadziesiąt razy więcej niż Śląsk wydał na jego pozyskanie, i to nie tylko wykupu, ale także innych aspektów i możliwości jego pozyskania. Cały temat pojawienia się Płachety w Ślasku Wrocław był ciekawy i mocno komentowany przez wszystkich w Polsce. Robię to rzadko, ale tu wypada: trzeba pochylić głowę i zdjąć czapkę przed menedżerem Przemka. Rok temu dogadaliśmy się na pewne przedsięwzięcie, obie strony dotrzymały słowa i warunków tego porozumienia i dziś cieszymy się z Przemka i rozwoju jego kariery. Fajnie, że był z nami, świetnie, że nam pomógł, spełnił swoją rolę jako młodzieżowiec, daliśmy mu szansę na wypromowanie się, bo to zawodnik, który już jedną szansę miał i skończyła się powrotem do Polski. Odbudową we Wrocławiu. Nie braliśmy zawodnika, który jest strzałem w 10, wszystko się ułożyło, a dziś jesteśmy wszyscy zwycięzcami tego transferu.
Ile złotych trafi na konta w tych transzach?
Waśniewski: Klauzula w kontrakcie nie pozwala mi tego powiedzieć. Musimy się ograniczyć do spekulacji.
Brzozowski: Podoba mi się podejście prezesa, że to był świetny interes. Lubię, gdy klubu znają swoje miejsce w szeregu. Mógłby prezes powiedzieć, że nie puścimy Płachety, bo chcemy ograć Legię i być mistrzem. Prawda jest taka, że są kluby, które będą ogrywały piłkarzy po to, żeby ich po roku czy dwóch sprzedać. Patrząc na niektórych prezesów, np. na zachód od Wrocławia, na dziennikarzy, to tak, jak powiedziałem przed piosenką - nie ma czegoś takiego, że zespół się buduje latami. Grają najlepsi, czy mają 30 lat czy 19, poza oczywiście jednym obowiązkowym młodzieżowcem. Od razu widać koncepcję, ale o koncepcji transferowej porozmawiamy za chwilę.
Czy prezes coś doda w kwestii kwoty? Ilu takich Przemków jeszcze macie pod ręką?
Waśniewski: To, co powiedział red. Brzozowski jest kwintesencją całego tego dealu. Wielu specjalistów wypowiadało się, że coś musi być na rzeczy, że Płacheta trafił do Śląska, mimo że kilkanaście klubów go chciało. Mówiło się, że widocznie chodziło o niską kwotę odstępnego albo o gigantyczną pensję. Pensję miał bardzo niską jak na Śląsk, a kwota odstępnego istniała, ale to była złożona kwestia.
Przykład Przemka jest specyficzny, bo wiedzieliśmy, że to jest strzał na tu i teraz. Bardzo podobny ruch wykonaliśmy teraz, pozyskując wychowanka Legii, który według specjalistów i naszych skautów jest bardzo obiecującym zawodnikiem, ale w jego przypadku chcemy się wiązać na dłużej. Mowa o Praszeliku. Zobaczycie w następnych dniach, że to nie koniec ruchów transferowych, jeśli chodzi o młodych Polaków.
Nie sposób nie porozmawiać o kolejnych ruchach. Na co możemy liczyć w kolejnych dniach?
Waśniewski: Na stopniową przebudowę kształtu drużyny.
Rewolucja czy ewolucja?
Waśniewski: Na tym etapie to może być i będzie ewolucja. Rewolucja była 12 i 18 miesięcy temu, gdy widzieliśmy, co się dzieje z klubem, który musiał skupiać się na walce o utrzymanie. Ten sezon pokazuje, że stoimy defensywą, Wojtek Golla wrócił do nas i rozpocznie z nami rozgrywki. Skupiamy się na ofensywie. Rozmawialiśmy o Płachecie, o Exposito i osobach, które się wyróżniały. Śląsk prezentował dość schematyczny sposób gry. Teraz, transferując Przemka i nie przedłużając kontraktów z innymi zawodnikami z bloku ofensywnego, mamy przestrzeń na nową, inną jakość.
