''Zima to papierek lakmusowy'' (OPINIA EKSPERTA)

''Zima to papierek lakmusowy'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

W pierwszym ligowym meczu w 2022 roku Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Lechią Gdańsk. O słabych wynikach przed zimową przerwą, piłkarzach-błyskotkach oraz sprawdzianie trenera Tomasza Kaczmarka rozmawiamy z Tomaszem Osowskim, dziennikarzem Gazety Wyborczej Trójmiasto.



 

Po udanym początku pracy trenera Tomasza Kaczmarka, Lechia zakończyła rok porażkami z Jagiellonią (1:2) i Wisłą Płock (0:1), a niewiele wcześniej było też wielkie lanie w Szczecinie (1:5). To pozostawiło spory niepokój na zimę?

Myślę, że tak, bo ten początek był naprawdę niesamowity. Nie przypominam sobie, kiedy po raz ostatni w Gdańsku zapanowała taka atmosfera uniesienia i zachwytu nad grą Lechii. Wiadomo, że to działo się po trzyipółletniej erze Piotra Stokowca, gdzie priorytety też były inne niż pod wodzą Kaczmarka. Ten ofensywny styl gry oraz idące z nim w parze dobre wyniki złożyły się właśnie na taki ogólny odbiór. Natomiast sam szkoleniowiec mocno notował te nastroje i chyba wszyscy, łącznie z nim, zdawali sobie sprawę, że te rezultaty być może w pewnym momencie przerosły nawet to, jak Lechia wyglądała, bo przecież nie wszystkie mecze były tak efektowne, jak te przeciwko Legii (3:1) czy Górnikowi Łęczna (4:0).

W niektórych spotkaniach szło to o wiele ciężej.

Ważnym aspektem była też kontuzja Macieja Gajosa (brakowało go w kolejkach 15., 16., 17. – przyp. red.), który po przyjściu Kaczmarka stał się absolutnie wiodącą i centralną postacią środka pola. Dostał więcej przestrzeni, więcej ofensywnych zadań, dzięki czemu wreszcie mógł pokazać to, czego za kadencji Stokowca nie prezentował praktycznie ani przez chwilę. Był wtedy solidnym ligowcem, ale wszyscy spodziewali się więcej i przy trenerze Kaczmarku Gajos zdecydowanie odżył. Gdyby nie liczyć wygranej z Rakowem (3:1), Lechia w ostatnich czterech kolejkach ubiegłego roku ponosiła same porażki, więc pewne zaniepokojenie wystąpiło, ale trener Kaczmarek też uspokajał, że taki słabszy moment też musiał nadejść. Teraz był czas przygotowań, pierwszy jego dłuższy czas z tym zespołem i zapewnia, że wszystkie niedociągnięcia, które się ujawniły, będą poprawione.

Po udanych meczach z jesieni, jak choćby ten przeciwko Legii, można się było spotkać z opiniami, że to po prostu i tak ciągle efekt przygotowania przez poprzedniego szkoleniowca. Czego zatem spodziewać się po Lechii w nowej rundzie, czy miejsce Piotra Stokowca zajął zbliżonej klasy szkoleniowiec, więc jakość jednak będzie podobna?

O tym się przekonamy, bo ten pierwszy okres przygotowawczy dla nowego trenera to zawsze jest pewien papierek lakmusowy, przyczynek do pierwszych ocen. Tym bardziej, że Tomasz Kaczmarek zachowywał się bardzo fair w stosunku do swojego poprzednika i wielokrotnie powtarzał, że na początku września zastał drużynę przygotowaną fizycznie na najwyższym poziomie. Dzięki temu również mógł wprowadzać swoje pomysły na grę, bo wiadomo, że jest to intensywny styl, wysoki pressing i duża dynamika. Zobaczymy, czy trener Kaczmarek utrzyma to, co robił sztab Stokowca, a może nawet jeszcze to poprawił. Doświadczenie w tej kwestii, mimo młodego wieku, ma ogromne, pracował ze świetnymi trenerami, był asystentem Boba Bradleya w reprezentacji Egiptu, potem długo w Niemczech (co ciekawe urodził się we Wrocławiu – przyp. red.). Wszyscy tutaj mamy nadzieję, że wszystko zostało zrobione dobrze, do tego jest wiara w to, że poprawią się kwestie piłkarskie. Natomiast nie ma żadnego hurraoptymizmu. Oczywiście, rozmawiając z ludźmi z klubu czy zawodnikami, z tyłu głowy tli się nadzieja, by zaatakować podium, wszystkim marzy się powrót do europejskich pucharów, natomiast utrzymanie miejsca w czołowej piątce to pewnie cel minimum. Może uda się być na czwartym plus Puchar Polski dla kogoś z pozycji medalowych i wszyscy w Gdańsku będą szczęśliwi.

