Wypalony znicz lidera. Znicz Pruszków - Śląsk Wrocław 0:1 (0:0)
Wrocławianie przerwali fantastyczną serię gospodarzy, którzy byli niepokonani od 25 marca. Kibice, którzy szczelnie wypełnili trybunę na stadionie w Pruszkowie byli świadkami emocjonującego meczu, jednak to wrocławianie po końcowym gwizdku arbitra mieli powody do radości. Wygrana na wyjeździe z liderem z pewnością podbuduje morale piłkarzy Śląska, którzy dzięki kolejnym trzem punktom awansowali na trzecią pozycję w tabeli. W spotkaniu ze Zniczem w barwach WKS-u zadebiutował Patryk Klofik i wniósł sporo ożywienia do gry. Teraz podopiecznych trenera Ryszarda Tarasiewicza czeka kolejne trudne spotkanie – z ŁKS-em w Łomży.
W wyjściowej jedenastce Śląska zgodnie z oczekiwaniami pojawił się Petr Pokorny, na prawą stronę defensywy powędrował zaś Tadeusz Socha. Nieoczekiwanie na prawym skrzydle wystąpił Tomasz Szewczuk, a tylko na ławce rezerwowych zasiadł Marek Gancarczyk. Gospodarze, którzy wygrali pierwsze cztery mecze w drugiej lidze, strzelając przy tym 12 bramek, od pierwszych minut ruszyli do natarcia. Najpierw po rzucie wolnym niepewnie interweniował Janukiewicz, a po chwili golkipera WKS-u przed starta gola uratował słupek. Wrocławianie pozwolili wyszumieć się gospodarzom i z czasem zaczęli odzyskiwać przewag w środku pola i konstruować groźne akcje. Po jednej z nich szarżującego Szewczuka bramkarz Znicza nieprzepisowo powstrzymał przed polem karnym, ale otrzymał za to tylko żółtą kartkę. Wcześniej po dalekim wrzucie piłki z autu i zgraniu jej głową przez Imeha centymetrów do uprzedzenia bramkarza zabrakło Rosińskiemu. Mecz mógł się podobać kibicom, obie drużyny starały się grać ofensywnie i dużo działo się pod obiema bramkami. Umiejętności Janukiewicza sprawdzili między innymi w pierwszej połowie Kaczmarek i Rybaczuk, a na bramkę Paśnika z dystansu uderzali Ulatowski i Rosiński.
W przerwie trener Tarasiwicz zdecydował się na dwie zmiany. Słabiej grającego Sochę zastąpił Wołczek, a w miejsce J. Ganarczyka pojawił się Klofik. Piłkarz, który z WKS-em miał tylko dwa treningi, zagrał bardzo dobry mecz. Już w pierwszej akcji wyłożył piłkę Szewczukowi, który z 16 metrów uderzył nad poprzeczką. W 50 minucie wrocławianie po przechwycie piłki wyprowadzili szybka kontrę, niestety Rosiński podał za mało precyzyjnie do Imeha i futbolówkę przechwycił golkiper Znicza. Po chwili z rzutu wolnego z 25 metrów ładnie uderzał Sztylka i Paśnik z trudem sparował piłkę na rzut rożny. Gospodarze nie ograniczali się jednak w drugiej połowie tylko do defensywy, w 53 minucie po nieudanej próbie złapania rywali „na spalonym” dalekim wybiegiem z bramki sytuacje musiał ratować Janukiewicz. Kluczowa akcja meczu miała miejsce w 62 minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego obrońcy Znicza wybili futbolówke przed pole karne, a tam czyhał już na nią Ulatowski, który silnie uderzył na bramkę, futbolowka odbiła się od piłkarza z Pruszkowa, co zmyliło bramkarza, i wpadła do siatki. Jednak wrocławianie mogli długo nie cieszyć się z prowadzenia, gdyby chwile później uderzenie Zawistowskiego było trochę bardziej precyzyjne. W 66 minucie przed szansa podwyższenia prowadzenia stanął Klofik, który minął obrońcę i wbiegł w pole karne, ale piłka po jego uderzeniu z ostrego kata poszybowała obok słupka. W 70 minucie za bezsensowne ostre wejście w nogi rywala drugą żółtą, a w konsekwencji czerwona kartkę zobaczył Cap i ostatnie 20 minut Śląsk musiał bronić korzystnego wyniku w dziesiątkę. Gospodarze zwietrzyli szanse na odrobienie strat, a Janukiewicza zaskoczyć próbował między innymi Chi Fon. Wrocławianie nie ograniczali się jednak tylko do bronienia wyniku. Po wprowadzeniu Dudka zespół WKS-u zagęścił środek pola i groźnie kontrował przeciwników. Bliski szczęścia ponownie był Klofik, gdy piłka po jego strzale z 20 metrów skozłowała przed bramkarze, ale golkiper zdołał trącić zmierzająca do bramki futbolówkę. Z 16 metrów groźnie uderzał także Rosiński oraz ponownie Klofik, a po chwili arbiter zakończył spotkanie.
Piłkarze Śląska wygrali drugi wyjazdowy mecz z rzędu, w czterech ostatnich meczach nie stracili nawet bramki. Wygląda na to, że wrocławska futbolowa maszyna jest coraz lepiej naoliwiona i nabiera rozpędu. Z dobrej strony pokazał się debiutujący Patryk Klofik, sporo do gry wniósł także wcześniej siedzący tylko na ławce rezerwowych Tomasz Szewczuk. Zespół WKS-u gra ambitnie, walczy, a niedostatki techniczne nadrabia gra zespołową. Nie można jednak popadać w hurraoptymizm. Choć Śląsk ma na swoim koncie 10 punktów, to wszystkie mecze były wyrównane, a zwycięstwa WKS odnosił tylko z przewagą jednej bramki. Wrocławianie muszą popracować nad skutecznością pod bramką rywala, bowiem tylko 3 gole w 5 meczach to dość mizerny wynik, jeśli myśli się o sukcesach.
Znicz Pruszków - Śląsk Wrocław 0:1 (0:0)
0:1 - 62' Ulatowski
Znicz Pruszków: Paśnik
- Lewczuk, Kowalski, Piotrowski, Januszewski - Zawistowski
(83' Grzeszczyk), Osoliński, Kaczmarek (60' Chi Fon), Mikołaj Rybaczuk (74' Rackiewicz) - Wiśniewski, Lewandowski.
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Socha (46' Wołczek), Wójcik, Pokorny, Cap
- Szewczuk, Rosiński
, Sztylka, J. Gancarczyk (46' Klofik) - Imeh, Ulatowski (77' Dudek).
Sędziował: Dariusz Giejsztorewicz (Suwałki)
Widzów: 2000.
źródło: własne
