Żarty się skończyły !!!
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1:0 (1:0)

Jakże miło kibicom Śląska spoglądać na tabelę po meczach 21. kolejki II ligi. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza awansowali na pozycję lidera i pozostaną tam przynajmniej do wtorku, kiedy to swój mecz rozegra ŁKS. Sobotni pojedynek był pierwszym, który Śląsk rozegrał na Stadionie Olimpijskim w roli gospodarza. Inauguracja wypadła okazale, a drugie zwycięstwo z jednym z głównych kandydatów do awansu z pewnością znacznie poprawi morale w drużynie. Mecz z Widzewem mógł się podobać kibicom, emocji nie brakowało. Zgromadzeni na trybunach jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra przeżywali także sporo emocji pozasportowych. Atrakcyjnie zapowiadający się pojedynek przyciągnął na stadion wielu spragnionych futbolu ludzi. Wszakże poprzedni ligowy mecz WKS we Wrocławiu rozegrał 30 października ze Szczakowianką, zatem minęło od tego czasu 5 miesięcy! Niestety część osób nie potrafiła utrzymać emocji w ryzach i na około 8 minut przed planowym rozpoczęciem spotkania jedna z bramek w płocie oddzielającym trybuny od murawy została otwarta i grupa kibiców znalazła się na murawie. Do akcji wkroczyła policja i fani powrócili na trybuny, jednak problemem stałą się nieszczęsna otwarta bramka. Z powodu jej nie zamknięcia policja nie pozwalała na rozpoczęcie meczu. Zatem zawodnicy rozgrzewali się na murawie, sędziowie, działacze i trenerzy stali przy linii bocznej boiska, a w międzyczasie trwały poszukiwania kłódki, którą można by zamknąć bramkę. Ostatecznie po ponad 20 minutach udało się zaryglować wyjście ewakuacyjne i sędzia rozpoczął spotkanie.
Przed spotkaniem sporo obaw wzbudzała murawa, jednak okazało się, że boisko udało się doprowadzić do niezłego stanu. Choć piłkarze narzekali, że grało się na nim ciężko, to mimo wszystko zadowolony z efektu pracy zarządzających obiektem był trener Tarasiewicz. Mimo, że czasem piłka odbijała się w dziwnych kierunkach, a gracze mieli spore trudności z dokładnym podaniem „po ziemi”, to i tak nawierzchnia była w zdecydowanie lepszym stanie niż tydzień temu w Bielsku-Białej. Drugim powodem do obaw był sam Stadion Olimpijski. Trener Tarasiewicz twierdzi, że domem Śląska jest Oporowska. Tam doping kibiców jest duże bardziej odczuwalny przez piłkarzy. Okazało się, że i na Olimpijskim można stworzyć dobrą atmosferę i miejmy nadzieję, że spełnią się słowa Piotra Celebana, że teraz ten obiekt będzie wrocławską twierdzą niedozdobycia.
Kibice martwili się natomiast o postawę drużyny, w której szeregach nie mogli wystąpić pauzujący za kartki Sztylka i Szewczyk. W dodatku po środowym wysokim zwycięstwie z Lechią, wydawało się, że Widzew jest w dobrej formie. Boisko pokazało jednak, że diabeł nie okazał się taki straszny. Śląsk wygrał zasłużenie, a łodzianie zagrali słaby mecz. Choć gdyby wykorzystali jedną z nielicznych okazji strzeleckich to mogli pokusić się o wywiezienie z Wrocławia jednego punktu. Problemów z trafieniem do siatki nie miał za to w 8 minucie Piotr Celeban. Akcję rozpoczął Ulatowski, który zdecydował się na strzał zza pola karnego, zasłonięty golkiper Widziewa zdołał sparować piłkę przed siebie, jednak w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie znalazł się defensor WKS-u i pięknym szczupakiem skierował futbolówkę do bramki.
Jak się później okazało był to jedyny gol meczu, ale emocji w dalszej części spotkania nie brakowało. W pierwszych 45 minutach dominowali gospodarze. Radosław Janukiewicz nie miał wiele pracy, bowiem łodzianie nie mieli pomysłu na rozmontowanie defensywy Śląska. Jedyną groźną akcję Widzewiacy przeprowadzili tuż przed końcem pierwszej połowy, ale Celeban zdołał wyłuskać piłkę Grzelakow. Za to wrocławianie mili kilka okazji do podwyższenia rezultatu, ale Bugajowi, Ulatowskiemu i Naskrętowi zabrakło szczęścia. Ciekawostką jest fakt, że obrońca wystąpił po raz pierwszy w barwach Śląska we Wrocławiu od sławetnej porażki 0:5 z Arką. Po tym pojedynku pojawiał się na murawie tylko w meczach wyjazdowych.
Druga połowa była zdecydowanie mniej emocjonująca, do czasu aż trener Stefan Majewski zdecydował się na bardziej ofensywne ustawienie i wprowadzenie do gry Pawlaka. W międzyczasie zawodnicy WKS-u stworzyli kolejną groźną akcję, ale Dudek pośliznął się i nie trafił w dogodnej sytuacji w piłkę. Z pewnością na grę w drugiej połowie miał deszcz, który obficie spadł kilka minut po rozpoczęciu drugiej części gry. Końcówka spotkania to znów wielkie emocje. Najpierw w 70 minucie w doskonałej sytuacji znalazł się Grzelak, ale górą w pojedynku okazał się Janukiewicz. Dwie minuty później napastnik Widziewa, który nie może zaliczyć tego meczu do udanych, teatralnie upadł w polu karnym, ale sędzia nie dał się nabrać. W odpowiedzi pod łódzką bramką przewraca się Kowal, ale gwizdek arbitra ponownie milczy. Emocje sięgnęły zenitu w ostatnich sekundach meczu. Najpierw Widzewiacy egzekwowali rzut wolny z 20 metrów, ale Wawrzyniak uderzył w mur. Kilkadziesiąt sekund później akcja przeniosła się na drugą stronę boiska, z kilkunastu metrów strzelał Dudek, ale świetną interwencją nogą popisał się Fabiniak. Już w doliczonym czasie gry zawodnicy Śląska mogli ostatecznie dobić rywali, ale szybką kontrę zmarnował Egharevba który zamiast odgrywać do partnera zdecydował się na indywidualną akcję.
Po końcowym gwizdku wrocławian ogarnął szał radości. Okazało się, że brak Sztylki i Szewczyka nie był odczuwalny, a Dudek i Rudolf godnie ich zastąpili. Dobrym posunięciem trenera Tarasiewicza okazało się wpuszczenie na murawę od 1 minuty Kowala, u którego widać było głód gry. Przed spotkaniem w Sosnowcu szkoleniowiec z pewnością będzie mieć ból głowy z zestawieniem wyjściowej jedenastki. W spotkaniu z Zagłębiem będzie musiał pauzować Tomasz Rudolf , który w sobotę obejrzał 4 żółtą kartkę w sezonie.
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1:0 (1:0)
1:0 - 8' Celeban
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Celeban, Naskręt, Rudolf
, Ignasiak - Budka, Dudek, Ulatowski, Ostrowski - Bugaj
(66' Egharevba), Kowal (90' Kaźmierczak
).
Widzew Łódź: Fabiniak - Konieczny, Białek (68' Pawlak), Szeliga, Trałka (78' Siedlarz), Kardasz, Grzelak, Stawarczyk
, Wawrzyniak
, Zeal (46' Świerblewski), Klepczyński.
Sędzia: Piotr Aleksandrowicz (Radom)
Widzów: 8000
źródło: własne