W poprzedniej rundzie do Lechii dołączyli też zawodnicy-błyskotki, jak na skalę ekstraklasy Ilkay Durmus i Marco Terrazzino. Którego z nich Śląsk powinien obawiać się bardziej w sobotę i który z nich ma większe szansę, by już jednoznacznie stać się gwiazdą naszej ligi wiosną?

Dwa transfery nieoczywiste, które odpaliły. Myślę, że Durmus prezentował bardziej równą formę, nie miał wzlotów i upadków, grał na takim średnim, wysokim poziomie cały czas, a do tego dodawał te perełki. Śmiejemy się, że on nawet w sparingach nie potrafi zdobywać brzydkich bramek, bo zimą to były kolejne dwie naprawdę ładnej urody. W lidze też przecież co jedna to piękniejsza. Turek prezentował bardzo stabilną formę, to był jedyny piłkarz Lechii, który wystąpił we wszystkich jesiennych meczach, więc nie tylko dawał jakość, ale też cały czas był pod grą. Terrazzino być może ma jeszcze większe możliwości, jeśli chodzi o tą efektowność i boiskową błyskotliwość, natomiast trafiając do Gdańska był po dłuższej przerwie w grze, a po przyjeździe od razu złapał kontuzję, więc były kolejne tygodnie bez gry. Niemiec na pewno nie wszedł jeszcze na swój najwyższy poziom zarówno fizyczny, jak i czysto piłkarski, więc ciągle jest nadzieja, że to będzie kolejna wartość dodana. Natomiast znowu, cały poprzedni tydzień kolejny raz miał stracony, odezwał się Achilles, z którym miał już problemy właśnie kiedy przychodził do Lechii. Dopiero w tym tygodniu wszedł z powrotem do treningów, więc myślę, że mecz ze Śląskiem rozpocznie wśród rezerwowych, o ile w ogóle znajdzie się w kadrze. Natomiast wchodząc z ławki Terrazzino też już pokazał, że potrafi dać dobry impuls, były choćby dwie bramki na wagę odwrócenia losów listopadowego spotkania z Zagłębiem (2:1). Na dziś taką najbardziej niebezpieczną postacią w ofensywie Lechii jest Durmus.

Gdańszczanie tej zimy ponieśli też znaczącą stratę w defensywie, bo po półtora roku na powrót do Zagłębia śladem Piotra Stokowca zdecydował się Bartosz Kopacz. Jakie były okoliczności tego transferu?

To wszystko wyszło ze strony klubu z Lubina oraz samego zawodnika. Kontrakt Kopacza obowiązywał do końca czerwca 2023 roku, to bardzo solidny zawodnik, typowy zadaniowiec, potrzebny niewątpliwie w każdej drużynie, natomiast w Zagłębiu dostał bardzo dobrą ofertę. Umowa na trzy i pół roku, szkoleniowiec bardzo go chciał, a do tego lubinianie zaproponowali bardzo solidne pieniądze, jak na 30-letniego obrońcę, podobno ponad milion złotych. To była chyba typowa opcja win-win dla obu stron, a o tym jak Stokowcowi zależało na Kopaczu chyba najlepiej przekonuje fakt, że od razu zrobił z niego kapitana w swoim nowym-starym klubie. Bartek pozostawił po sobie w Gdańsku bardzo dobre wrażenie. Pełny profesjonalista, spokojny, cichy, nie robiący problemów, kiedy musiał usiąść na ławce rezerwowych. Myślę, że to właściwe rozwiązanie dla niego, niech mu się wiedzie w Zagłębiu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.