Wykorzystać słabości rywala (ZAPOWIEDŹ)
fot.: Paweł Lorenc
Cracovia i Śląsk ostatnio mają ze sobą wiele wspólnego. Mało atrakcyjny styl, problem ze zdobywaniem punktów, niezadowolenie kibiców i niestabilna posada trenera to niektóre z nich. Mimo że Śląskowi udało się niedawno przełamać i wygrać z Pogonią oraz przyzwoicie według niektórych zaprezentować się z Legią, to daleko we Wrocławiu do optymizmu. Ewentualne zwycięstwo z Cracovią może nieco przedłużyć żywotność trenera Lavicki przy Oporowskiej lub chociaż podciągnąć morale zespołu.
Ostatnie mecze Śląska można zaliczyć do tych odbytych. Nie wydarzyło się w nich nic spektakularnego, raz udało się wygrać, raz zremisować, a raz stracić punkty. Bez emocji, bez charakteru, bez polotu. Ot po prostu wrocławianie rozgrywają kolejne mecze, człapiąc w stronę zakończenia sezonu. Nie tego jednak oczekujemy jako kibice. Oczywiście jesteśmy również realistami i znamy sytuację w klubie. Drużyny i stylu nie buduje się z dnia na dzień i patrząc na potencjał kadrowy, ciężko wymagać tutaj walki o mistrzostwo. Chodzi jednak o pewien pierwiastek, dla którego kibicowi chce się przyjść na stadion lub zasiąść przed telewizorem. Od charakteru, walki, zaangażowania po zwyczajny pomysł na grę. Tego nie widzimy w tej drużynie i przykro się robi, patrząc jak projekt trenera Lavicki po dwóch latach nie zrobił żadnego postępu.
Kliknij i sprawdź aktualny kurs w Superbet na zwycięstwo Śląska
I tak dochodzimy do meczu z Cracovią, rywalem nad wyraz wygodnym w ostatnich 5 meczach, w których Śląsk wygrywał 3 razy, raz remisował, a raz uznał wyższość rywala. Mecz przeciwko drużynie Pasów może nam również kojarzyć się z ostatnim dobrym występem wrocławian na ligowych boiskach. Od tamtej pory forma WKS-u to równia pochyła, po której się niebezpiecznie zniżamy. Inaczej się ma sytuacja, jeżeli spojrzymy na tę rywalizację pod kątem wyjazdów. Gospodarze tych pojedynków najczęściej wygrywali, a Śląsk w Krakowie przy Kałuży wygrał 7 lat temu, kiedy to jeszcze w ataku biegał Paixao, w bramce stał Kelemen, a parę obrońców tworzyli Kokoszka z Grodzickim. Ciężko na tej podstawie wróżyć dobry wynik w piątek, jednak pozostaje nam wierzyć w przełamanie tej brutalnie niekorzystnej passy.
Trener Lavicka na konferencji prasowej jak to ma w zwyczaju, wstrzymuje się od podawania konkretów, natomiast zaznaczył, że jeżeli nie wystąpią jakieś komplikacje ze zdrowiem poszczególnych zawodników, to w piątek zobaczymy tę samą jedenastkę, co w meczu z Legią. Czy jest to najsilniejszy obecnie skład? Pewnie nie, gdyż sam środek pola wygląda jak sklejony na prędce bez ładu i składu, stworzony ze skrzydłowego, napastnika, który może również grać na skrzydle i prawego obrońcy. Zagrywka ze zmianą pozycji Janasika może przypominać podobną, którą zastosował trener Pawłowski, wystawiając niegdyś Augusto na pozycji defensywnego pomocnika. Trzeba jednak przyznać, że fragmentami ten pomysł się broni. Janasik pokazał kilka ciekawych zagrań w meczu z Legią, a Scalet wreszcie stał się przydatny dla pierwszej drużyny. Obrazek ten psuje postawa Roberta Picha, który jako ofensywny pomocnik wygląda równie bezbarwnie co na skrzydle. I choć we Wrocławiu przyzwyczailiśmy się do jego sinusoidalnej formy, to już wystarczająco dużo czasu minęło od jego ostatniego dobrego spotkania i być może przydałby mu się odpoczynek.
W Cracovii kryzys wciąż trwa, może nawet większy niż w Śląsku. W końcu trener Probierz w pewnym momencie nie wytrzymał i publicznie ogłosił, że ma wszystkiego dość i odchodzi z drużyny. Oczywiście został przekonany przez właściciela klubu profesora Filipiaka o pozostanie i niechętnie kontynuuje pracę. Czemu niepewnie? Bo gdy tylko spojrzy się na trenera Probierza coraz mniej w nim werwy, energii i wiary w ten projekt. Polski Mourinho pcha jednak ten wózek pełen nabytków z całego świata przytłoczony presją walki o utrzymanie. Brzmi to surrealistycznie, patrząc na skład Cracovii oraz na drużyny takie jak Stal Mielec czy Podbeskidzie jednak trzeba przyznać, że jest to realny scenariusz. Można narzekać na ilość obcokrajowców czy ubogi styl Pasów, lecz na papierze to na pewno nie jest zespół, którego nie stać na przynajmniej środek tabeli. Przyznał to nawet Jakub Kosecki w ostatniej rozmowie w programie Weszłopolscy. Były zawodnik Śląska a obecnie Cracovii zwrócił uwagę, że krakowski zespół ma jakościowych piłkarzy, których stać na lepsze wynik jednak morale drużyny są mocno podłamane stąd ciężko im wrócić na właściwe tory. Kto wie może tak wesoły duch w szatni, jakim niewątpliwie jest Kosecki, przywróci zawodnikom wiarę we własne umiejętności.
Co by nie mówić, jeżeli mamy Cracovię pokonać, musi się to stać w piątkowy wieczór. Jest to idealna okazja do wykorzystania słabości rywala i zgarnięcia pełnej puli. Czy zawodnikom Śląska się to uda? W teorii wiemy, że ich na to stać, ale w obecnej formie niczego nie można wykluczyć.