Wielka lipa...

Wrocławianie przegrali z Sokołem 1:2 na własne życzenie. Zespól Śląska w pierwszej polowe wypracował sobie tyle sytuacji bramkowych, że powinien strzelić nie jedną, a co najmniej 5 goli! Fatalnie jednak pod bramką zachowywali się napastnicy – Biliński i Kaźmierczak, sytuacje marnował także Witkowski. Świadkami tego pokazu indolencji strzeleckiej byli m.in. E. Ptak, R. Tarasiewicz i W. Tęsiorowski, grę kolegów obserwowali także M. Kowal i P. Celeban. Być może gdyby mogli wystąpić Kosztowniak (drobny uraz) i Wiśniewski (przeziębienie) to mecz ułożyłby się inaczej. Mimo porażki wrocławianie nadal pozostają liderem. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili goście, jednak na szczęście dla WKS-u Dziągwie zabrakło precyzji. Po kilkunastu minutach do głosu doszli podopieczni trenera Jedynaka i rozpoczął się szturm bramki strzeżonej przez Gawłowskiego. Golkiper Sokoła był tego dnia w dobrej dyspozycji i ma duży udział w zwycięstwie swojej drużyny. W 15 minucie Małecki świetnym podaniem obsłużył Kaźmierczaka i zaczęło się seryjne marnowanie sytuacji bramkowych. Chwilę później Kazik uderzył z dystansu, golkiper odbił piłkę przed siebie, ale Biliński nie potrafił wykorzystać okazji. W 20 minucie W doskonałej okazji znalazł się Kaźmierczak, minął nawet bramkarza, jednak za daleko wypuścił sobie piłkę. Wreszcie w 24 minucie padła bramka. Z rzutu wolnego dośrodkował Wilusz, najwyżej wyskoczył Tarasiewicz i głową skierował piłkę do siatki. Wrocławianie starali się pójść za ciosem, najpierw groźnie uderzał Witkowsk i, a chwilę później znów pojedynek z golkiperem przegrał Kaźmierczak. Przed końcem pierwszej połowy jeszcze trzy dobre okazje zmarnował Biliński. Druga połowa podobnie jak pierwsza zaczęła się od groźnej akcji Sokoła. W polu karnym błąd popełnił Witkowski, który tak niefortunnie próbował wybić piłkę głową, że z łatwością dopadł do niej Rodak (swego czasu występował w Śląsku) i doprowadził do wyrównania. W 58 minucie daleki wybieg Hryńczuka poza pole karne ratuje Śląsk przed kolejną stratą gola. Goście zwarli szyki obronne i piłkarzom WKS-u już tak łatwo nie udawało przedostać się pod bramkę. Niewiele wnosili zmiennicy. W 70 minucie murawę z powodu urazu musiał opuścić Galuś. Wrocławianie mogli wygrać, jednak zimnej krwi zabrakło Bilińskiemu, a szczęście sprzyjało drużynie z Wielkiej Lipy (piłka wybita z linii bramkowej). Niewykorzystane sytuacje się mszczą i na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do siatki trafił Dzień. Akcja rozpoczęła się od głupiej starty piłki przez Mroza, a piłkarz Sokoła pokazał, że w przeciwieństwie do zawodników Śląska potrafi trafić do siatki mając tylko jedną dogodną okazję. W doliczonym czasie gry drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Wilusz .
Śląsk II – Sokół Wielka Lipa 1:2 (1:0)
1:0– Tarasiewicz 24’
1:1 – Rodak 57’
1:2 – Dzień 87’
Śląsk: Hryńczuk – Galuś (70’ Danek), Tarasiewicz, Mróz, Pędzich – Janczak (60’ Hajdamowicz), Wilusz, Małecki, Witkowski (79’Szataniak)– Kaźmierczak (65’ Wróbel), Biliński.
źródło: własne