Kibice lubią nazwiska. Praszelik to jedno. Kto jeszcze?
Za dużo wiem, boję się, że się wygadam. Jest z nami pomocnik Makowski, kolejny zawodnik z historią w Legii. Liczymy na jego rozwój, bardzo się wyróżnia w I Lidze. Jesteśmy u progu porozumienia w kwestii napastnika, którego nazwiska nie mogę zdradzić. Podobnie jest z bocznym obrońcą, na pozycję, na której pożegnaliśmy Łukasza Brozia. Szukamy doświadczonego zawodnika do środka, który pomoże w rozegraniu. Mamy swojego faworyta, o którym chciałbym powiedzieć, choć jest trudno dopiąc porozumienie. Musimy też skupić się na prawej pomocy. (Waśniewski)
Czy do Śląska Wrocław wróci Waldemar Sobota? Gdzie jesteśmy z Waldkiem w rozmowach?
Waśniewski: Nie wyprzedzajmy faktów. Jednak mam nadzieję, że drugi raz jako prezes będę tym, który Waldka zatrudni.
Czyli będzie. Kto jeszcze? Albo jaka pozycja? Muszą być zmiennicy, Ekstraklasa się zmienia, mamy pięć zmian od kolejnego sezonu, więc kadra musi być szeroka. Coś jeszcze?
Powiemy otwarcie, że na boisku dużo częściej będą pojawiali się zawodnicy, którzy są zawodnikami naszej drugiej drużyny i akademii. Taki cel stawiamy trenerowi. Jedną kwestią jest to, że staramy się sprowadzić takiego zawodnika jak Przemek Płacheta czy Praszelik, ale musimy pamiętać o własnych wychowankach, bo nie po to funkcjonuje akademia, żeby nie grali. (Waśniewski)
Pytanie o akademię. Kiedy i gdzie powstanie akademia? Jest mowa o nowym obiekcie, nowej infrastrukturze, była mowa o Borowskiej, a ostatnio pojawiły się głosy, że gdzieś tam w okolicach stadionu powstanie ten obiekt. Gdzie jesteśmy?
Waśniewski: To, co się wydarzyło w Śląsku w ostatnich 18 miesiącach jest dla mnie dowodem, że mamy do czynienia z właścicielem i jego reprezentantem w postaci Jacka Sutryka, który ma bardzo racjonalne i rozsądne podejście do projektu, jakim jest Śląsk Wrocław. Jest pragmatyczny aż do bólu w sposobie finansowania i rozliczania nas, ale również w kwestii dawania nam możliwości i nadziei na rozwój. Nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko budowy poważnej akademii, z ośmioma-dziewięcioma boiskami krytymi i odkrytymi, sztucznymi i naturalnymi, z takim zapleczem, żeby można było powiedzieć, że mamy do czynienia z prawdziwą akademią. Kiedy powstanie - to rzecz, którą powinien ogłaszać prezydent miasta, a nie prezes jako jego podwładny.
A o jakich latach mówimy?
Waśniewski: Mówimy o najbliższych latach. W najbliższych miesiącach będziemy gotowi formalnie poinformować wszystkich, kibiców i sportowców, że taki projekt realizujemy we Wrocławiu na poważnie.
A w którym miejscu na mapie Wrocławia?
Waśniewski: W na tyle ścisłym centrum Wrocławia, żeby dostać się tam środkami lokomocji i komunikacją, a nie tak jak w Warszawie - PKS-em albo specjalnie przygotowanym autobusem.
Brzozowski: Nie jest tajemnicą, że miasto na działki na Maślicach i tam rozpatrywana jest lokalizacja pod akademię. Ta lokalizacja, która obowiązywała do niedawna, jest już nieaktualna, ale nowy teren jest blisko. Zachodnia część Wrocławia, niedaleko Stadionu Miejskiego. Dla Śląska jest to bardzo ważna inwestycja, której klub oczywiście nie zdoła sam sfinansować. To jest koszt rzędu 50 milionów złotych.
