Wypowiedzi trenerów
Prezentujemy dwugłos trenerów z konferencji prasowej po meczu Śląsk - Bełchatów. Maciej Bartoszek (trener GKS-u Bełchatów): Po takim meczu nie chce się cokolwiek komentować, zwłaszcza jeśli ktoś przeżył to w taki sposób, jak ja. Powinienem zebrać się i ugryźć w język. Tego meczu nie powinniśmy przegrać, a przegraliśmy. Lekcja z Cracovii nie została odrobiona, a wnioski nie zostały wyciągnięte. To tyle.
Co się stało?
No właśnie. Ciekawe pytanie. Nikt Panu w szatni na nie teraz nie odpowie. Nie takie były założenia. Nie w taki sposób mieliśmy zacząć drugą połowę. Kuriozalne błędy spowodowały, że Śląsk wygrał. Później goniliśmy wynik. Ciężko było się podnieść, byliśmy przetrąceni na własne życzenie. Przez dłuższy okres czasu trzeba się było w ogóle pozbierać. Powinniśmy grać tak jak w pierwszej połowie, ale po błędach wdarło się dużo nerwowości. Śląsk mądrze czekał na nas, kontrował i jeszcze podwyższył wynik. Myślę, że jest on zbyt wysoki.
Cetnarski zszedł na skutek urazu?
Tak, po starciu w bocznym sektorze. Mateusz odczuwał ból w kolanie i należało tę zaminę zrobić. Była wymuszona.
Śląsk jest na drugim miejscu w tabeli. Jak widzi Pan polskie zespoły w europejskich pucharach za kilka miesięcy. Czy poziom, które prezentują, jest zadowalający? Czy Śląsk się do nich zakwalifikuje?
Niedługo będą puchary, to zobaczymy.
Czy Śląsk się do nich zakwalifikuje?
Nie powinienem wypowiadać się na temat gry Śląska. To mocna, solidna drużyna, podobnie jak większość w lidze. Mecze są czasami ciekawsze, czasami mnie, ale przede wszystkim są ciężkie. Nie ma faworytów ani chłopców do bicia. Nie jest tak, jak mówią niektórzy, że nasza liga idzie w dół. Zobaczymy, będą puchary. Jeżeli zespoły dobrze się przygotują, nie powinniśmy się wstydzić.
Orest Lenczyk (trener Śląska): To był trudny mecz. Obie drużyny mają aspiracje do wysokich pozycji, szczególnie od kilku tygodni. Przed spotkaniem wydawało się, że umiejętności piłkarskie są wyrównane, ale w pierwszej połowie okazało się, że są po stronie Bełchatowa. Mecz przerodził się w walkę, stąd kartki. Powiedziałem w przerwie zawodnikom, żeby potraktowali pierwszą połowę jako odbytą, zapomnieli o wyniku oraz spróbowali wygrać drugą połowę, co dałoby szansę nie przegrać meczu. Później padły bramki i trzeba było walczyć nie tylko o utrzymanie wyniku, ale szanse w ataku, aby gra nie zamieniła się w oblężenie naszej bramki. Każde wysokie zagranie w kierunku naszej szesnastki, gdy graliśmy bez Fojuta i Kaźmierczaka, stwarzała nam trochę kłopotu. Dziękuję chłopakom za grę i walkę do końca. Nikt nie powie po tym meczu, że Śląsk miał dwunastego zawodnika w postaci kibiców. Ich po prostu nie było. Żal mi tych, którzy byli pod stadionem. Jestem przekonany, że to nie ich wina, że nie zostali wpuszczeni. A ci, którzy spowodowali, że mecz odbył się bez publiczności, niech zmienią dyscyplinę. Niech idą kibicować na zawody w snookera, tam mają szansę. Oby stołu nie podpalili.
Powiedział Pan na początku wiosny, że boi się dokonywać zmian, bo możemy stracić gola. Dzisiaj zostały dokonane zmiany w przerwie i nie tylko nie straciliśmy, ale nawet dwie zostały zdobyte.
Nie chodzi o słowo \"bać się\", bo daje ono do zrozumienia, że nie panuje się nad tym, co się dzieje. Chodzi o to, aby nie było gorzej. Biorąc pod uwagę ubytki, m.in. brak Waldka Soboty, dysponowałem zawodnikami, których trenuję i dałem im do zrozumienia, żeby byli przygotowani do wejścia na boisko i żeby tak trenowali, aby wejście na boisko nie było osłabieniem zespołu. Na szczęście się to udaje.
Czy ma Pan pretensje do Diaza o czerwoną kartkę?
Kompletnie nie wiem, o co chodzi. Widziałem, że się rozebrał. Po hiszpańsku to się mówi \"loco\" chyba.
Czy Śląsk ma potencjał, aby utrzymać drugie miejsce?
Do soboty przysięgam, że Śląsk będzie wicemistrzem Polski.
A później?
Ja już jestem w takim wieku, że rzeczywiście muszę się martwić, co będzie za tydzień.