''Ze Śląskiem będzie im się grało łatwiej'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Krzysztof Porębski
W ostatnim ligowym meczu w 2021 roku Śląsk Wrocław podejmie Cracovię. O występach po powrocie trenera Jacka Zielińskiego, przyczynach dymisji jego poprzednika oraz 19-letnim skrzydłowym rozmawiamy z Grzegorzem Wojtowiczem, dziennikarzem krakowskiego oddziału Polskiej Agencji Prasowej.
Cracovia przyjeżdża do Wrocławia po zaskakującej domowej porażce z Górnikiem Łęczna (0:2). Pasy raptem tydzień wcześniej na tym samym stadionie pokonały mistrza Polski z Warszawy, więc jak można sobie tłumaczyć potknięcie z beniaminkiem – zlekceważeniem?
Myślę, że na dwa sposoby. W grę wchodziło może nie tyle lekceważenie Łęcznej, ale poziom mobilizacji drużyny na pewno nie był taki, jak tydzień wcześniej na Legię (1:0). Zespół z Łazienkowskiej mimo całej swojej zapaści zawsze jednak wzbudza u zawodników zupełnie inne poziomy motywacyjne, było więcej kibiców, atmosfera, te czynniki niewątpliwie odegrały swoją rolę. A druga rzecz jest taka, że Cracovia chciała zagrać zwyczajnie inaczej niż z Legią, tyle że jej to nie wyszło. Sam trener Jacek Zieliński podkreślał, że jego zespół przeciwko mistrzowi Polski oddał środek pola, grał uważnie w obronie, nastawiał się na kontry.
Z Górnikiem Łęczna oglądaliśmy już próby wyprowadzania ataków od własnej bramki, granie podaniami i to zupełnie Cracovii się nie udawało. Narażała się na straty i w ten sposób padł pierwszy gol, a drugi jeszcze przed przerwą po rzucie rożnym. Uważam, że to generalnie był najsłabszy mecz Pasów w tym sezonie. Widziałem wszystkie jej występy, tak słabo wyglądającej drużyny z Kałuży nie oglądałem w żadnym z wcześniejszych, nawet kiedy na samym początku sezonu były dotkliwe porażki w Poznaniu (0:2) czy Gdańsku (0:3). Wtedy prezentowali lepiej niż w poprzedniej kolejce. Ze Śląskiem pewnie będzie im się jednak grało łatwiej, bo wiadomo jaką piłkę preferuje zespół trenera Jacka Magiery. Dla wrocławian to może być podobny mecz, jak w poniedziałek przeciwko Warcie Poznań (1:2). Cracovia zagra jak z Legią, czyli obrona i kontrataki, zadaniem dla gospodarzy sobotniej rywalizacji będzie nie dać się na to złapać w podobny sposób, co kilka dni wcześniej w Grodzisku Wielkopolskim.
Czy krakowianie w trakcie miesiąca drugiej kadencji Jacka Zielińskiego stali się drużyną w jakimkolwiek stopniu przewidywalną? Wyniki wskazywałyby, że nie – w czterech meczach były wygrane z dwoma najlepszymi zespołami poprzedniego sezonu, ale też porażki z Wisłą Płock i wspomnianym Górnikiem Łęczna. A jak wygląda gra?
Mówiąc szczerze, żadnej większej poprawy jakości gry do tej pory nie zauważyłem. Na Raków (1:0) była większa mobilizacja, podobnie jak na Legię, o której już sobie powiedzieliśmy. Do tego więcej szczęścia, debiut nowego szkoleniowca, fantastyczny strzał na wagę kompletu punktów Otara Kakabadze i tak naprawdę niewiele więcej. Z Legią w ostatnim czasie wygrywali praktycznie wszyscy, więc tego zwycięstwa też nie można aż tak bardzo przeceniać. W Płocku była słaba pierwsza połowa, a z Górnikiem Łęczna słaby już po prostu cały mecz. Trener Zieliński ocenił, że to spotkanie udowodniło mu, że jego ekipa ma problemy z atakiem pozycyjnym, ale ja oceniam, że Cracovia to te problemy ma już od kilku lat. Nic nowego tutaj nie odkryliśmy.
Jacek Zieliński wrócił pod Wawel w połowie listopada po ponad czterech latach pracy Michała Probierza. Czy dymisja poprzedniego szkoleniowca była nieunikniona? Z perspektywy pozakrakowskiej to jednak był wstrząs, przecież jeszcze chwilę ten zespół miał serię ośmiu ligowych meczów bez porażki.
