Wywiad z Dariuszem Sztylką.

Prezentujemy wywiad z Darkiem Sztylką z dzisiejszego Przeglądu Sportowego.


 

KIEDY dowiedziałem się, że mam jechać na sprawdziany do zespołu z ekstraklasy izraelskiej, pomyślałem, że staję przed wielką szansą. Ale skoro się nie udało, nie rozpaczam. Ze spokojem wróciłem do Śląska i na pewno nie straciłem ochoty do gry we Wrocławiu - mówi jeden z najlepszych piłkarzy klubu z Oporowskiej, Dariusz Sztylka (na zdjęciu).


- Podobało się panu w Izraelu?


- Bardzo! Muszę powiedzieć, że czułem się tam znakomicie. Mój tygodniowy w pobyt w Hapoelu Kfar Sawa od strony organizacyjnej został dopracowany do ostatniego szczegółu, dlatego mogłem spokojnie trenować.


- Szkoda, że w podobnym tonie nie może pan ocenić strony sportowej wyprawy do Izraela.


- Oczywiście wierzyłem, że uda mi się przekonać tamtejszych działaczy i szkoleniowców do transferu. Na treningach i grach kontrolnych zrobiłem wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony. Okazało się, że to było za mało.


- Menedżer Michel Thiry przyznał, że nie był pan w najwyższej formie - wszak w Polsce dopiero rozpoczął się okres przygotowawczy.

- Na pierwszych treningach w Hapoelu rzeczywiście czułem się trochę dziwnie. Później jednak złapałem właściwy rytm, w kolejnych dniach było już bardzo dobrze, toteż nie sądzę, by brak formy okazał się głównym powodem mojego powrotu do kraju. Nie rozpaczam jednak. Mam czyste sumienie, bo niczego nie zaniedbałem.


- Była okazja do spotkania z Remigiuszem Jezierskim?


- Jasne, że tak. On pełnił rolę mojego przewodnika. Przyjeżdżał do mnie, kiedy tylko mógł, dlatego wolny czas spędzaliśmy wspólnie. Nie było go zresztą za wiele. Nie zdążyłem obejrzeć słynnych biblijnych zabytków i innych miejsc. Pocieszam się, że może jeszcze będzie okazja na nadrobienie tych zaległości. Tymczasem znowu jestem w Śląsku i obecnie tylko to się dla mnie liczy. Pragnę jak najlepiej z moim zespołem przygotować się do rozgrywek w rundzie wiosennej.

źródło: Przegląd Sportowy

Autor

Jacek Bratek

Urodziłem sie w 1970 roku, a swój pierwszy mecz Śląska z trybun obejrzałem 23.04.1983 - na Oporowskiej z Szombierkami. (2:1, gole Faber i Tarasiewicz). W Śląsknecie jestem od 2002 roku. Piszę o młodzieży, oldbojach, futsalu i historii Śląska, którą się pasjonuję. Okazjonalnie także o AMP futbolu.

Śląsknet to kawał mojego życia i wielka pasja oraz super społeczność.

Staram się przynajmniej na poletku lokalnym (rzadziej jeżdżę na wyjazdy) realizować hasło "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Śląsk Wrocław gra". Jestem niemal na wszystkich meczach Śląska rozgrywanych w okolicy. Od młodzików, juniorów i zespół rezerwy, oldboje, futsal, AMP Futbol i coraz częściej piłka kobiet. Jedyną przeszkodą pójścia na mecz Śląska jest inny mecz Śląska grany o tej samej porze na innym obiekcie, Dlatego tak czekam na nowy obiekt Akademii. Przeciętny tydzień to około 10 meczów WKS-u odwiedzonych na żywo, średnia roczna to około 400 spotkań. Prowadzę dokładne statystyki i w ciągu ponad 43 lat byłem na ponad 5500 meczach Śląska (we wszystkich kategoriach). Może gdybym lata temu zadbał o jakąś dokładną dokumentację, byłbym w księdze Guinessa. Tak pozostaje mi od czasu do czasu Kufel Guinessa, inicjały te same.

Wierzę we wrocławską młodzież, o której dużo piszę i wyrażam własne zdanie i marzę o chwili, gdy ludzie wychowani w klubie ze Śląskiem w sercu będą stanowić o sile klubu. Szanuję tradycję i stąd mocne więzi z oldbojami. Od 5 lat jestem fanem Ślaskowego futsalu, szacunek i podziw wywołują wojownicy z AMP Futbolu.

Oprócz Śląska regularnie kibicuję i odwiedzam mecze Ślęzy i Polaru.

Bo po prostu - moje serce bije za Śląsk.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.