''Zagłębie może zagrać bardzo defensywnie'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
W ostatnim meczu przed przerwą na kadrę Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Zagłębiem Lubin. O ubiegłotygodniowym laniu Miedziowych w Płocku, dotychczasowej pracy trenera Dariusza Żurawia i obsadzie bramki rozmawiamy ze Zbigniewem Jakubowskim, dziennikarzem portalu e-legnickie.pl.
Pół-żartem, pół-serio można powiedzieć, że gdyby piłkarze Zagłębia Lubin byli tak przygotowani na mecz poprzedniej kolejki, jak ich trener, to przystępowaliby do derbów w całkiem niezłych nastrojach. Szczelnie ukryty pod parasolką Dariusz Żuraw musiał jednak obserwować ich fatalną grę w meczu na wodzie przeciwko Wiśle Płock (0:4), a porażki w takich rozmiarach chyba nikt się nie spodziewał.
W zasadzie tutaj nie ma czego tłumaczyć. Zagłębie albo zlekceważyło rywala, albo za bardzo uwierzyło w swoje umiejętności po wcześniejszej wygranej z Pogonią Szczecin (2:0). Oglądałem mecz na stadionie Nafciarzy dwa razy i szczerze mówiąc, tak słabych Miedziowych nie widziałem od naprawdę dawna. Warunki? Były trudne dla obu zespołów, a wymówka „nie dostosowaliśmy się do warunków pogodowych” brzmi w ogóle niepoważnie w ustach zawodowego szkoleniowca. Nie mogę pojąć, co tam się stało.
Dwie zmiany przeprowadzone przez trenera Żurawia już w 39. minucie również można interpretować jako pewnego rodzaju przyznanie się do błędu i nieprzygotowania na to, co miała do zaproponowania Wisła Płock?
To raczej była próba ratowania, nadzieja na odwrócenie wydarzeń, które oglądaliśmy w tym spotkaniu. Próba ostatecznie przecież nieudana, może też szukanie alibi w postaci wpuszczania młodzieży (jednym ze zmienników był 19-letni Daniel Dudziński, który w trzech wcześniejszych meczach uzbierał łącznie dwadzieścia minut – przyp. red.). Trenera Żurawia cały czas tłumaczy to, że nie przygotowywał zespołu (podpisał kontrakt z Zagłębiem na tydzień przed startem sezonu – przyp. red.). Być może on ciągle jest na jakimś przedłużonym etapie poznawania tej drużyny, a może po prostu większość zawodników, których ma w kadrze dali już z siebie maksimum w poprzednich rozgrywkach, więc teraz nie są już w stanie nic wycisnąć.
Uważam też, że Żuraw popełnia pewne błędy zarówno w ustawieniu zespołu, jak i zestawieniu kadrowym. Jeżeli na przykład z uporem maniaka trzyma się duetu środkowych obrońców Lorenco Simić – Ian Soler, a to wygląda na kompromitację… Nie chcę już wracać do ogłoszonej niedawno strategii prezesa Artura Jankowskiego pod tytułem „stawiamy na młodzież”, ale dlaczego na przykład nie gra 21-letni Kamil Kruk? Jedynym wytłumaczeniem jest, że Żuraw oszczędza go na derby, bo w końcu w ostatnim spotkaniu ze Śląskiem w Lubinie (2:1 dla gospodarzy) zdobył zwycięską bramkę w doliczonym czasie. Ale wiadomo, że nie o to chodzi, tylko opiekun Miedziowych ma po prostu taką wizję.
Z dotychczasowego bilansu następcy Martina Seveli na ławce Zagłębia wyłania się również inna prawidłowość – dwa domowe mecze przyniosły dwa zwycięstwa z bilansem bramkowym 5:1, a dwa wyjazdy dwie porażki i różnicę 0:7. Czy tak nierówna forma powoli może stawać się powodem do niepokoju dla kibiców z Lubina?
Rzeczywiście na wyjeździe gra Zagłębia jest beznadziejna, jednak co do meczów domowych trzeba również sobie powiedzieć, z kim grali. Najpierw z Górnikiem Łęczna (3:1), który zrobił sobie krzywdę awansując do ekstraklasy, a potem z Pogonią Szczecin (2:0) i tutaj należy zwrócić uwagę, jak trener Żuraw zaskoczył ją taktyką. Po trzydziestu minutach na grę Zagłębia nie dało się patrzeć, bo to praktycznie Portowcy siedzieli na połowie gospodarzy, ale właśnie o to chodziło szkoleniowcowi lubinian. Zespół Kosty Runjaicia został zmuszony do ataku pozycyjnego, poszły dwie kontry, dwa błędy i tak zrodziło się zwycięstwo Miedziowych. Szkoda, że trzy tygodnie temu przełożony został mecz z Legią w Warszawie, bo to byłby taki prawdziwie miarodajny sprawdzian obecnego Zagłębia. Obawiam się, że celem lubinian na ten mecz będzie tylko uniknięcie porażki, a ich skład będzie wyjątkowo defensywny.
Czy cztery gole stracone tydzień temu w Płocku mogą skłonić trenera Żurawia do zmiany w bramce na derby? Dominik Hładun już na dobre zasiedział się między słupkami, a niespełna 19-letni Kacper Bieszczad rok temu został przecież wypożyczony do pierwszoligowego Chrobrego Głogów, by nabrać doświadczenia i wrócić grać.
Nie przypuszczam. Owszem, zdarza się, że Hładunowi raz na kilka tygodni zdarzy się popełnić kiks kolejki, tak jak choćby w meczu na stadionie Podbeskidzia (1:2) w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu, natomiast Bieszczad to jest ciągle melodia przyszłości. On został raczej ściągnięty z myślą, że znajdzie się kupiec na Hładuna, a menadżerowie nie kręcą się wokół klubów, które grają słabo i są w dołach tabeli. Szukają raczej w drużynach z czołówki. Umówmy się, każdy z nich chciałby odejść, oprócz bramkarza kandydatami są jeszcze Łukasz Poręba czy Patryk Szysz, ale najpierw musi znaleźć się zainteresowany.
Jednym z najważniejszych piłkarzy Zagłębia w poprzednich sezonach był Sasa Zivec, który jednak stracił całą rundę wiosenną z powodu problemów osobistych. Miesiąc temu wrócił, zdobył nawet piękną bramkę przeciwko Górnikowi Łęczna, ale w Płocku (0:4) znowu zabrakło go w kadrze meczowej, oficjalnie z powodu kontuzji. Jak teraz wygląda sytuacja słoweńskiego skrzydłowego, może myśli o transferze?
W przypadku Zivca ciągle chodzi o dosyć poważny problem mentalny, tutaj nie ma mowy o żadnych kłopotach fizycznych. Pamiętam, że jeszcze rok temu w jego kontekście mówiło się o przenosinach do ligi MLS, natomiast w obecnej dyspozycji, raczej nie byłoby szans, żeby go tam wytransferować.