Widzew - Śląsk 1:2 (0:2) - relacja

Wrocławscy piłkarze jechali do Łodzi bez kompleksów. Ostatnie zwycięstwo nad Podbeskidziem podtrzymało w nich wiarę we własne umiejętności. Udało im się wygrać z Kujawiakiem i Podbeskidziem, którzy w przedsezonowych typowaniach stawiani byli jako jedni z faworytów, dlaczego zatem nie mieli dobrze wypaść także w meczu z Widzewem? Trzeźwo oceniający sytuacje dostrzegali jednak, że łodzianie wydają się dysponować silniejszą kadrą, a wygrana na własnym stadionie 5:2 z Zagłębiem Sosnowiec musi wzbudzać respekt. Mecz w Białymstoku do najlepszych w wykonaniu podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza nie należał, czyżby zatem WKS miał być drużyną własnego boiska? Optymiści przywoływali statystykę, wg której w rozgrywkach drugoligowych odbyły się dwa mecze i wszystkie zostały wygrane przez zespół WKSu.
Śląsk rozpoczął mecz nerwowo. Radek Janukiewicz tak niefortunnie wybił piłkę, ze trafiła ona wprost pod nogi napastnika gospodarzy, jednak próba lobowania bramkarza nie przyniosła efektu. W 5 minucie wrocławianie wywalczyli rzut wolny w odległości ok. 18 metrów od bramki Widzewa. Do piłki niespodziewanie podszedł Grzegorz Wan i technicznym strzałem nad murem skierował ją do siatki! Śląsk niespodziewanie prowadził 1:0. Karta zatem się odwróciła. Obawialiśmy się, że może powtórzyć się scenariusz z ostatnich spotkań, kiedy to wrocławianie zmuszeni byli odrabiać straty, gdy tymczasem teraz Śląsk był w komfortowej sytuacji. Gospodarze nie za bardzo wiedzieli co się dzieje na boisku, jakby ich plan taktyczny zawalił się w gruzach. Widzewiacy próbowali atakować, jednak brakowało zimnej krwi i skuteczności. Strzelali m.in. Konieczny, Grzelak i Lato. Śląsk zagęścił środek pola, próbował przechwycić piłkę i kontratakować. W 23 minucie dobrą okazję zmarnował Sztylka. Dośrodkował Wan, a kapitan WKSu zamknął akcję, jednak strzał głową nie był celny. Jednak w 35 minucie z celnością było zdecydowanie lepiej. Z rzutu rożnego z prawej strony dośrodkował Budka, strzał Sztylki odbił Kościukiewicz, ale przy dobitce Kowala był bezsilny. Wrocławianie prowadzili już 2:0! Stosując terminologię bokserską można stwierdzić, że łodzianie byli już „liczeni” pozostawało tylko zadać kolejny nokautujący cios. Gra uspokoiła się, wrocławianie przerywali większość akcji Widzewa, który na przerwę schodził z dwoma bramkami straty.
Po ostrej reprymendzie w szatani podopieczni Stefana Majewskiego zaatakowali z pasją, by odrobić straty. Niestety dla Śląska w 50 minucie Iwan świetnym prostopadłym podaniem uruchamia Grzelaka, który kieruje piłkę do siatki. Gospodarzom wróciła nadzieja na zdobycie choćby punktu i zaczął się szturm na bramkę strzeżoną przez Janukiewicza. Szczególnie groźni byli Lato i Grzelak, którzy raz za razem uruchamiali groźne ataki. Jednak po raz kolejny szczęście stało przy Śląsku. W 59 minucie Budka dośrodkowuje w pole karne, a Ulatowski minimalnie mija się z piłką, to mogła być decydująca akcja. Tymczasem wrocławianie jak tylko mogli opóźniali grę i kradli cenne sekundy. Żółtą kartką został ukarany Janukiewicz, który często miał okazję do prezentowania swoich umiejętności. Bliski doprowadzenia do remisu był Iwan, ale bramkarz Śląska był na posterunku. Jednak chwilę później zbyt długo zwleka z wybiciem piłki i arbiter odgwizduje błąd 6 sekund. Z 15 metrów uderza Grzelak, ale nieskutecznie. Trener Tarasiewicz desygnuje do gry w krótkich odstępach czasu Wielgusa, Rosińskiego i Flejterskiego. Mają oni pomóc w uporządkowaniu środka pola i przy sprzyjającej okazji przeprowadzać kontry. Gospodarze, widząc, że mają coraz mniej czasu stają się nerwowi i nie potrafią przeprowadzić składnej akcji. Arbiter dolicza 4 minuty i właśnie w tych ostatnich sekundach emocje były ogromne. Widzew zagrał ultraofesywnie, a pod bramką Śląska było bardzo gorąco. Jednak takie ustawienie pozwoliło na przeprowadzenie groźnej kontry. Ulatowski staje przed szansą, ale strzela fatalnie. Na ławce rezerwowych Śląska wszyscy czekają z utęsknieniem na końcowy gwizdek arbitra, gdy tymczasem, defensorzy WKSu zagapiają się. Liczą, że arbiter odgwiżdże pozycję spaloną, gdy tymczasem gwizdek arbitra milczy i przed ogromną szansą staje Grzelak . Nie wytrzymuje jednak presji i kieruje futbolówkę obok bramki. Po chwili sędzia gwiżdże po raz ostatni i wrocławianie szaleją ze szczęścia. Szkoda, że na stadionie nie mogli cieszyć się także kibice na sektorze przeznaczonym dla gości...
Widzew Łódź – Śląsk Wrocław 1:2 (0:2)
0:1 – Wan 5’
0:2 – Kowal 35’
1:2 – Grzelak 50’
Śląsk: Janukiewicz
- Wołczek, Ignasiak, Rudolf – Wan (76' Wielgus
), Budka, Sztylka
, Szewczyk, Dudek (63' Rosiński), - Ulatowski, Kowal (64' Flejterski
).
Widzew: Kościukiewicz – Michalski (46' Maras), Konieczny, Białek (68' Wawrzyniak), Szeliga (79' Kowalczyk), Iwan, Lato, Kuzera, Pawlak, Grzelak, Wyczałkowski.
Sędziuje: Robert Setla (Katowice)
Aura: Niebo bezchmurne.
Widzow: ok. 7 tys (na stadion nie wpuszczono kibiców Śląska).
źródło: własne