Możecie liczyć na wsparcie ministerstwa sportu?
Waśniewski: Mamy nadzieję, że podobnie jak przy innych tego typu projektach, 30-procentowy udział ministerstwa będzie miał miejsce również przy tym projekcie.
Brzozowski: Prezes jest dyplomatą, nie chce nikogo urazić, ale Śląsk od dawna stara się o dofinansowanie akademii, lecz z przyczyn politycznych nie jest lubiany w ministerstwie. Jagiellonia czy Pogoń na przykład to dofinansowanie dostały. Jeśli rekonstrukcja rządu będzie duża, istnieje ryzyko, że zostanie zlikwidowanie ministerstwo sportu. Miałoby zostać wchłonięte przez inne ministerstwo, a sport na tym straci w kategoriach infrastrukturalnych. Budżet w ministerstwie był. Jeśli Śląsk chciałby się starać o dofinansowanie do akademii, podobnie jak Ślęza Wrocław chce zbudować halę lekkoatletyczną na Kłokoczycach, to zapisane są jakieś pieniądze w budżecie ministerstwie. Jeśli ministerstwa zaraz może nie być, to będzie spory problem.
Waśniewski: Mam nadzieję, że aż takie czarne scenariusze nas nie czekają. Byliśmy z ministerstwem na zaawansowanym etapie porozumienia, gdy była koncepcja przebudowy Oporowskiej.
Jaką rolę może pełnić Oporowska w takiej sytuacji?
Waśniewski: Moim zdaniem istnienie Oporowskiej w takim punkcie miasta, mimo jej zasług nie jest czymś uzasadnionym w przypadku budowy nowego obiektu.
Pójdzie na sprzedaż?
Waśniewski: Nie ja o tym decyduję. Uważam, że aż się prosi, by te tereny wykorzystać w inny sposób, mimo że plan zagospodarowania jest pewnie inny, to widzę w tym pewną nadzieję, że jeśli będziemy mieli opór polityczny w realizacji projektu akademii, to bęzie to może nie jedyna, ale najlepsza droga sfinansowania tego przedsięwzięcia.
Jak idzie poszukiwanie inwestora dla klubu?
To bardzo trudny temat. Znowu to powinno być pytanie do właściciela. Ale jako obserwator uważam, że gminy nie stać na eksperymenty tylko na jeden sprawdzony strzał. Ważna jest stabilizacja, ale przede wszystkim wybór kogoś, kto jest nie tylko wiarygodny finansowo krótkoterminowo, ale i długoterminowo. Jak mówi pan prezydent Sutryk, może powinniśmy przestać mówić o nowym właścicielu tylko partnerze biznesowym, gotowym współfinansować ten projekt wspólnie z gminą Wrocław. (Waśniewski)
Co w nowym sezonie? Tytułem podsumowania.
Waśniewski: Zobaczymy stary-nowy Śląsk, który będzie grał jeszcze skutecziej niż w tym sezonie. Ruchy, jakie chcemy wykonać na papierze wzmocnią jakość drużyny. Tak dojrzały i sprawny trener jak trener Lavicka, będzie potrafił wycisnąć z tego 120%. Życzę sobie, żebyśmy wypromowali kolejnego zawodnika i mogli go sprzedać. Znamy jako Śląsk swoje miejsce w szeregu i nie będziemy się obrażać na każdy milion euro.
Brzozowski: Jestem ciekaw trzeciego roku trenera Lavicki. Interesuje mnie bardziej jego praca niż to, kto przyjdzie jako nowy zawodnik. To czeska szkoła trenerska, on lubi spokoj, konsekwencje i myślę, że najlepsze przed nami. Oby.
źródło: Radio Wrocław