''Zobaczymy, co okaże się wypadkiem przy pracy'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
W ostatnim meczu przed listopadową przerwą na kadrę Śląsk Wrocław podejmie Jagiellonię Białystok. O rehabilitacji po laniu w Szczecinie, ofensywnym tercecie i trenerze Ireneuszu Mamrocie rozmawiamy z Kubą Cimoszko, dziennikarzem WP Sportowe Fakty.
Jagiellonia do meczu ze Śląskiem przystąpi po remisie z Piastem (3:3), który naznaczony był dużą determinacją i chęcią rehabilitacji po wcześniejszej porażce w Szczecinie (1:4). Spotkanie poprzedniej kolejki chyba mogło się podobać kibicom drużyny Ireneusza Mamrota.
Udana była na pewno druga połowa. Mecz z Piastem faktycznie na pewno był interesujący z punktu widzenia walki i ambicji, było widać, że po powrocie ze Szczecina musiało się wiele wydarzyć w szatni. Jagiellonia moim zdaniem ma problem mentalny, który od początku obecnego sezonu dało się już kilka razy zaobserwować. Zawodnicy trenera Mamrota wychodzą na mecz tak jakby z głową jeszcze w szatni i budzą się mniej więcej po trzydziestu minutach. Z Piastem początek akurat był naprawdę mocny, ale później to rywal zdobył dwie bramki – pierwszą trochę pechowo dla białostoczan, po kontrze i kolejną z rzutu karnego. Jagiellonia ma to do siebie, że w takich sytuacjach rzadko potrafi się podnieść, jednak w poprzedniej kolejce reakcja była naprawdę dobra. Generalnie można ten mecz ocenić pozytywnie, jednak ja przede wszystkim jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało dalej. Zobaczymy, co okaże się wypadkiem przy pracy – 1:4 w Szczecinie, czy właśnie ten remis z Piastem. Białostoczanie przyzwyczaili do tego, że budzą się, kiedy mają nóż na gardle, albo grają z dużo mocniejszym przeciwnikiem. Kiedy rywal jest o podobnej klasie czy słabszy, wtedy są największe problemy.
Przeciwko Piastowi trener Mamrot zaproponował nowe ustawienie z tercetem napastników Jesus Imaz – Fedor Cernych – Michał Żyro, a jego zespół po raz pierwszy od 1 sierpnia (3:0 z Rakowem) zdobył więcej niż jedną bramkę w meczu ligowym. Ich dobra współpraca to element, którego wcześniej brakowało Jagiellonii?
Moim zdaniem przechodzimy już tutaj bardziej do drugiego głównego problemu drużyny, czyli formacji z trzema stoperami, którego wszyscy w Białymstoku, łącznie ze szkoleniowcem, cały czas się uczą. Początek sezonu grany był ustawieniem 3-5-2, wtedy każdy i tak mówił, że lepsze byłoby 3-4-2-1, bo to daje większe możliwości w ofensywie, a Jagiellonia bardziej ma do tego piłkarzy. Trener Mamrot mocno stawiał na swój pierwotny pomysł, jednak z Piastem zdecydował się właśnie na tę zmianę i dało to super efekty. Budowanie w fazie ataku było w tym meczu na naprawdę dobrym poziomie, a kiedy wrócą podstawowi obrońcy, to również gra defensywna będzie wyglądać inaczej. Ta trójka obrońców na razie to jednak cały czas budowanie. Sam atak Jagiellonii to z kolei często długie piłki, nie raz bez pomysłu i moim zdaniem widać też brak rozgrywającego do takiego systemu. Trener Mamrot nie ma takiego zawodnika, który na przykład umiałby wyprowadzić futbolówkę spod własnego pola karnego, tu jeszcze są problemy. Sądzę, że białostoczanie będą grać tym 3-4-2-1, aczkolwiek nie wiem, czy w piątkowym meczu na Stadionie Wrocław, bo Cernych jest zawieszony za kartki i być może trener Mamrot jednak wróci do ustawienia ze środkowym pomocnikiem.
Ofensywa to jedno, jednak mecze z Pogonią i Piastem przyniosły Jagiellonii przecież aż siedem straconych bramek. Jak wyglądają szanse na powrót do wyjściowej jedenastki ostatnio kontuzjowanego Michała Pazdana oraz pauzującego za czerwoną kartkę Israela Puerto?
