Zagłębie w Pucharze Polski (SYLWETKA)
fot.: Paweł Kot
Rezerwy Śląska będą miały nie lada wyzwanie w pucharowym starciu przeciwko Miedziowym. Zawodnicy ze stolicy polskiej miedzi największe sukcesy w rozgrywkach krajowego pucharu święcili jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku, a kolejna udowodniła, że zespół ten nie jest wcale nie do pokonania. Na przestrzeni ostatnich 10 lat graczom w pomarańczowych trykotach przytrafiło się przecież kilka wpadek. Wrocławianie mogą więc powielić historie tych outsiderów, którzy Miedziowych odprawiali z kwitkiem.
Na największe sukcesy lubinian w rozgrywkach Pucharu Polski przypadł okres prosperity na przełomie pierwszej dekady obecnego wieku. To właśnie wtedy Miedziowi rok po roku dotarli do finału tych rozgrywek. Niektórzy powiedzą, że były wtedy totalnie inne czasy i inne pokolenia. W Lubinie występował przecież jeszcze Łukasz Piszczek, a w napadzie brylował Wojciech Łobodziński. Później ekipę Drazena Beseka wzmocnił jeszcze Michał Chałbiński, a w środku pola rządził niezawodny Maciej Iwański. Ale po kolei.
Przegrane finały
Historia ta zaczyna się w sezonie 2004/2005. Miedziowi ledwo utrzymali się wtedy w lidze, skończyli nad kreską z przewagą 4 oczek nad Odrą Wodzisław, ale zupełnie inaczej było w Pucharze Polski. Trzeba nadmienić, że rozgrywki te wyglądały w tamtym czasie nieco inaczej, po rundzie wstępnej drużyny podzielono na 8 grup, po 4 zespoły w każdej. Z grupy wychodziły najlepsze 2 ekipy, później następowały 1/8 finału, itd. Zagłębie zajęło drugie miejsce w swojej grupie, ustępując tylko Amice Wronki.
W fazie pucharowej Miedziowi trafili wtedy na KSZO Ostrowiec, z którym rozprawili się z niemałymi problemami, bowiem pierwszy mecz wygrali 1:0, a w drugim ostrowianie mocno walczyli o awans, ostatecznie gol Arkadiusza Sojki na 2:2 w końcówce był ostatnim tego dnia, więc awansowali lubinianie. Później przyszedł czas na płocką Wisłę. Sprawa wydawała się otwarta jeszcze po pierwszym spotkaniu (1:1), ale w rewanżu dzięki dubletowi Łobodzińskiego i bramce Piszczka Miedziowi zameldowali się w półfinale.
W bramie do finału czekała inna Wisła, z Krakowa. Pomimo przegranej 0:1 na wyjeździe, Zagłębie u siebie pewnie zwyciężyło 3:1 i przyszło mu się mierzyć z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski, wicemistrzem Polski w tamtym sezonie. Dyskobolia u siebie pewnie zwyciężyła 2:0, natomiast w rewanżu lubinian stać było tylko na jedną bramkę Iwańskiego, która nie dawała gospodarzom nic, a co najgorsze, nie dawała trofeum. Po czasie okazało się, że klub z Grodziska ustawił wynik meczu i w mediach pojawiły się głosy o oddaniu pucharu Zagłębiu.
Groclin-Dyskobolia powinien stracić Puchar Polski z 2005 roku? Są prawomocne wyroki, są przepisy. To było oszustwohttps://t.co/GajwOpCVmp
— Radosław Nawrot (@RadoslawNawrot) August 12, 2020
Trofeum nie było także rok później, a lubinianie byli przecież wtedy tak samo blisko. Droga do finału wiodła ponownie przez Białą Gwiazdę, Polonię Warszawa oraz Koronę Kielce. W meczu o puchar podopieczni Franciszka Smudy zmierzyli się z Nafciarzami, których przecież rok temu ograli. Dwa razy Miedziowi dostali „trójpak”, a 2 bramki w tamtej rywalizacji zdobył wtedy szalejący w Płocku Ireneusz Jeleń, najlepszy strzelec tamtej edycji Pucharu Polski (5 goli). Porażka 3:6 w dwumeczu oznaczała kolejny rok bez upragnionego ostatecznego zwycięstwa w rozgrywkach. Dalszą historię już znamy – sezon 2006/07 i sensacyjne mistrzostwo Polski pod wodzą Czesława Michniewicza.
Przeklęty puchar
W przypadku porażek także obowiązywała u Miedziowych zasada „do trzech razy sztuka”. Trzecia szansa na zdobycie trofeum nadarzyła się, gdy szkoleniowcem ekipy z polskiego zagłębia miedziowego był doskonale znany ze swoich osiągnieć we Wrocławiu Orest Lenczyk. W sezonie 2013/14 gracze w pomarańczowych strojach tak jak rozpoczęli przygodę z Pucharem Polski, tak ją skończyli. Tylko z innym skutkiem, bowiem mecz 2. rundy przeciwko Piastowi rozstrzygnęli w karnych na swoją korzyść (5:4), finałowe starcie słodkiego zakończenia niestety nie miało. Trzeba powiedzieć, że Zagłębie nie miało wtedy oszałamiająco trudnej drogi do ostatniego meczu – po Piaście przyszły GKS Tychy, Sandecja Nowy Sącz i Arka Gdynia. Niby tak mało spotkań, a już trzeba było pakować się na Narodowy.
