Zasłona dymna: Śląsk - GKP Gorzów 1:2 (0:1)

Mecz z gorzowianami był ostatnim sprawdzianem dla piłkarzy Śląska przed startem ligi. – W tygodniu już grać sparingu nie będziemy, teraz musimy potrenować na trawiastym boisku - stwierdził trener Ryszard Tarasiewicz. Patrząc na suchy wynik, można powiedzieć, że sprawdzian został oblany. Jednak czy właśnie nie po to są mecze sparingowe, by próbować różne warianty i koncepcje, by popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski? Po końcowym gwizdku szkoleniowiec WKS-u nie był zmartwiony. – W takich warunkach chłopcy dobrze się zaprezentowali, szczególnie jeśli chodzi o motorykę. Cieszy mnie, że wyglądamy dobrze pod tym względem – stwierdził trener. Kibicom pozostaje mieć nadzieję, że ta porażka to zasłona dymna przed meczem z Kimitą, podczas którego zobaczymy piłkarzy grających dużo lepiej, a przede wszystkim skuteczniej. – Ciężko grać na takiej murawie i w takich warunkach, gdy rywale stoją przyczajeni na 30 metrze. Były problemy z operowaniem piłką w tak fatalnych warunkach. Gole dla przeciwników padły po naszych indywidualnych błędach, a nam brakowało szczęścia pod bramką, bo mieliśmy trochę okazji – analizował Tarasiewicz. Był to pierwszy mecz, w którym w barwach Śląska zagrał Sebastian Przybyszewski, nie wystąpili narzekający na urazy Vladimir Ćap i Krzysztof Kaczmarek.
Trzeba jednak przyznać, że wrocławianie mieli problemy ze skonstruowaniem groźnych akcji, szczególnie w pierwszej połowie. Inicjatywa należała do piłkarzy Śląska, którzy mieli jednak problemy z rozegraniem składnej akcji. Z dystansu próbowali uderzać Tymiński (widać, że wieści o niezłej grze młodego zawodnika podczas cypryjskich sparingów nie były przypadkowe) i Klofik, gorąco pod bramką Dłoniaka robiło się po rzutach rożnych. Goście objęli prowadzenie w 13 minucie, gdy Maliszewski przejął piłkę w środku pola, minął dwóch wrocławian i uderzył zza pola karnego. Zespół z Gorzowa Wielkopolskiego mógł prowadzić do przerwy nawet 2:0, gdy lewym skrzydłem popędził Ziemniak i zagrał piłkę wzdłuż bramki, ale na szczęście piłkarzom Śląska udało się wybić futbolówkę. Tuż przed końcem pierwszej połowy szansę na wyrównanie miał Łudzinski (ładne długie podanie Ostrowskiego i zgranie piłki przez Klofika).
W przerwie meczu trener Tarasiewicz zdecydował się na 5 zmian, a wrocławianie ambitnie dążyli do zdobycia bramki. Piłka po strzale Łudzińskiego z 18 metrów została zablokowana, więcej szczęścia mieli za to goście. W 61 minucie błąd popełnili wrocławscy defensorzy, piłka trafiła do Malinowskiego, a ten nie zmarnował okazji. Trener Tarasiewicz wprowadzał na plac gry kolejnych zawodników (w sumie zagrało 22 piłkarzy), a zmiennicy z zapasem sił próbowali odrobić straty. W 71 minucie bliski szczęścia był Wójcik po dośrodkowaniu Łudzińskiego, a w 80 minucie do siatki udało się trafić Imehowi (ładna akcja zainicjowana przez Dudka, który dograł do Janusza Gancarczyka, a ten wyłożył piłke Nigeryjczykowi). Rywale kończyli mecz w osłabieniu, bowiem w 83 minucie czerwoną kartką ukarany został Weres. Końcówka należała do wrocławian, którym gol dodał wiatru w żagle. W ostatnich minutach bliscy doprowadzenia do remisu byli Sztylka i Ulatowski.
Śląsk Wrocław – GKP Gorzów 1:2 (0:1) – Stadion Olimpijski
Bramki: Maliszewski 13’, Malinowski 61’ – Imeh 80’
Śląsk: Olszewski (65’ W. Kaczmarek) – Ostrowski (46’ Przybyszewski), Pokorny (72’ Ignasika), Wójcik (72’ Sztylka), Marciniak (72’ Wołczek) – M. Gancarczyk (46’ Szewczuk), Górski (46’ Dudek), Tymiński (46’ Socha), Klofik (62’ J. Gancarczyk)– Łudziński (72’ Imeh), Kluzek (46’Ulatowski).
GKP: Dłoniak – Ruminkiewicz, Kozioła, Więckowski, Ziemniak – Szczurek, Chrobot, Maliszewski, Szałas –Malinowski, Gajewski. Grali także: Fabiański, Grabowski, Weres, Erlich, Morawski,Stojanowski, Pawlak, Szwięc.