Moment był o tyle uzasadniony, że ta decyzja zapadła po przegranych derbach przy Reymonta (0:1), które dla Cracovii pewnie w ciut większym stopniu niż dla Wisły, są wyznacznikiem tego, czy sezon można uznać za udany. Według mnie ta dymisja Michała Probierza wisiała już w powietrzu, tam coś pękło już na początku 2021 roku, kiedy po przegranej w pierwszym meczu z Wartą na wyjeździe (0:1) trener podał się do dymisji, która wtedy nie została przyjęta przez profesora Janusza Filipiaka. On wrócił, dostał jeszcze jedną szansę, ale to już było widać, że dotychczasowy układ powoli przestaje funkcjonować. Coś się wypaliło, to było dogorywanie, aż w końcu przyszedł ten moment w postaci przegranych derbów. Z zewnątrz może on faktycznie był zaskakujący, bo wcześniej była ta seria bez przegranej, potknąć się raz to przecież nic strasznego, ale taka porażka znaczy w Krakowie więcej niż jakakolwiek inna. Profesor Filipiak też już chyba po prostu dojrzał do tego i chciał uspokoić nastroje, bo te wobec trenera Probierza stawały się naprawdę mocno anty. Kibice mieli już go dość, tego stylu gry, kolejnych wypowiedzi, generalnie tych niespełnionych obietnic. Jego zwolnienie to również było pójście w kierunku spokoju na trybunach, wokół klubu, oczyszczania atmosfery. To były przyczyny tej listopadowej dymisji.
Pamiętamy jak Pasy wyglądały pod wodzą trenera Zielińskiego wcześniej, choćby w sezonie 2015/2016, kiedy w dobrym stylu wywalczyły prawo startu w europejskich pucharach. Czy z jego powrotem wiąże się oczekiwania, że Cracovia nawiąże do tamtych czasów?
Na pewno nie tym składem, który ma obecnie. W trakcie pierwszej kadencji trenera Zielińskiego jego zespół miał jeden niezły sezon, 4. miejsce, co jak na ten klub było oczywiście sporym osiągnięciem. Nie zapominajmy jednak, że w kolejnych rozgrywkach oglądaliśmy już rozpaczliwą walkę o utrzymanie i gdyby nie organizacyjna katastrofa Ruchu Chorzów, którego przed rundą finałową na własną prośbę opuścił Waldemar Fornalik, to Cracovia by się nie utrzymała, bo te różnice w tabeli były minimalne. Przed ostatnim meczem z Łęczną trener Zieliński był jeszcze pełen optymizmu, mówił, że to jest lepsza drużyna niż się powszechnie sądzi i tak dalej, ale widzieliśmy jak to wyglądało. Krakowianie odpadli już z Pucharu Polski (przegrana z pierwszoligowym ŁKS po rzutach karnych w 1/32 finału – przyp. red.), więc jeśli myślą o włączeniu się do walki o puchary, to muszą celować w 4. miejsce, ale tutaj musiałoby dopisać szczęście. A jeśli nie 4., to 3., gdzie straty są już zbyt duże, jednak przede wszystkim Cracovia na takie rzeczy nie ma póki co argumentów sportowych. Wiadomo, w zimie ta drużyna pewnie zostanie w jakiś sposób wzmocniona, dojdą nowi piłkarze i może to zaskoczy, ale na razie nie bardzo widać, żeby to miało pójść aż tak bardzo do przodu, byśmy za chwilę mogli mówić o czymś więcej niż bezpieczny środek tabeli.
Nazwiskiem przykuwającym uwagę w ostatnich tygodniach w meczach Cracovii jest Jakub Myszor. Na 19-letniego skrzydłowego stawiać zaczynał już Michał Probierz, jednak w dwóch poprzednich kolejkach grał już w podstawowym składzie i nawet jeśli technicznie jeszcze trochę mu brakuje, to trudno oprzeć się wrażeniu, że to naprawdę ciekawy chłopak. Młody Polak to przy Kałuży nic oczywistego.
Pod wodzą trenera Zielińskiego to właśnie zaczyna się trochę zmieniać i coraz więcej naszych rodaków dostaje szanse. Myszor rzeczywiście nieźle wszedł do ekstraklasy, jest dynamiczny, ma już bramkę i dwie asysty, chociaż ten ostatni mecz z Łęczną, podobnie jak całej drużynie, wyszedł mu gorzej. To młody chłopak, więc jeszcze za wcześnie na jakieś kategoryczne oceny, a generalnie w poprzednich latach w Cracovii było wielu młodych zawodników, którzy zaliczali bardzo obiecujące wejścia, po czym trochę gaśli. Pamiętamy Michała Rakoczego, Daniela Pika, Sylwestra Lusiusza. W momencie wchodzenia do zespołu każdego z nich wydawało się, że to jest to, a po jakimś czasie entuzjazm wobec nich mijał. Myślę, że ta kwestia nie dotyczy zresztą tylko Cracovii – pierwsze mecze zawsze gra się na entuzjazmie, rywale też cię jeszcze nie do końca wtedy nie doceniają. Myszor ma coś w sobie, a Pasom potrzeba skrzydłowych. Są deficyty na tej pozycji, więc pewnie będą na niego stawiać. Wszystko przed nim, ale musi to potwierdzać, a nie poprzestać na tym błysku na wejściu.