Największą zmorą Jagiellonii w formacji defensywnej jest brak stabilności, bo ciągle ktoś wypada. A ma się co oszukiwać, regularne wystawianie tych samych ludzi, na przykład na środku obrony, jest jednak bardzo ważne, choćby dla samego zgrania. Myślę, że Puerto na mecz we Wrocławiu na pewno wróci, bo to jest duże wzmocnienie obrony Jagiellonii. Może nie było tego widać akurat w konfrontacji z Pogonią, kiedy zobaczył tę czerwoną kartkę, ale w większości występów tego sezonu dużo dawał zespołowi z tyłu. Hiszpan ciągle ma jednak ten problem, który zdarzał mu się w barwach Śląska, czyli czasem gdzieś się zapomni na boisku, czasem popełni zupełnie niepotrzebny faul, jak na przykład na rzut karny w wyjazdowym meczu z Cracovią (1:2). Widać, że on z tymi problemami cały czas musi się zmagać. Co do Michała Pazdana, powiem szczerze, sam jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało. W Białymstoku wszyscy byliśmy przekonani, że po zejściu w 63. minucie meczu z Pogonią, on zagra już przeciwko Piastowi, nawet sam trener Mamrot dawał to do zrozumienia na konferencji prasowej. To się okazało blefem i Pazdan w poprzedniej kolejce nie wyszedł, ale jeżeli on będzie w pełni zdrowia, czy nawet na osiemdziesiąt procent, to moim zdaniem pojawi się w podstawowym składzie na Stadionie Wrocław. Po Bartoszu Kwietniu widać jednak, że środek obrony to nie jest jego pozycja, a Błażej Augustyn również musi odcierpieć karę zawieszenia za czwartą żółtą kartkę.
Jak można ocenić powrót trenera Mamrota do Jagiellonii i dotychczasowe wyniki jego zespołu w trwającym sezonie? To satysfakcja, niepełna satysfakcja, a może nadzieja, że już za chwilę będzie lepiej, bo zwycięstwo na Stadionie Wrocław pozwoliłoby przecież zrównać się punktami ze Śląskiem?
Ja lubię sobie również poczytać komentarze, przejrzeć fora, z tego przebija się jasny wniosek, że o jakimkolwiek zadowoleniu nie ma mowy. W Białymstoku jak na razie jest rozczarowanie i to pomiędzy lekkim a nawet dość sporym, ale według mnie, Jagiellonia w tym momencie jest w miejscu, na które po prostu ma kadrę. Ok, pierwszy skład białostoczan jest może na czołową czwórkę – piątkę ligi, problem polega jednak na tym, że przy Słonecznej praktycznie nie mają ławki rezerwowych, to obnaża się na przykład w momencie wielu kontuzji. Ja sam też nie ukrywam, że przed sezonem trochę więcej spodziewałem się po powrocie trenera Mamrota, między innymi stawiania na młodzież. Niektórzy chłopcy, jak Kacper Tabiś czy Karol Struski wcześniej naprawdę dobrze się pokazywali, a na razie siedzą na ławce, to jest mały minus. Jestem jednak zdania, że każdemu trenerowi powinno się dać przynajmniej dwa okresy przygotowawcze, a dopiero później go oceniać. Następca Mamrota Bułgar Iwajło Petew takiego czasu nie otrzymał, dlatego dzisiaj można już tylko gdybać. Z drugiej strony Bogdan Zając takie dwa okresy miał i nawet pomimo tego, że były problemy w drużynie, ciężko było go pozytywnie ocenić. Zmiana ustawienia może dużo wnieść do gry Jagiellonii, drużyna potrzebuje jednak dużo czasu, żeby się w tym odnaleźć. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało po zimie.
Piątkowy mecz zapowiada się ciekawie również dlatego, że trener Mamrot pochodzi przecież z nieodległej od Wrocławia Trzebnicy.
Pamiętam, że kiedy w grudniu 2019 roku odchodził z Jagiellonii, zapytałem go, który rywal będzie mu się śnił po nocach. Spodziewałem się, że usłyszę o Lechii ze względu na finał Pucharu Polski czy ostatni mecz sezonu 2018/2019, w którym jego drużynie koło nosa przeszły europejskie puchary, ale on stanowczo odpowiedział, że zespół z Wrocławia. Jakiś czas później rozmawialiśmy prywatnie i też narzekał, że w tych starciach ze Śląskiem następowała niezrozumiała kumulacja pecha: niewykorzystany karny, kuriozalne błędy indywidualne obrońców, kontuzje i tak dalej. Nie wiem czy nadal to tak w nim siedzi, ale na pewno jakąś większą motywację na ten mecz będzie miał. Myślę, że czeka nas ciekawe spotkanie.