Zaczyna się czas Śląska!
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław przegrywając w ubiegły weekend w Gliwicach utrudnił sobie drogę do podium i europejskich pucharów, ale nie rezygnuje z medalowych aspiracji. Historia wskazuje, że do decydujących meczów sezonu można podchodzić z optymizmem.
Myśl o dodatkowej części rozgrywek wprowadzonej refromą z 2013 roku wśród kibiców Śląska może wywoływać słodko-gorzkie uczucia. Trwający sezon jest przecież dopiero drugim, kiedy wrocławianom udało się sforsować bramy czołowej ósemki, dzięki czemu walczą o coś więcej niż tylko uniknięcie spadku. Grający w grupie spadkowej Śląsk zazwyczaj unikał jednak kłopotów, szybko zapewniał sobie utrzymanie, a ostatnie kolejki nie raz okazywały się najprzyjemniejszym czasem w sezonie.
Dziś widać to w statystykach, na które zwrócił uwagę "Przegląd Sportowy". W Ekstraklasie próżno szukać drużyn, które miałyby lepsze od Śląska końcówki sezonów w historii reformy ESA37.
"Od kiedy wprowadzono rundę finałową, Śląsk w ostatnich trzech kolejkach sezonu wygrał prawie wszystko! Sześć sezonów i bilans 17 wygranych – 1 remis – 0 porażek"
- wylicza dziennik.
Jedyne potknięcie na ostatniej prostej sezonu Śląsk zanotował w przedostatniej kolejce sezonu 2015/2016, gdy zremisował z Wisłą w Krakowie 1:1. Ten wynik ustalił hierarchię dolnej ósemki na korzyść Białej Gwiazdy, ale niespecjalnie skomplikował losy obu drużyn, które finiszowały na dwóch czołowych lokatach w swojej grupie.
W każdym z trzech poprzednich sezonów Śląsk między 35. a 37.kolejką zdobył komplet punktów, co więcej w tych dziewięciu meczach stracił zaledwie trzy bramki. Grał w tym czasie wyłącznie w słabszej części tabeli, co ułatwiało mu osiąganie efektownych wyników, jednak kiedy w 2015 roku jedyny raz rywalizował w grupie mistrzowskiej, na ostatniej prostej również był bezbłędny. W pokonanym polu na własnym stadionie pozostawił wtedy Pogoń Szczecin i Lechię Gdańsk, przeciwko którym skuteczność będzie niezwykle ważna również w najbliższych dniach.