Zagłębie Sosnowiec - Śląsk Wrocław 1:1(0:0)

Po meczu w Sosnowcu z jednej strony można być zadowolonym - wrocławianie z trudnym rywalem, który prawdopodobnie w przyszłym sezonie zagra w ekstraklasie, pokazali się z dobrej strony i niewiele zabrakło by odnieśli nawet zwycięstwo. Podopieczni trenera Jana Żurka w ostatnim czasie są w dobrej formie i aż żal, że sezon zbliża się do końca. Wrocławianie w piątym meczu z rzędu nie schodzili z murawy pokonani. Z drugiej jednak strony klątwa braku wygranej na wyjeździe nadal ciąży nad drużyną WKS-u, która prowadząc 27 minut przed końcem meczu dała sobie odebrać tak bliskie zwycięstwo. Wrocławscy fani, którzy pociągiem specjalnym (lekko opóźnionym) dotarli na Stadion Ludowy nie mogli się czuć jednak zawiedzeni. Mecz stał bowiem na niezłym poziomie, a wynik remisowy trzeba uznać za sprawiedliwy.
W związku z kontuzjami Vladimira Capa i Benjamina Imeha trener Żurek zdecydował się na ustawienie z wysuniętym Krzysztofem Ulatowskim, którego wspierać miał Fernando Morales. Gospodarze od pierwszych minut śmiało zaatakowali, a wrocławskiej defensywie szczególnie we znaki dawał się Krystian Prymula. To właśnie on rozpoczął w 7 minucie akcję, po której bliski trafienia do siatki był Kościukiewicz. Wrocławianie próbowali zaś uderzać z dystansu (Morales i Dudek), ale brakowało im precyzji. W 16 minucie urazu stawu skokowego doznał Lasocki i choć do wejścia gotowy był już Rudolf, to defensor postanowił kontynuować grę mimo bólu i był bliski strzelenia gola dla WKS-u. W 31 minucie z rzutu wolnego dośrodkował Wan, a głową strzelał właśnie Lasocki, ale Pesković był na posterunku. Wrocławianie mieli spore problemy z powstrzymaniem aktywnego Prymuli, który albo sam próbował uderzać na bramkę albo odgrywał do kolegów. W 34 minucie napastnik minął dwóch wrocławian i uderzył na bramkę, futbolówkę trącił jeszcze Folc, ale piłka poszybowała obok słupka. Przed końcem drugiej połowy znów gorąco zrobiło się pod sosnowiecką bramką, tym razem po rzucie rożnym głową strzelał Pokorny, ale naciskany przez obrońców nie uderzył precyzyjnie. Końcówka tej części gry to przewaga gospodarzy (uderzenia Mierzejewskiego, Prymuli i Berensztajna).
Drugą połowę dobrze rozpoczęli wrocławianie – najpierw Szewczuk strzelał głową, potem Dudek, a po chwili Sztylka. Gospodarze z minuty na minutę zaczęli jednak coraz śmielej atakować. W 51 minucie Prymula zagrał wzdłuż bramki, z piłką minął się Janukiewicz, ale Folc nie zdołał zakończyć tej akcji strzałem. Chwilę później po rzucie rożnym pod bramką Janukiewicza powstało potworne zamieszanie, Kościukiewicz próbował strzelać głową, ale bramkarz WKS-u zdołał chwycić piłkę. Wreszcie w 63 minucie padła pierwsza bramka. Z rzutu rożnego dośrodkował Dudek, piłkę głową zgrał Szewczuk, a Pokornemu nie pozostało nic innego jak skierować ją do siatki. Po straconej bramce trener gospodarzy szybko podjął decyzję o wzmocnieniu siły ofensywnej i wprowadził trzech nowych zawodników. Na niewiele by się to zdało gdyby więcej spokoju zachował Ulatowski, który dwukrotnie na linii pola karnego będąc w dobrej sytuacji skiksował. Tymczasem gospodarze niesieni dopingiem fanów i znając rezultat z Legnicy, który dawałby im awans do ekstraklasy w przypadku zwycięstwa ze Śląskiem, ruszyli do ataków. W 79 minucie Prymula ograł Sztylkę i Wójcika, zagrał do Skrzypka, a ten zwiódł Lasockiego i silnie uderzył w długi róg nie dając Janukiewiczowi szans na obronę. Po golu sosnowiczanie ruszyli do frontalnych ataków. W 82 minucie znów po rzucie rożnym powstało zamieszanie przed bramką, piłka spadła wprost pod nogi Hosicia, ale ten z 3 metrów strzelił wprost w Janukiewicza. Na bramkę WKS-u uderzali także Prymula i Kościukiewicz jednak golkiper Śląska nie dał się zaskoczyć. Już w doliczonym czasie gry szczęście mogło uśmiechnąć się do wrocławian. Z lewej strony dośrodkował Rudolf, piłkę zbyt lekko trącił Pesković, dopadł do niej Szewczuk, ale zabrakło mu precyzji przy strzale i bramkarz zdołał sparować futbolówkę na rzut różny. Była to ostatnia groźna akcja meczu.
W związku z otrzymaniem w doliczonym czasie meczu w Sosnowcu przez Tomasza Rudolfa czwartej żółtej kartki w sezonie nie będzie mógł on zagrać za tydzień przeciwko KSZO.
Zagłębie Sosnowiec – Śląsk Wrocław 1:1 (0:0)
Bramki: Skrzypek 79’ - Pokorny 63’.
Zagłębie Sosnowiec: Peškovič - Kłoda, Marek, Hošić, Adžem (Lachowski 73') - Piątkowski (Skrzypek 67'), Kościukiewicz, Berensztajn, Mierzejewski (Paczkowski 67'), Prymula, Folc.
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Kaczorowski, Wójcik, Pokorny, Lasocki - Szewczuk, Dudek, Morales (Woźniak 90'), Sztylka, Wan (Rudolf 80')- Ulatowski (Rusinek 80').
Żółte kartki: Piątkowski, Adžem – Szewczuk, Kaczorowski, Wójcik, Rudolf.
Sędziował: Grzegorz Stęchły (Jarosław)
Widzów : 6000.
źródło: własne
