Zdarzyło się wczoraj: Diagnoza Golli
fot.: Mateusz Porzucek
W ramach naszego cyklu wrócimy dziś do wydarzeń sprzed równo dwóch lat. Świat wtedy wyglądał inaczej: Śląsk pod wodzą Vitezslava Lavicki przygotowywał się do rundy wiosennej celując w podium, jakiś wirus w Chinach mało kogo interesował. Tymczasem złe wieści się zaczynały zbliżać, a pierwszą z nich była ta o dłuższej przerwie od gry Wojciecha Golli. Pochylimy się więc nad okolicznościami tego zdarzenia oraz przyjrzymy się dalszym konsekwencjom.
Runda jesienna dla wrocławian była zaskakująco udana. Zespół ten dopiero co był uwikłany w walkę o utrzymanie, wręcz balansował na granicy utrzymania i spadku. Tymczasem po letniej przebudowie zakończył pierwszą część sezonu na 4. miejscu, tuż za podium. Duży udział w tym miał właśnie Wojciech Golla, który rozegrał 19 na 20 spotkań, pauzował wyłącznie raz za kumulację żółtych kartek. Stoper był ostoją defensywy układanej przez Vitezslava Lavickę, 5-krotnie pełnił funkcję kapitana, a także analogiczną liczbę meczów zakończył z czystym kontem. Przyszedł czas na przygotowania do wiosny.
Boisko opuszcza kontuzjowany Wojciech Golla. W jego miejsce pojawia się Israel Puerto
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) January 25, 2020
________________________________
57' Śląsk Wrocław - FC Ufa 1:0
Ci, którzy tylko zerkali od czasu do czasu na media społecznościowe, aby znać przebieg sparingowego meczu z FC Ufa, mogli poczuć napięcie czytając powyższy wpis. W krótkim czasie z radości przejść do nerwowego oczekiwania na informacje na temat zdrowia kluczowego zawodnika. Te spływały powoli, ale były tylko coraz gorsze, aż wszystko zostało potwierdzone 28. stycznia. Wojciech Golla zerwał więzadła krzyżowe, tym samym zakończył sezon 19/20.
STOPER POTRZEBNY OD ZARAZ
O tym, że Śląsku trwają poszukiwania dodatkowego obrońcy, było wiadomo od dłuższego czasu, priorytetem jednak był piłkarz, który mógłby zabezpieczyć boki obrony. Takowy pojawił się kilka dni później, bo ogłoszono zakontraktowanie urugwajskiego obrońcy, Guillermo Cotugno. Teoretycznie mógł on grać także w centralnej strefie bloku obronnego, lecz właśnie, to była wyłącznie teoria. Vitezslav Lavicka wolał stawiać na Diego Zivulicia i Israela Puerto, zachowując dla Cotugno grę na boku.
Dwa tygodnie później, w wigilię walentynek umożliwiono pewnemu lewonożnemu obrońcy zakochać się we Wrocławiu. Solidny, lewonożny Węgier czyli Márk Tamás - to był zawodnik, który miał wypełnić lukę po Golli. Już pod koniec lutego znalazł się w wyjściowym składzie na mecze z Koroną Kielce (2:1) i Jagiellonią Białystok (0:1). A potem pandemia dotarła do Polski, ogłoszono lockdown i na kolejne występy trzeba było czekać aż do końca maja.
PANIE WOJCIECHU, JAK BRONIĆ?
Po wznowieniu rozgrywek Śląsk nie potrafił już tak dobrze punktować, zaliczał się do tych drużyn, które straciły na przerwie wywołanej pandemią koronawirusa. Czas tylko działał na korzyść Golli, który poświęcał się żmudnej rehabilitacji, obserwując z boku poczynania w defensywie swoich kolegów. A te... cóż, nie przypadkiem jest, że wielu kibiców niezbyt przychylnie oceniało współpracę duetu Tamas-Puerto. Hiszpan z Węgrem mieli dużo czasu, aby się zgrać, ale poprawy w ich współpracy nie było mimo 13 kolejnych spotkań rozegranych od deski do deski. Co cyfry mówią o obronie Śląska z jesieni i wiosny:
- 20 meczów jesienią vs 17 wiosną;
- Bilans: 9-7-4 vs 5-5-7
- Średnia punktów na mecz: 1,7 vs 1,18
- Bramki stracone: 19 vs 24;
- Średnia traconych bramek na mecz: 0,95 vs 1,41
Śląsk znacznie odczuł nieobecność podstawowego stopera, podobnie sam zawodnik długo jeszcze odczuwał skutki tego urazu. Do gry wrócił już od pierwszego meczu sezonu 20/21, ale rozegrał tylko 8 kolejnych spotkań i ponownie doznał urazu kolana. Znów przedwcześnie zakończył rozgrywki, a gdy już wrócił do zdrowia, to zastał Śląsk w zupełnie innym formacie, ale to już jest temat na inną opowieść. A tymczasem, jaka jest wasza opinia, czy gdyby zdrowie dopisało stoperowi, to czy Śląsk mógłby dorzucić kolejny medal do kolekcji?