A tam wiało nudą, niektórzy powiedzą, że był to jeden z najmniej ekscytujących finałów Pucharu Polski. Spotkały się dwa zespoły na „Z”, a więc Zawisza Bydgoszcz i Zagłębie Lubin. Brakowało, emocji, dogodnych sytuacji podbramkowych, a co najważniejsze, brakowało goli. Zaciął się najlepszy strzelec tamtej edycji tych rozgrywek, Arkadiusz Piech (5 goli) i pomóc miały dopiero rzuty karne. Zaczęły się one świetnie dla Miedziowych – Sebastian Dudek (dużo tych wątków śląskowych!) nie trafił w bramkę i gdy już wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę, pomylił się Dorde Cotra i przyszło wyrównanie. Wszystko miał na swojej nodze Sebastian Bonecki, ale jego strzał wyczuł Kaczmarek. Dzieła zniszczenia dopełnił Igor Lewczuk, zapewniając Zawiszy jedyny w swojej historii Puchar Polski. A Miedziowi? Zaczęli zaliczać kompromitujące wpadki z przeciętniakami.
6 lat temu. Finał Pucharu Polski
— Krzychu (@krzych_l) May 2, 2020
Zagłębie Lubin - Zawisza Bydgoszcz 0:0 (rz.karne 5:6)
1-0 Bílek
1-0 Dudek - obok bramki
2-0 Piech
2-1 Drygas
3-1 Błąd
3-2 Kadú
3-2 Čotra - obroniony
3-3 Alvarinho
4-3 Widanow
4-4 Gevorgyan
5-4 Guldan
5-5 Carlos
5-5 Bonecki - obroniony
5-6 Lewczuk pic.twitter.com/GwM4KTn1BN
Wpadka za wpadką
Zacznijmy od początku, jak mówi klasyk. Prowadzone przez Piotra Stokowca Zagłębie w sezonie 2016/17 zajęło bezpieczne miejsce w połowie tabeli. A jak było w krajowym pucharze? Niezbyt kolorowo, bo już po pierwszym meczu Miedziowi mogli odpoczywać i skupiać się tylko na lidze. Pojechali bowiem do Bytowa i przegrali 0:1 z tamtejszą Bytovią po bramce Jakuba Bąka. Trzeba sobie powiedzieć, że rywal Zagłębia zrobił wtedy sporą furorę. Ówczesny I-ligowiec zostawił w pokonanym polu później Śląsk Wrocław (3:0), a zatrzymał się w ćwierćfinale na późniejszym zwycięzcy, czyli Arce Gdynii, gdzie o awansie graczy znad morza zadecydowała dopiero bramka Dominika Hofbauera na wyjeździe.
Jeszcze bardziej kompromitujące było chyba sensacyjne odpadnięcie po przegranej z Huraganem Morąg na etapie 1/32 finału Pucharu Polski. Drużynę Mariusza Lewandowskiego próbował ratować wtedy Jakub Mares (strzelił 2 gole), ale nijak się to miało do trzech ciosów wyprowadzonych przez rywali w drugiej połowie. A warto dodać, że prowadzenie na 2:0 mógł wtedy podwyższyć jeszcze wspomniany czeski pomocnik, ale przestrzelił karnego, co dodało III-ligowcowi wiatru w żagle. Jedna z największych kompromitacji w historii tych rozgrywek? Bez dwóch zdań.
Sensacja w Pucharze Polski.
— FlashScore.pl (@FlashScorePL) February 11, 2021
Grająca w II lidze Chojniczanka eliminuje Zagłębie Lubin z rozgrywek i awansuje do ćwierćfinału.
Szczegóły meczu: https://t.co/cuH8TNrhQ5 pic.twitter.com/MjVaiPIIR1
Została nam już tylko historia najnowsza, a ta także nie była litościwa dla derbowych rywali Śląska. W poprzedniej edycji Pucharu Polski Miedziowi nie radzili sobie zaskakująco dobrze, ale przepychali kolejne rundy dalej. Najpierw wygrali 3:1 ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, w 2. rundzie potrzebowali natomiast dogrywki, by zwyciężyć z ekstraklasowym jeszcze Podbeskidziem (4:2). Sensacja wydarzyła się tym razem w 1/8 finału. Pierwotnie spotkanie te miało odbyć się w Chojnicach, ale ze względu na zły stan tamtejszej murawy, rozegrano je w Lubinie. Było w tym meczu wszystko – niewykorzystany karny Mateusza Klichowicza, dwie interwencje VAR-u, kontrowersje i nieudolność gospodarzy, którzy nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. II- ligowiec dotrwał natomiast do rzutów karnych, które przyniosły mu historyczny ćwierćfinał Pucharu Polski. Do rozstrzygnięcia potrzebnych było aż 7 serii jedenastek, a lubińskim pechowcem ( nie pierwszy raz) Djordje Crnomarković, który uderzył prosto w golkipera i dopełnił obraz swojej beznadziejnej gry w trykocie Zagłębia Lubin.
Te wszystkie historie, a w szczególności ostatnia, pokazują, że defensywę Zagłębia można naruszyć i pokusić się o dobry wynik. Pomimo poprzednich edycji, w których Miedziowym udawało się dojść wielokrotnie do finału Pucharu Polski, Zagłębie w swoich poczynaniach często bywało chimeryczne. Przy odpowiednim nastawieniu rezerwy Śląska mogą to wykorzystać i pokusić się chociaż o dobre widowisko, a być może o wyrzucenie za burtę wtorkowego rywala. Kto wie?
źródło: 90minut.pl