''Zza loży prasowej, czyli wyjazd grupy ŚLĄSKnetowej'' c.d.

classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000"
codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=5,0,0,0"
WIDTH=148 HEIGHT=19> VALUE=high> bgcolor=#2C4E2E WIDTH=148 HEIGHT=19 TYPE="application/x-shockwave-flash"
PLUGINSPAGE="http://www.macromedia.com/shockwave/download/index.cgi?P1_Prod_Version=ShockwaveFlash"> Spodobał się nasz pomysł z wyjazdowym serialem, zatem kontynuujemy. Tym razem będzie mniej śmiesznie niż w odcinku pierwszym, ale w Łodzi stadion nie grozi zawaleniem, nie znaleźliśmy także dwujęzycznych napisów :).


 

Odc. 2 Łódź



Scena 1. – Pod wejście dla VIPów dostajemy się tuż przed rozpoczęciem meczu. Wszystko za sprawą pana policjanta, który z wielką serdecznością i równie wielce niespiesznie wypisywał nam mandat za przekroczenie prędkości. Podejrzewamy, że chcieli, żebyśmy nie zdarzyli na mecz, ale nie poddaliśmy się bez walki. Przy wejściu otrzymujemy akredytację z numerem 1. Pamiętając o pechowej 13 z Białegostoku, uznajemy to za dobry omen. Jeden punkt w meczu bierzemy w ciemno.



Sc 2. Trybuna dla dziennikarzy prezentuje się okazale. Tuż po gwizdku z zamyślenia meczowego wyrywa nas pytanie przechodzącej hostessy ubranej w koszulkę Widzewa: Woda dla Panów? Kubeczki z wodą zwykłą (nie ognistą) zostają , hostessa niestety nas opuszcza. Trzeba jednak przyznać, że już od początku meczu działacze starają się, by pozostały miłe wrażenia smakowe i wzrokowe.



Sc 3. Ledwo się obejrzeliśmy, a arbiter odgwizdał koniec pierwszej połowy. Wynik korzystny, czas na posiłek. Patrząc przez szybę dostrzegliśmy sporo specjałów w klubowej kawiarence. Niestety możemy sobie tylko popatrzeć, nie dla psa kiełbasa. Przy wejściu zatrzymał nas ochroniarz. Wejście tylko dla Vipów. My do tej kategorii się nie zaliczamy, pozostaje nam zatem wyjęcie bułek z plecaków i zwiedzanie zakamarków stadionu.



Sc 4 Docieramy pod coś na kształt budynku klubowego. Tylko na kształt, bo kto widział, żeby w budynku klubowym znajdowała się sala gimnastyczna (o tym szerzej później). Szczęśliwym trafem okno od szatni gospodarzy zapewne przez niedopatrzenie ktoś pozostawił otwarte. Plotka szybko się rozniosła i grupka dziennikarzy zbiegła się by posłuchać, jak trener Majewski wytyka zawodnikom błędy. Wiemy, że sponsorem klubu jest firma wędliniarska, ale nie wypada żeby tak rzucać mięsem na lewo i prawo!



Sc 5. Z pewnym niepokojem po ostatnim wyjeździe poszukujemy toalety. Okazuje się, że tutaj jest to także czuły punkt. TOI TOI stanowi zagadkę przyrodniczą. Pytanie za sto punktów – Po co w nim umywaleczka, kiedy nie jest tam doprowadzona woda? Czyżby, aby zmniejszyć kolejkę zamontowano ją, by spełniała rolę pisuaru? Zwisająca oprawka bez żarówki dopełnia tylko obrazu całości. Rozumiemy, że opłaty za sztuczne oświetlenie są wysokie, ale żeby aż tak oszczędzać…



Sc 6. Ledwo zabłysnęły reflektory, a Śląsk stracił bramkę. Nasze szczęście, że cały mecz nie był rozgrywany przy jupiterach! Na osłodę znów odwiedza nas hostessa z kubeczkami z wodą. Pewnie VIPy wszystkiego nie wypiły w kawiarence, to resztę dali nam.



Sc 7. Czy to mecz piłkarski, czy manewry policyjne? Po raz któryś z kolei koło naszych stanowisk przebiega grupa specsłużb. Dowódcy chyba postanowili trochę dać w kość podkomendnym, bo oddziały biegały w tą i z powrotem podczas meczu dobrych kilka razy. Przynajmniej spalili trochę kalorii, bo bieg w pełnym rynsztunku z jednej strony stadionu na drugi do łatwych nie należy. Kibice Widzewa także przyłączyli się do zabawy. Chyba widząc nieporadność swoich pupili, w ramach protestu część z nich opuściła swoje miejsca i schowała się z tyłu trybun. Doszły nas słuchy, że postanowili wyczyścić teren ze sporej ilości zlegających tam kamieni.



Sc 8. Koniec meczu! Piłkarze świętują, a my w dobrych humorach idziemy na konferencję prasową. Zorganizowano ją na parterze w niby budynku klubowym. Szybko spostrzegamy, że na cele konferencyjne przeznaczono salę gimnastyczną. Miejsca sporo, niestety zapomniano nas poinformować o konieczności przyniesienia ze sobą krzesełka przenośnego. Organizatorzy komfort zapewniają tylko 11 dziennikarzom, a pozostali (liczba dwukrotnie większa) musieli stać. Za to na osłodę przygotowano, tym razem nie wędliny i piwo, ale termosy z kawą i herbatą. Wypiliśmy, postaliśmy, posłuchaliśmy trenerów i ciesząc się z wygranej piłkarzy udaliśmy się w drogę powrotną do Wrocławia.



Podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.