Wygrana: Śląsk - Gawin 1:0 (0:0)
Pierwszy mecz Śląska Wrocław w nowym roku zgromadził na stadionie przy ul. Sztabowej kilkaset osób. Ciężko było oczekiwać popisów piłkarzy po ciężkim obozie przygotowawczym w Zieleńcu, tym bardziej, że w kadrze na mecz zabrakło m.in. Przemysława Łudzińskiego, który z powodów rodzinnych dostał wolne od sztabu szkoleniowego. Na boisku nie ujrzeliśmy także kapitana zielono-biało-czerwonych Dariusza Sztylki, Krzysztofa Ostrowskiego, Wojciecha Górskiego, Roberta Rosińskiego, Edwina Freya oraz Krzysztofa Wołczka. Na trybunach można za to było dostrzec byłego właściciela Śląska Edwarda Ptaka. Skrót filmowy i galeria już wkrótce.
Mecz wrocławian z wiceliderem trzeciej ligi rozpoczął się niespodziewanie od ataków gości. W 4. minucie strzał Burskiego obronił Andrzej Olszewski, zaś kilka chwil później uratował go słupek. Po raz kolejny pod bramką nowego golkipera Śląska groźnie było po stracie Marka Gancarczyka - na strzał zza pola karnego, na szczęście niecelny, zdecydował się Piątkowski.
Po słabym początku coraz groźniej zaczęli atakować wojskowi. W 19. minucie główką niecelnie strzelał testowany Andriej Polanica, a 60 sekund później strzał Janusza Gancarczyka został zablokowany w polu karnym. Zawodnik ten przejawiał w tym fragmencie meczu dużą aktywność, o czym świadczy jego kolejne uderzenie na bramkę Szaruna po uprzednim wyłuskaniu piłki od obrońców Gawina. W przeciągu kilku chwil dwa błędy popełnił Polanica. Najpierw na 30. metrze od bramki stracił piłkę, po czym na strzał zdecydował się Burski, a zaraz potem popełnił faul tuż przed polem karnym, po którego wykonaniu goście oddali kolejne uderzenie w światło bramki Olszewskiego. Były gracz Jagielloni Białystok dwa razy udanie uchronił zespół od utraty gola. Dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy dwie znakomite okazje mieli piłkarze Śląska. Najpierw z 11. metrów prosto w bramkarza trafił Benjamin Imeh, a następnie po dobrej akcji powracającego po kontuzji Krzysztofa Szewczyka podobną nieporadnością jak Nigeryjczyk wykazał się Vladimir Cap. Przed gwizdkiem sędziego swoich szans goście szukali jeszcze w uderzeniach z dystansu, ale były to próby nieudane.
Po zmianie stron i pojawieniu się na boisku wielu nowych zawodników wrocławianie rzucili się na rywali. Najpierw z 15. metrów tuż nad bramką piłkę posłał Krzysztof Kaczmarek, a chwilę później strzał Tomasza Szewczuka nogami wybronił golkiper Gawina. W 62. minucie z lewego narożnika pola karnego strzelał Sebastian Dudek, ale po trybunach mógł przejść tylko szmer niezadowolenia, gdy piłka o centymetry przeszła obok dalszego słupka. Po tej akcji przez długi okres czasu na boisku nic się nie działo. Nudę tę przerwał Kasczyszyn w 75. minucie, ale jego uderzenie z 20. metrów obronił Wojciech Kaczmarek. Trzy minuty później nasz bramkarz znów miał okazję pokazać swoje umiejętności i po raz kolejny popisał się dobrą interwencją. W 86. minucie nastał kluczowy moment dla wyniku tego meczu. Po wrzutce z lewej strony w powietrzu z golkiperem Gawina walczył Kaczmarek, piłka trafiła do Kluzka, którego zadaniem było tylko umieścić ją w pustej bramce. Na pewno by do tego doszło, gdyby ręką nie odbił jej jeden z rywali, który za to zagranie otrzymał czerwoną kartkę. Rzut karny pewnym uderzeniem w lewy górny róg na gola zamienił Dudek. Do końca spotkania nacierał jeszcze Śląsk, jednak dobre akcje Patryka Klofika, który w szeregi swojej drużyny wniósł wiele ożywienia, i Kaczmarka nie przyniosły zmiany rezultatu.
Śląsk Wrocław - Gawin Królewska Wola 1:0 (0:0) - boisko przy ul. Sztabowej
1:0 Dudek (86')
Skład Śląska:
I połowa: Olszewski - Socha, Polanica, Ignasiak, Cap - M. Gancarczyk, Tymiński, Szewczyk, J. Gancarczyk - Imeh, Kosman
II połowa: W. Kaczmarek - Szewczuk, Pokorny, Polanica, Wójcik - K. Kaczmarek, Dudek, Ulatowski, Klofik - Kosman, Kluzek
źródło: Tomek